Hej, mam pytanie, które pewnie zadaje co druga osoba tutaj, ale naprawdę potrzebuję to usłyszeć od kogoś z doświadczeniem. Mam za sobą rytuał miłosny, minęły dwa tygodnie i nic. Kompletna cisza. Zaczęłam się zastanawiać, czy to w ogóle zadziałało, czy może powinnam szukać kogoś innego. Ile realnie trzeba czekać?
A nie jest tak, że jak ktoś robi rytuał egipski u jednej osoby, to drugi rytualista z automatu to wyczuje? Pytam, bo spotkałem się z takim podejściem i nie wiem, co o tym myśleć.
Ja kiedyś popełniłem taki błąd. Zamówiłem rytuał u jednej osoby, a po dwóch tygodniach, bo się niecierpliwiłem, poszedłem do kogoś drugiego. Nic nie powiedziałem. Efekt? Zero. Absolutne zero. Dopiero jak się z tego wycofałem i dałem jednemu rytualiście dokończyć, coś ruszyło.
Dodam od siebie — w tradycji, z której ja czerpię, łączenie rytuałów jest czymś naturalnym. W hoodoo na przykład standardowo robi się pracę warstwową. Masz jednocześnie mojo bag, palisza świecę na konkretną intencję i robisz kąpiel duchową. Ale to wszystko jest spójne, wykonane przez jedną osobę albo pod jednym kierunkiem. Problem pojawia się wtedy, kiedy dwa niezależne źródła pracują na tę samą osobę bez koordynacji.
Pozwolę sobie dodać jeszcze jedną warstwę do tego. Często pomijany aspekt to kwestia tradycji, z jakich pochodzą rytuały. Łączenie rytuału z tradycji wiccańskiej z rytuałem opartym o goecję to proszenie się o kłopoty, nawet jeśli oba rytualiści o sobie wiedzą. Różne systemy operują na różnych planach i z różnymi źródłami energii. Spójność systemu magicznego ma znaczenie.
Hmm, a co jeśli obaj rytualiści pracują w tej samej tradycji, np. obaj robią rytuał egipski, ale każdy inny jego wariant? Wtedy chyba łatwiej to skoordynować?
Mam pytanie praktyczne — jak to wygląda z perspektywy klienta? Znaczy, jak powiedzieć rytualiście, że pracuję z kimś innym? Czy oni się nie obrażają? Bo miałam taką sytuację, że wspomniałam jednej osobie o drugiej i poczułam taką... dezaprobatę.
Mam trochę inne podejście i chyba będę tu w mniejszości. Uważam, że łączenie rytuałów miłosnych to w większości przypadków oznaka niecierpliwości, a nie przemyślanej strategii. Jeśli ktoś robi dobry rytuał, to czemu miałoby być potrzebne jeszcze coś? Czy to nie podważa zaufania do pracy tego pierwszego rytualisty?
Wiecie, co mnie w tej dyskusji zastanawia? To, że pomijamy aspekt samej osoby, na którą rytuał jest kierowany. Bo to nie tak, że rytuał działa w próżni. Osoba docelowa ma swoją aurę, swoje blokady, swój wolny wybór. Jak na kogoś lecą dwa rytuały jednocześnie, ale niezsynchronizowane, to energetycznie może to wyglądać jak szarpanie w dwie strony. Ta osoba podświadomie może czuć chaos i zamknąć się jeszcze bardziej.
To co pisze Czulu, potwierdza moja praktyka. Miałem kiedyś przypadek, gdzie klientka przyszła do mnie po dwa miesiące pracy z innym rytualistą. Nic mi nie powiedziała. Zacząłem pracować i czuję — coś nie gra, energia się rozprasza, intencja nie trzyma kierunku. Dopiero jak ją zapytałem wprost, przyznała się. Kiedy skoordynowaliśmy działania z tamtą osobą, w ciągu dwóch tygodni sytuacja ruszyła z miejsca.
Ja bym jeszcze zwróciła uwagę na kwestię faz księżyca. Bo nawet jeśli obaj rytualiści wiedzą o sobie, to jeśli jeden pracuje w nowiu (nowe początki), a drugi w pełni (kulminacja), to te energie mają zupełnie inny charakter. Skoordynowanie fazy lunarnej to absolutna podstawa przy pracy równoległej. Bez tego — nawet najlepsza komunikacja między praktykami nie wystarczy.
Przepraszam, ale muszę się tu wtrącić, bo widzę że dyskusja idzie w stronę taką... techniczną, a zapominamy o czymś podstawowym. Rytuały miłosne dotyczą żywych ludzi i ich uczuć. To nie jest nastawianie anteny na odpowiednią częstotliwość. Zanim ktoś zacznie łączyć dwa rytuały, powinien się zastanowić, czy nie robi tego z paniki. Bo panika to najgorszy doradca w magii.
Ok, jestem przekonywany powoli, przyznaję. Ale mam jeszcze jedno pytanie — jak to wygląda finansowo? Bo bądźmy szczerzy, rytuały nie są tanie. Czy podwójne zlecenie to nie jest po prostu podwójna kasa dla dwóch rytualistów, a efekt ten sam co jednego dobrze zrobionego? Przepraszam za cynizm, ale ktoś to musiał powiedzieć.
Witam Wszystkich, moi drodzy zrobilem Czarne Wesele, w czwartek bede miec ostatnie wzmocnienie i rytual sie zakonczy, powiedzcie ile czasu bede czekac na jakies szalencze efekty, kontakt mam caly czas, ale sytuacja niezaciekawa u niego, zona ale brak dzieci, dodam tez ze czasami nie myslalem pozytywnie bo mnie poprostu draznil niektorymi rzeczami, czy to moze miec jakis ogromny wplyw, na efektywnosc rytualy bo intencje codziennie mialem taka sama
Dodam ze znamy sie prawie rok, ale zauwazylem ze mam notoryczny wrecz brak koncentracji, vhcialbym poprostu zeby sie na cos zdecydowal, dlatego wspolnie z Rytualistka ustalilismy ze bardzo dobrym wyborem bedzie wlasnie Czarne Wesele, ale wczesniej robilem wicca
Mam takie pytanie, bo mi się to nie do końca klaruje — skąd wiadomo, że sytuacja wymaga dwóch rytuałów? Kto to ocenia? Sam klient raczej tego nie czuje, prawda?
