Zaczęłam ostatnio robić więcej czytań dla osób w różnym wieku i coraz bardziej zastanawiam się, czy podejście do interpretacji powinno się różnić zależnie od tego, ile querent ma lat. Mam na myśli konkretnie dwie skrajności - dzieci (choć rzadko trafiają na seanse, ale zdarzają się) oraz seniorów, zwłaszcza gdy przychodzą z tematem straty, żałoby, rozstania z kimś bliskim. Czy ktoś z was miał doświadczenie z czytaniem dla kogoś bardzo młodego albo bardzo starego? Zastanawiam się, czy np. Śmierć czy Wieża mówią coś innego człowiekowi po osiemdziesiątce niż dwudziestolatce.
Czytałam dla swojej ciotki, ma 74 lata, po śmierci wujka. Wyciągnęła Hierofantę i Sąd Ostateczny i widziałam, że te karty dla niej znaczą coś zupełnie innego niż znaczyłyby dla mojej koleżanki w moim wieku. Ciotka od razu powiedziała, że czuje, że to o przejściu, o tym co po śmierci. Dla młodszej osoby pewnie skupiłabym się bardziej na odrodzeniu, nowym etapie. Ale właśnie - czy to MY dostosowujemy interpretację, czy karty same 'wiedzą' do kogo mówią?
Zanim ktokolwiek pójdzie w stronę 'karty wiedzą do kogo mówią' - czy możemy się zatrzymać przy jednej kwestii? Czytanie tarota dla dziecka to poważna sprawa etyczna. Jakie dziecko trafia na seanse? Z czyjej inicjatywy? Bo jeśli to dorosły przyprowadza dziecko i każe mu ciągnąć karty dotyczące jego przyszłości - to już jest problem, niezależnie od tego jak interpretujemy Pustelnika.
A ja mam głupie pytanie - czy w ogóle wiek ma wpływ na to, jak karty 'działają', czy tylko na to, jak my je odczytujemy? Bo jeśli tarot działa na poziomie energetycznym, to chyba dziecko ma tę samą energię co dorosły, tylko inną historię?
No dobra, ale czy ktoś może po prostu powiedzieć - jak to konkretnie zmienić w praktyce? Jeśli senior w żałobie wyciąga Księżyc, to co inaczej mówimy niż młodszej osobie? Interesuje mnie praktyczna strona, nie teoria archetypów.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie do Lady i Dzidki - czy kiedy robicie czytanie dla kogoś w żałobie, w ogóle mówicie wprost co widzicie, czy raczej zadajecie pytania i pozwalacie querntowi samemu dochodzić do znaczenia? Bo wyobrażam sobie, że starsze osoby mogą być bardziej wrażliwe na pewne słowa, szczególnie jeśli strata jest świeża.
Trochę z boku - ale to mnie ciekawi jako sceptyka. Czy nie ma tu ryzyka, że robimy coś w rodzaju samospełniającej się przepowiedni? Jeśli wiemy, że ktoś jest w żałobie, to i tak będziemy interpretować każdą kartę przez ten filtr. Śmierć = przejście, Gwiazda = nadzieja na spotkanie po drugiej stronie itd. To nie jest tarot, to podążanie za tym, czego ktoś chce się dowiedzieć.
Wracając do wątku o dzieciach, bo mi ta myśl nie daje spokoju - czy ktoś z was miał sytuację, gdzie dziecko samo ciągnęło kartę i coś z tym zrobiło? Mam na myśli nie seanse z dorosłymi, ale np. starsze nastolatki, które zaczynają uczyć się tarota same i interpretują karty dotyczące własnego życia, a potem piszą do was po interpretację?
Mam wrażenie, że ta rozmowa kręci się wokół czegoś ważnego, ale jeszcze tego nie nazwałyśmy wprost. Chodzi o to, że tarot przy stracie - bez względu na wiek - operuje na innym poziomie niż tarot 'co będzie z moją pracą'. I może właśnie to jest kluczowe, nie sam wiek, ale intensywność bólu i rodzaj pytania? Senior w żałobie i nastolatka po rozstaniu rodziców są w podobnym miejscu emocjonalnym, choć mają 60 lat różnicy.
Według mnie przy seniorach w żałobie szczególnie ważna jest czakra serca - jeśli ktoś nosi w sobie długotrwały ból po stracie, to blokada w czakrze serca wpływa na to, jak interpretuje przekaz kart. Dosłownie filtruje przez ból. I dlatego te same karty brzmią inaczej - nie dlatego, że karty są inne, ale że odbiór jest zablokowany.
No dobra, ale wracając do tego co pisała Filomena o Księżycu - to jest konkret, tego szukałem. Ale mam pytanie: a co z kartami stricte pozytywwnymi? Jak senior w żałobie wyciągnie Gwiazdę albo Słońce, to czy to nie brzmi jak fałszywa nadzieja? Jakbyś komuś, kto właśnie stracił żonę po 50 latach, powiedzał 'a, Słońce, będzie dobrze' - to chyba brzmi jak kpina?
Właśnie o to mi chodziło w tym, co pisałam wcześniej o niedopowiedzeniach. Przy żałobie seniorów często chodzi o rozliczenie, nie o przyszłość. Gwiazda nie mówi 'będzie lepiej', tylko 'jest jeszcze coś do odnalezienia w tej ciemności'. To subtelna różnica, ale dla kogoś, kto właśnie stracił partnera całego życia, ta różnica jest wszystkim.
To jest ważne pytanie, tylko trzeba uważać z odpowiedzią. Granica między czytaniem tarota a terapią jest etyczna, nie tylko techniczna. Tarocista nie ma przygotowania terapeutycznego. Przy żałobie - niezależnie od wieku querentu - można wejść w obszary, w których dobra wola nie wystarczy. Jemiolka, jak poszło z kuzynką po tym odczycie?
Chcę dopytać Zaklinacza o coś, bo to ważny wątek. Czy mówiąc o granicy etycznej masz na myśli to, że tarocista w ogóle nie powinien robić odczytów dla kogoś w ostrej żałobie, czy raczej że powinien to robić ze świadomością tej granicy? Bo to są dwie bardzo różne odpowiedzi.
To co Zaklinacz napisał o 'dołączeniu do bliskiego' - to jest coś, o czym się rzadko mówi wprost w kontekście tarota dla seniorów. Starsze osoby po stracie długoletniego partnera są w grupie ryzyka i każdy kto robi odczyty powinien to wiedzieć. Nie żeby panikować przy każdej Śmierci, ale żeby nie być kompletnie nieświadomym.
Trochę mnie to wszystko przeraża, szczerze. Zacząłem się uczyć tarota z myślą o czytaniu dla siebie i znajomych, a tu wychodzi, że to może być bardzo poważna sprawa. Czy dla kogoś w normalnej sytuacji, nie w żałobie, to też jest tak skomplikowane?
Chcę wrócić do wątku o wieku, bo trochę odpłynęłyśmy. To co opisuje Zaklinacz i Pelagia jest ważne, ale dotyczy raczej postawy tarocisty w ogóle przy żałobie. Mnie interesuje konkretnie to, czy karty mówią inaczej do osiemdziesięciolatka niż do czterdziestolatka w żałobie. Czy ta sama Śmierć, ten sam Księżyc - mają inny ciężar? Moje doświadczenie mówi, że tak. Ale może ktoś ma inne?
Mam. Robiłam odczyty dla dwóch osób po stracie matki - jedna miała trzydzieści kilka lat, druga ponad siedemdziesiąt. Obie wyciągnęły Hierofanta. Dla młodszej interpretowałam to jako pytanie o tradycję, przekaz, co z tego wezmę dalej. Dla starszej zupełnie inaczej - jako rozliczenie z tym, co sama przekazała, jaką była matką, żoną. Zupełnie inne centrum tej karty.
Przepraszam że się wtrącę, bo jestem tu raczej z zewnątrz tego tematu - ale to co Filomena napisała o pytaniu quereneta, to chyba jest coś, czego nie wiedziałam że tak ważne. Zawsze myślałam, że tarocista po prostu odczytuje co karty mówią. A wy tu mówicie, że to jest jakiś dialog?
Właśnie to co Golta napisała uświadomiło mi, że może warto doprecyzować jedną rzecz w tym wątku. Mówimy o dopasowaniu interpretacji do wieku i sytuacji - ale czy dopasowujemy też samą metodę pytania? Czyli czy przy seniorze w żałobie inaczej układasz spread, inaczej formułujesz pytanie na początku? Albo pytanie do Lady i Filomeny - czy w ogóle pytacie o cel odczytu zanim wyciągniecie pierwszą kartę?
To pytanie Obserwatorki o metodę mnie zatrzymało. Bo tak - przy seniorze w żałobie ja sam zmieniam układ. Nie używam spreadów zorientowanych na 'co nadejdzie'. Częściej sięgam po coś prostszego - trzy karty: przeszłość, co zostało, co teraz. Żadnej karty 'przyszłość', bo to nie jest moment na przyszłość. Ale to nie odpowiada na pytanie Lady o to, czy karta sama w sobie mówi inaczej - tu mówimy o tym, jak tarocista konstruuje przestrzeń wokół karty.
Ale chwila - to co Filomena mówi o tym, że tarocista decyduje zanim karta się pojawi - czy to nie odbiera querентowi sprawczości? Pytam serio, bo jestem zupełnie nowy w tym temacie. Jeśli ktoś przychodzi do mnie z żałobą i ja już z góry usuwam mu przyszłość z układu, to czy nie wybieram za niego, co może teraz myśleć?
Wracam do samego pytania z tytułu wątku, bo nam się to znowu przesunęło w stronę metody tarocisty. Interesuje mnie to, co Filomena powiedziała o Hierofancie - karta mówi inaczej nie dlatego, że ją przestawiamy, ale dlatego że starszy człowiek ma za sobą inne życie. Czy ktoś ma podobny przykład z inną kartą? Nie spreadem, nie podejściem - samą kartą i tym jak inaczej ją widzieliście przy różnym wieku querentu?
Mam jeden taki przypadek z Cesarzową. Dla trzydziestolatki po stracie dziecka interpretowałam ją jako rozdarcie - karta macierzyństwa w momencie, kiedy macierzyństwo zostało odebrane. Bardzo trudny odczyt. Ale widziałam tę samą kartę przy starszej pani, która straciła córkę - i tam Cesarzowa była zupełnie inna. Jakby mówiła 'ty byłaś matką, to się nie cofa, to jest w tobie'. Wiek i kierunek straty zmieniły wszystko.
To co Dzidka napisała ostatnio - 'trudno mi powiedzieć' - jest chyba najbardziej uczciwe co tutaj padło. Mnie jako sceptyka właśnie to zatrzymuje. Nie kwestia czy karta działa, ale czy w tak naładowanej emocjonalnie sytuacji querент jest w stanie odróżnić to, co 'czuje' od tego, co chce usłyszeć. Ile z tych 'tak, to jest moje' to rzeczywiście trafienie karty, a ile to człowiek w bólu szukający czegokolwiek?
To jest dyskusja, którą znam z zupełnie innego kontekstu - energia czakr działa tak samo na każdy wiek ciała, ale to, jak człowiek ją odczytuje i co z nią robi, zmienia się z życiem jakie przeżył. Nie wiem czy to pomaga w tej rozmowie, ale wydaje mi się, że karta jako taka może być neutralna, a znaczenie wchodzi przez filtr tego, ile człowiek ma za sobą. Przy seniorze ten filtr jest po prostu gęstszy.
Myślę, że głębiej. Nie chodzi o barierę, tylko o zakorzenienie. Młodszy człowiek może zobaczyć w karcie możliwość, starszy widzi w niej echo. Nie wiem czy to teza do obronienia w każdym przypadku, ale tak to czuję z tego co obserwowałam.
