Cieszę się, że sytuacja się rozwija pozytywnie. Chcę tylko ostrzec przed jednym – proces zdejmowania czarnego wesela nie jest liniowy. Będą dobre dni i złe dni. Będą momenty, kiedy wyda się, że mąż wrócił do normy, a potem nagle znowu „odpłynie". To nie znaczy, że rytuał ochronny przestał działać – to znaczy, że energia czarnego wesela się broni. Każdy taki „atak" jest słabszy od poprzedniego, ale może być zaskakujący i bolesny. Niech koleżanka się na to przygotuje emocjonalnie.
Czytam ten wątek z zapartym tchem. Czy przy zdejmowaniu czarnego wesela ma znaczenie faza Księżyca?
Dorzucę kontekst historyczny. Tradycja ceremonii łączących dwie osoby na planie astralnym istnieje w wielu kulturach – od afrykańskich religii synkretycznych, przez żydowską tradycję „ciemnych ślubów" na cmentarzu, po europejską magię ludową. W tradycji słowiańskiej istniały rytuały wiązania „na wieczność" przy użyciu nici, krwi i ziemi z cmentarza. To nie nowość – współcześni rytauliści nadali temu nazwę i sformalizowali procedurę.
