Temat trochę zaniedbany na forum, a jest mnóstwo do powiedzenia. Przeczytałam to co wisi na górze i mam kilka uwag z własnej praktyki. Przede wszystkim: ogromna różnica między żywicą na węgielku a gotowymi laseczkami kadzidełek ze sklepu. W tych drugich często nie ma prawie nic z tego, co deklaruje etykieta – syntetyczne substancje zapachowe, klej, drewno bambusowe. Lata temu przestałam ich używać i wróciłam do żywic. Olibanum na węgielku to zupełnie inne doświadczenie niż patyczek z napisem "frankincense".
To co mówisz o jakości to clou całej sprawy. Boswellia sacra z Omanu – zwana tam Hougari – to absolutnie inny poziom niż „frankincense” z przypadkowego sklepu ezoterycznego. Sama żywica jest jaśniejsza, dym czystszy, aromat bardziej złożony, żywiczny z cytrusowym odcieniem. Wiem, że brzmi to jak snobizm, ale różnica jest naprawdę realna.
A jak to jest z tymi różnymi gatunkami Boswellia? Widziałam ostatnio w sklepie kilka rodzajów z różnymi oznaczeniami i nie wiedziałam co wybrać.
Przy okazji żywic – mirra jest trochę zapomniana, a w rytuale działa zupełnie inaczej niż olibanum. Olibanum unosi, oczyszcza, otwiera. Mirra bardziej gruntuje, uszczelnia, zamyka. Używam jej kiedy pracuję z przestrzeniami, gdzie działy się ciężkie rzeczy – choroba, kłótnie, śmierć. Po oczyszczeniu szałwią i okadzeniu olibanem, mirra jako ostatnia warstwa jakby zapieczętowuje pracę.
Egipcjanie łączyli mirrę i olibanum w kompozycji zwanej kyphi – to jedna z najstarszych znanych receptur na kadzidło. Poza żywicami wchodziły tam: jałowiec, żywica sosnowa, cynamon, kardamon, miód, wino i rodzynki. Całość fermentowała przez kilka tygodni. Wynik był używany głównie wieczorami – jako kadzidło na spokojny sen, ale też w rytuałach ku czci bogów zmierzchu.
Kyphi brzmi niesamowicie. Ktoś tu próbował zrobić to samodzielnie?
Robiłam dwa lata temu. To projekt na kilka tygodni, nie żart. Fermentacja masy żywiczno-owocowej, potem suszenie, formowanie kulek albo waleczków. Efekt jest... inny niż cokolwiek kupnego. Ale proces jest pracochłonny i trzeba mieć cierpliwość. Jeśli ktoś chce spróbować, niech szuka receptury Plutarcha albo papirusu Harris – są różne warianty i żaden nie jest identyczny.
Ja od jakiegoś czasu używam palo santo i dla mnie działa bardzo dobrze przy czyszczeniu przestrzeni przed rytuałem. Dym jest ciepły, lekko słodki, bardzo charakterystyczny.
