o, to jest super prosty sposób i nigdy bym na to nie wpadła. Kasjopeja czy ty to robisz codziennie czy tylko jak masz gorszy dzień?
To ważne co mówi Kasjopeja, bo cały wątek zaczął się od pytania, czy tarot może pomagać przy zmęczeniu emocjonalnym, a teraz wyłania się z tego taka zasada - jak cokolwiek przy kartach staje się przymusem, to przestaje być regenerujące. I tu wracam do pytania, kture zadała autorka tematu na początku - że zamiast się uspokoić, czuje się bardziej spięta. Podejrzewam, że to jest właśnie ten moment, gdy praktyka zaczyna być zadaniem do wykonania
Tak, to o czym pisze Unakitka78 jest chyba bardzo blisko tego, co u mnie się dzieje. Jak siadam z kartami, to gdzieś z tyłu głowy mam poczucie że powinnam coś z tego wyciągnąć. Jakiś wniosek, jakąś odpowiedź. I nawet jeśli tego nie chcę, to to myślenie samo się włącza. Skąd wiedzieć, czy w ogóle można się tego pozbyć, czy to kwestia praktyki?
Myślę, że to poczucie 'powinnam coś wyciągnąć' nie znika całkowicie nigdy, ale zmienia się jego natężenie. Im dłużej pracujesz z kartami, tym częściej zdarzają się sesje, gdzie po prostu siedzisz i nie oceniasz, czy wyciągnęłaś 'wystarczająco dużo'. Ale szczerze - u mnie zajęło to naprawdę długo. I nadal mam dni, gdy ta presja wraca.
no cóż, to jest bardzo dobra obserwacja i chyba odpowiada na wczesniejsze pytanie Honoratka_56 o budowanie skojarzeń. Jak ciągniesz kartę tylko w kryzysie, to kazda karta jest naładowana stresem i pilnością. A jak robisz to też w zwykłe dni, to zaczynasz mieć inne, spokojniejsze skojarzenia z tymi samymi obrazkami. I potem te spokojne skojarzenia są dostępne nawet kiedy jest trudno.
Czy to znaczy, że osoby, które ciągną kartę dnia każdego ranka, mają łatwiej właśnie dlatego? Bo karta dnia to jest przecież zazwyczaj bez konkretnego pytania i bez presji wyniku?
To jest mały trik, ale naprawdę działa. Ja z kolei zaczęlam zapisywać karte w notatniku od razu po wyciągnieciu - jedno zdanie i tyle - i to mi dawalo poczucie, że 'już to zrobilam', wiec moglam puścić. Jakby przelanie na papier kończylo sesję w głowie. 🙂
To ze zdaniem w notatniku brzmi dla mnie realnie bo wcześniej myślałam że prowadzenie dziennika tarota to jest coś bardzo rozbudowanego i czasochłonnego. A jak to jest jedno zdanie, to nawet ja dam radę. Ale chcę zapytać - czy to jedno zdanie ma być o karcie, czy o sobie?
ehh, dopytałam o to zdanie, bo sama nigdy nie miałam odwagi prowadzić dziennika. Ale właściwie chodzi mi o to, czy to zdanie ma być o tym co karta pokazuje, czy o tym, jak się czuję patrząc na nia? Bo to chyba różne rzeczy.
To brzmi tak, jakby to zdanie było bardziej o skojarzeniu niż o interpretacji. I wydaje mi sie, że to jest właśnie mniej męczące, bo nie musisz wiedzieć, co karta 'znaczy', tylko co ci przypomina. czy dobrze to rozumiem?
Czytam to i myślę, że przez długi czas podchodziłam do kart jak do testu, który można zdać albo oblać. Jakby była jedna prawidłowa odpowiedź i moje zadanie to ją odgadnąć. Ciekawe, że nigdy nie nazwałam tego sobie wprost, a teraz po przeczytaniu tego wątku to widać bardzo wyraźnie.
To co opisuje Aksamitna81 brzmi jak klasyczny efekt uczenia się czegoś z podręcznika, gdzie zawsze jest jedna dobra odpowiedź. Ale tu mnie zastanawia jedno - czy to podejscie 'moja odpowiedź jest równie dobra' nie prowadzi do tego, że w kartach można zobaczyc cokolwiek i nie ma żadnej struktury? Pytam, bo chce zrozumiec, gdzie jest granica
ehh, czyli jakby karta jest jak słowo, kture ma kilka znaczeń w słowniku, ale ty wybierasz jedno w zależności od kontekstu zdania? Czy to dobra analogia?
ta rozmowa o interpretacji kontra skojarzenie jest dla mnie trochę trudna, ale chyba rozumiem. chcę zapytać o coś praktycznego - czy jak ktoś jest bardzo zmęczony emocjonalnie, to w ogóle powinien ciągnąć karty? bo może czasem nie ma na to zasobów?
Ja miałam taki moment, że wyciągnęłam kartę i po prostu ją odłożyłam, bo nic nie byłam w stanie z nią zrobić. I teraz myślę, że to była dobra decyzja, że tego nie forsowałam. Ale wtedy czułam się z tym niekomfortowo, jakbym zawaliła jakiś obowiązek.
Myślę że to jest ten sam mechanizm, co w każdej praktyce regularnej. Jak coś robisz przez jakiś czas, to mózg zaczyna to traktować jako standard i odchylenie od standardu generuje dyskomfort. Niekoniecznie dlatego, ze coś jest złe, tylko dlatego ze przerwalas wzorzec.
Ale czy to nie prowadzi do tego że sięgasz po karty tylko w kryzysie, co chyba wcześniej uznałyśmy za problematyczne? Trochę się kręcimy w kółko. Jak to pogodzić?
To nie jest sprzeczność, tylko napięcie między dwoma prawdziwymi rzeczami. Obowiązkowość niszczy praktykę, ale chaos też nie służy. Chodzi o to, żeby mieć wystarczająco dużo swobody, żeby praktyka była chciana, ale wystarczająco dużo regularności, żeby nie była tylko ratunkiem w kryzysie. Gdzie dokładnie jest ta granica, to każdy wyznacza sam.
Łatwo powiedzieć, że każdy wyznacza sam ale właściwie jak to zrobić, jak się dopiero zaczyna? Nie wiem, czy moja intuicja w tej kwestii jest w ogóle wiarygodna. Czy jest jakiś punkt, od którego można to ocenić?
ej, to co opisuje Honoratka_56 jest bardzo podobne do tego, z czym ja zaczęłam ten wątek. Zamiast mnie uspokoić, czułam się bardziej spięta. I teraz po tej całej rozmowie myślę, że może kluczowe nie jest to, JAKĄ kartę wyciągnęłam, tylko CZY w ogóle byłam gotowa na to, co mogła mi pokazać. xd
ale jak masz wiedzieć z góry, czy jesteś gotowa, skoro nie wiesz, co wyciagniesz? trochę błędne koło. chyba ze chodzi o gotowość w ogóle, nie na konkretną kartę?
Ale jesli ktoś jest chronicznie zmęczony emocjonalnie, to zawsze bedzie miał barki przy uszach. I co wtedy? Nigdy nie sięgać po karty? :))
to ciekawe bo ja zawsze mam w głowie to pytanie gotowe już wcześniej i czasem mam wrażenie że to pytanie to już jest pół odpowiedzi bo wiem czego się boję zanim wyciągnę kartę. czy tak powinno być?
Czytam to i zastanawiam się, czy samo sformułowanie pytania do karty to nie jest już część pracy. Że zanim w ogóle wyciągniesz kartę, musisz wiedzieć, co chcesz zobaczyć. Czy to nie jest właśnie ta chwila, kiedy zmęczona emocjonalnie osoba może się zablokować - nie przy karcie, tylko przy pytaniu?
Przepraszam, ze wchodzę z boku, ale to co opisuje Aksamitna81 - to poczucie, ze musisz zadać właściwe pytanie - bardzo mi to coś mówi. Czy to jest specyficzne dla tarota, czy ogólnie tak macie przy kazdej praktyce refleksyjnej? Bo ja mam tak samo przy pisaniu dziennika
To co Witchling82 mówi o perfekcjonizmie to dobry trop, ale chcę wrócić do pytania paulinki o wyczerpanie emocjonalne. Bo mam wrażenie że wątek trochę przeszedł na ogólne mechanizmy praktyki, a tu jest konkretna kwestia - co robić z kartami, jak się jest naprawdę wykończona. Czy ktoś ma jakieś konkretne obserwacje z takiego stanu, nie teorie?
Ale czy to nie jest trochę tak, że szukasz w kartach czegoś, co ci odpowiada, zamiast słuchać tego, co wychodzi? Bo jak zawsze sięgasz po tę samą kartę albo odrzucasz inne, to czy to jeszcze jest wróżenie, czy po prostu oglądanie ulubionego obrazka?
