Mam taki dylemat – niektórzy mówią, że miejsce rytuału to klucz, inni że to kompletnie nieważne, byle intencja była dobra. Sama mam doświadczenie i tak, i tak, ale nie umiem ustalić, co ostatecznie myśleć. Jak u was wygląda wybór miejsca? Macie swoje "swoje miejsca", czy raczej pracujecie wszędzie, gdzie się da?
Dla mnie zależy mocno od tego, co robię. Praca świecowa intencyjna może być wszędzie, byle nikt nie przeszkadzał. Ale rytuały odcięcia, oczyszczania, mocniejsze prace – te chodzą do mnie pod konkretne miejsca. Próg domu nie zastąpi rozdroża, a kuchnia nie zastąpi nadrzecznej polany.
Trochę inaczej. Miejsce to wzmacniacz, a nie warunek. Można wykonać rytuał odcięcia w sypialni i będzie działał. Praktycy ludowi nie zawsze mieli dostęp do "idealnego" miejsca. Robili w stodole, w sieni, pod jabłonią w sadzie. Dyskusja "gdzie najlepiej" zaczyna się tam, gdzie człowiek ma luksus wyboru.
A co konkretnie z lasem? Bo widzę że często go wymieniacie. Czy każdy las jest dobry? Bo ja mam pod nosem młody, świerkowy las gospodarczy i wątpię, czy to to samo co stary dąb na łące.
