A ja mam głupie pytanie - czy wy w ogóle tasujecie te karty ręką, czy jakimś konkretnym sposobem? Bo słyszałam, że sposób tasowania ma znaczenie i zastanawiam się, czy wypadanie kart nie jest czasem po prostu kwestią techniki, a nie żadnego sygnału.
Przy runach jest podobnie - możesz losować ze woreczka i wtedy nie ma czegoś takiego jak wypadanie. Zastanawiam się, czy w tarocie ten problem z wypadającymi kartami nie jest przypadkiem problemem samej talii jako fizycznego obiektu, a nie czegoś metafizycznego. Może po prostu dobrze tasowane karty częściej wylatują?
Powiem szczerze - nie satysfakcjonuje mnie, bo to brzmi jak dopasowywanie wyjaśnienia do wniosku. Stara talia lata, więc mówimy, że jest naładowana. Nowa nie lata, więc mówimy, że jest czysta. Zawsze wychodzi 'dobrze'. Jak można z tym polemizować?
Przepraszam, że wchodzę z boku, ale chcę zapytać o coś konkretnego. Kazia pisała o Śmierci wypadającej przy pytaniu o relację z mamą - czy to w ogóle jest bezpieczne, tak pytać o kogoś bliskiego? Bo mnie zawsze trochę hamuje strach, że jakimś pytaniem mogę wywołać coś złego.
Helenka, mnie też to hamuje! Mam pytanie do Lady albo do Kazi - czy jest jakaś granica, o co można pytać tarota, jeśli chodzi o rodzinę? Bo rozumiem, że to moje pytanie, ale karta może dotknąć kogoś, kto nie wyrażał zgody na bycie w tym czytaniu.
Kazia mówi dobrze i chcę dodać - tarot nie jest sposóbm inwigilacji. Możesz zapytać 'co muszę zobaczyć w tej relacji', a nie 'co myśli moja matka'. Ta zmiana fokusa robi ogromną różnicę w tym, co dostaniesz, i jest też po prostu bardziej uczciwa wobec siebie i tej drugiej osoby.
Ja bym nie mogła nie interpretować, to chyba mnie by zjadło od środka. Ale mam pytanie do was wszystkich - czy wypadająca karta przy relacji rodzinnej nie mówi może czasem czegoś, czego bardzo nie chcemy wiedzieć? I czy w takim razie to strach przed odpowiedzią sprawia, że karta 'wylatuje' zanim zdążymy ją schować?
Czyli de facto wracamy do pytania z tytułu wątku, tylko od innej strony. Nie 'czy to przypadek', ale 'czyja intencja to spowodowała'. Moja fizyczna reakcja na myśl o rodzicu, czy coś poza mną? Ciekawi mnie, czy ktokolwiek z was potrafi szczerze powiedzieć, że wie, co to było.
Ja nie wiem i chyba nigdy nie będę wiedzieć. Ale mam wrażenie, że to pytanie jest trochę bez dna - im dłużej o tym rozmawiamy, tym bardziej się rozmywa, co tak naprawdę chcemy ustalić. Czy w ogóle da się dojść do jakiegoś wniosku, czy to jest dyskusja, która z założenia nie ma końca?
Zgadzam się z Gostykiem, ale chcę jeszcze wrócić do relacji rodzinnych, bo to był ten dodatkowy kontekst. Czy macie poczucie, że karty wypadają częściej właśnie przy pytaniach o rodzinę niż przy innych tematach? U mnie tak jest i zastanawiam się, czy to przypadek statystyczny, czy po prostu przy tych tematach tasuje bardziej nerwowo.
Zgadzam się z Gostykiem, ale chcę jeszcze wrócić do relacji rodzinnych, bo to był ten dodatkowy kontekst. Czy macie poczucie, że karty wypadają częściej właśnie przy pytaniach o rodzinę niż przy innych tematach? U mnie tak jest i zastanawiam się, czy to przypadek, czy moje ręce po prostu bardziej drżą, kiedy pytam o coś, co mnie naprawdę boli.
właśnie! Jak to rozróżnić w praktyce? Bo jeśli napięcie emocjonalne powoduje fizyczne drżenie, a to powoduje wypadanie karty - to czy interpretujesz tę kartę jako odpowiedź na pytanie, czy jako odzwierciedlenie twojego stanu przed pytaniem?
To rozróżnienie, które Stokroteczka podnosi, jest moim zdaniem kluczowe dla całej rozmowy o wypadaniu. Sama od lat pracuję z tarotem i doszłam do wniosku, że stan przed pytaniem i samo pytanie to często jedno. Twój strach przed odpowiedzią już jest częścią odpowiedzi.
Ale to trochę zmienia status tarota, nie? Jeśli mówimy, że nie potrzebuje weryfikacji, to de facto mówimy, że jest jak terapia - przydatny jako metoda refleksji, nie jako okno na obiektywną rzeczywistość. Czy to nie jest ukryte przyznanie, że Kuba miał rację?
Mnie ta dyskusja trochę kręci w kółko, bo ja tak naprawdę nadal nie wiem, co zrobić, kiedy karta wypadnie przy pytaniu o kogoś bliskiego. Czy macie jakiś konkretny sposób na to, żeby się z tym ustawić? Nie filozoficznie, tylko praktycznie.
to ciekawe, że rozróżniasz 'obserwację' od 'odpowiedzi'. Ja prowadzę notatki z każdego czytania i zastanawiam się, czy u ciebie w dłuższym czasie widać jakiś wzorzec - że te odłożone obserwacje jednak się sprawdzają, czy raczej nie?
Przepraszam, że się wtrącę, ale jestem ciekaw czego innego - czy wypadnięta karta może być lepsza, bardziej trafna niż te, które wyszły w normalnym rozkładzie? Bo z tego, co czytam, odnoszę wrażenie, że traktujecie ją jako ważniejszą. Czy tak jest?
A ja mam pytanie, które mnie nurtuje od dłuższego czasu - czy wypadnięcie karty może być też rodzajem ostrzeżenia? Pytam, bo ostatnio przy pytaniu o relację z siostrą wypadła mi karta, której w ogóle nie pytałam, i trochę się przestraszyłam. Czy to możliwe, że talia reaguje na coś, o czym ja jeszcze nie wiem?
Jagusia opisuje coś ciekawego - karta wypadła przed sformułowaniem pytania. To przesuwa całą dyskusję. Do tej pory mówiliśmy o kartach wypadających 'przy' pytaniu, zakładając jakiś związek intencji z efektem. Ale co, jeśli karta wypadła jeszcze bez intencji? To albo czysty przypadek mechaniczny, albo talia reaguje na stan emocjonalny, nie na świadome pytanie.
Właśnie to mnie zastanawia od początku tej rozmowy. Czy tarot w ogóle potrzebuje naszego świadomego pytania, czy wystarczy, że jesteśmy emocjonalnie naładowani? Bo jeśli to drugie - to wypadanie kart przy rodzinie ma sens zupełnie niezależnie od tego, co myślimy o metafizyce.
To, co Hania64 napisała, otwiera zupełnie inny problem. Jeśli emocja działa jak pytanie, to tarot nie jest systemem wróżbiarskim w klasycznym sensie - jest czymś bliższym psychosomatycznemu barometrowi. I wtedy wypadanie kart nabiera innego znaczenia niż to, o czym rozmawialiśmy przez ostatnie kilkadziesiąt postów.
Ale wracając do mojej Trójki Mieczy - ona wypadła zanim w ogóle usiadłam do pytania. Dosłownie tasowałam bez żadnej intencji, myślałam o czymś innym. Więc ani emocja związana z pytaniem, ani intencja. Co to znaczy w tej waszej dyskusji?
Ja mam zapisane kilka takich przypadków w notatniku. Uczciwie mówiąc, mniej więcej połowa miała potem jakiś sens, połowa nie. Ale nie wiem, co z tym zrobić statystycznie, bo nie wiem, jaki byłby wynik przy rzucie monetą.
Słuchajcie, ale czy to nie jest trochę problem z całym tarotem, nie tylko z wypadaniem? Znaczy, Rozmarynka wskazuje na coś, co dotyczy każdego rozkładu - że interpretacja jest elastyczna. I nie wiem, czy to wada, czy właśnie zaleta tej metody.
A wracając do tego, co Jagusia opisała z siostrą - czy wy w ogóle robicie jakiś rozkład po tym, jak karta wypadnie? Czy zostawiacie tylko tę jedną kartę i z nią pracujecie? Bo ja nie wiem, czy nakładać jeszcze coś na to, czy nie.
Ja czasem robię tak, że wypadniętą kartę kładę na górze rozkładu jako rodzaj nagłówka. Całą resztę czytam przez jej pryzmat. Przy pytaniach o relacje rodzinne to działa szczególnie ciekawie, bo zmienia optykę na każdą kartę w rozkładzie. Ale to moje podejście, nie reguła.
To co piszesz, Lady, trochę mnie uspokaja. Bo bałam się, że ta Trójka Mieczy po prostu 'zatruje' całe pytanie o siostrę, cokolwiek bym potem wyciągnęła. Ale jeśli to tylko filtr, to może nie jest tak dramatycznie?
