O, to mi daje do myślenia. Ja nigdy nie prowadziłam notatek z wypadających kart, bo traktowałam je trochę jako anegdoty. A może w tym właśnie jest błąd?
Hania, ja przez długi czas też tak miałam. Dopiero jak zaczęłam zapisywać, to zobaczyłam pewien powtarzający się wzorzec - że konkretne karty wypadały przy konkretnych porach roku albo przy konkretnych relacjach. Nie wiem co to znaczy, ale jest.
Ale jak taki wzorzec zobaczysz, to co z nim robisz? Pytam, bo boję się, że jeśli za dużo będę szukać wzorców, to zacznę je widzieć wszędzie, nawet gdzie ich nie ma.
To jest coś, co mnie też dotyczy przy kartach i pytaniach o rodzinę. Czasem mam wrażenie, że wolę nie rozumieć karty, bo jak ją rozumiem, to muszę coś z tym zrobić. A nie zawsze chcę.
I tu wracamy do sedna tematu, bo karta, która wypadnie sama - bez intencji, bez tasowania 'pod pytanie' - ma tę cechę, że jest mniej 'zamówiona'. Trudniej ją zignorować właśnie dlatego, że nie możesz powiedzieć, że to ty ją wybrałeś.
i to jest chyba najlepsza definicja całej tej rozmowy - paradoks wypadającej karty. Bardziej losowa, a czujemy ją jako bardziej znaczącą. Zastanawiam się, czy to dotyczy tylko tarotowych odczytów rodzinnych, czy w ogóle każdego pytania.
Chyba tak - przy każdym pytaniu. Zresztą wracając do tego, co mówiłaś wcześniej, Kazio - ten wzorzec kart wypadających przy konkretnych relacjach. Czy to były zawsze te same karty przy tym samym człowieku, czy raczej ta sama karta przy różnych sytuacjach rodzinnych?
Przy mamie wypadał mi Księżyc chyba z pięć razy w ciągu dwóch lat. Zawsze przy tasowaniu bez konkretnego pytania. I za każdym razem coś się później działo - nie dramatycznego, ale jakiś nieoczekiwany kontakt albo napięcie. Nie wiem co z tym zrobić poza obserwowaniem.
ale jak to interpretujesz wstecz? Tzn. czy dopasowujesz Księżyc do sytuacji po fakcie, czy naprawdę przed wydarzeniem czułaś, że coś będzie? Bo to chyba robi dużą różnicę, nie?
To jest właściwie fenomenologia a nie wróżbiarstwo. Rejestrowanie doświadczenia bez z góry przyjętego klucza. Ciekawe, że tarot częściej się w ten sposób używa przy relacjach niż przy, powiedzmy, pytaniach o pracę. Może dlatego, że relacje rodzinne są mniej linearne i trudniej je opisać inaczej niż symbolicznie.
Słucham tej dyskusji od jakiegoś czasu i mam pytanie trochę z boku - czy wypadające karty mają dla was inną 'wagę' niż karty świadomie wybrane do rozkładu? Bo przy runach mam podobne doświadczenia z losowaniem, ale nigdy nie myślałam o tym tak, że to paradoks losowości i znaczenia jednocześnie.
Ale czy może być czysta od projekcji? Zaraz po tym jak wypadnie, zaczynam ją interpretować i wtedy wszystkie projekcje wchodzą w grę. Może ta 'czystość' trwa tylko sekundę?
Mam notatki z ostatnich kilkunastu miesięcy i jak porównuję wypadające karty z intencjonalnymi rozkładami przy pytaniach o rodzinę, to widzę jedną różnicę: przy wypadających rzadziej mam karty dworskie. Jakby ta losowość sprzyjała bardziej archetypowym energiom niż konkretnym postaciom. Czy ktoś ma podobnie?
Słyszę tę rozmowę o notatkach i zastanawiam się - czy zapis samej karty wystarczy, czy koniecznie trzeba zapisać też kontekst? Bo czasem karta wypadnie i ja po prostu ją odkładam i nie pamiętam potem, co robiłam w tamtym momencie.
Dobra, ale wracam do tej wypadającej karty jako sygnału. Rozmarynka mówi, że u niej częściej Wielkie Arkany - czy to nie jest po prostu efekt tego, że Wielkie Arkany są 'grubsze' energetycznie i bardziej się nam zapamiętują? Że zwykłą Trójkę Monet wypadającą możemy zbagatelizować, a Wieżę już nie?
A czy ktoś miał tak, że karta wypadła w momencie, kiedy myślał o konkretnej osobie z rodziny, i ta karta kompletnie nie pasowała do tej relacji? Bo mnie się to zdarzyło i nie wiedziałam, czy to sign, że źle odczytuję tę relację, czy po prostu naprawdę przypadek.
Jagusia, tak, miałam i to kilka razy. Wypadł mi Głupiec przy tasowaniu, kiedy myślałam o sytuacji z siostrą, która była wtedy dosyć napięta. I pierwsza myśl była taka, że to nie ma sensu. Ale potem pomyślałam, że może Głupiec nie opisywał sytuacji, tylko wskazywał, że ja podchodzę do tego bez gruntu - jakby krok w próżnię. Ale to już było moje dopasowywanie po fakcie, przyznam.
Kazia75, ten wątek z Głupcem i siostrą jest dla mnie kluczowy do całej dyskusji. Bo to jest moment, w którym wypadająca karta przestaje być 'sygnałem o sytuacji', a zaczyna być 'sygnałem o tobie w tej sytuacji'. I tu właśnie ta różnica jest zasadnicza - czy karta opisuje relację, czy opisuje twoją pozycję w relacji? Bo to zupełnie zmienia sposób czytania.
Zaraz, zaraz. Gnostyk mówi o 'sygnale o tobie w sytuacji', Lady mówi o 'energii między wami' - ale przecież oboje opisujecie to samo zdarzenie, tę samą wypadającą kartę. Jak możecie mieć dwie różne metodologie interpretacji i obie twierdzić, że działają? Czy nie jest tak, że po prostu każdy dopasowuje interpretację do siebie i dlatego zawsze wychodzi sensownie?
Właśnie o to mi chodziło z tymi notatkami - chcę wiedzieć, czy tarot pokazuje mi coś, czego nie wiedziałam, czy tylko nazywa to, co już gdzieś było. Bo jeśli to drugie, to nadal ma wartość, ale jest to inna wartość niż 'przepowiednia'. I przy wypadających kartach ten test jest czystszy, bo nie mam zadanego pytania.
Słucham i zastanawiam się - czy ktoś miał tak, że wypadła karta, której się przestraszył? Nie w sensie 'zła karta', ale tak naprawdę poczuł niepokój fizycznie? Bo mi się to zdarzyło przy Wieży i nie wiem, czy to był sygnał, czy po prostu mój mózg zareagował na symbol.
To brzmi jak coś, co znam z run - czasem symbol robi z tobą coś emocjonalnie, zanim zdążysz go przetłumaczyć. Ale mam pytanie: czy ten strach przed kartą nie sprawia, że potem interpretujesz wszystko przez jego pryzmat? Że szukasz potwierdzenia złego?
A co jeśli wypadnie kilka kart naraz? Bo mi się zdarza, że tasując wylatują dwie, czasem trzy. Czy wtedy interpretujesz je razem, jako mini-rozkład, czy każdą osobno? Bo nie wiem, jak to traktować i zawsze mam poczucie, że cokolwiek zrobię, będzie niespójne.
Ja miałam raz trzy karty naraz i po prostu sparaliżowało mnie to kompletnie. Odłożyłam je wszystkie i nie interpretowałam w ogóle. Czy to jest błąd, że tak zrobiłam?
Wracając do pytania Jagusi o dwie karty - w tradycji hermetycznej mówi się o 'konfrontacji archetypów'. Crowley pisał o tym w kontekście geomancji, ale zasada jest podobna: dwa symbole obok siebie tworzą trzeci sens, którego żaden z nich nie posiada osobno. To nie jest suma, to coś nowego. Czy ktoś z was czuje tę różnicę w praktyce?
Właśnie dlatego notatki muszą być robione na bieżąco, a nie 'z pamięci' po tygodniu. Bo pamięć już interpretuje. Wypadająca karta ma wartość wtedy, kiedy jest zakotwiczona w konkretnym momencie - co robiłaś, o czym myślałaś, co poczułaś jako pierwsze. Bez tego to tylko karta.
Rozmarynka, ale mam do tego pytanie - piszesz, że pamięć już interpretuje, czyli notatka musi być natychmiastowa. A co jeśli karta wypadła podczas tasowania i ty byłaś w środku jakiegoś ruchu, nie miałaś jak zapisać? Czy wtedy ta wypadająca karta jest w ogóle warta interpretacji, skoro moment jest już skażony?
