Temat trochę zaniedbany na forum, a jest mnóstwo do powiedzenia. Przeczytałam to co wisi na górze i mam kilka uwag z własnej praktyki. Przede wszystkim: ogromna różnica między żywicą na węgielku a gotowymi laseczkami kadzidełek ze sklepu. W tych drugich często nie ma prawie nic z tego, co deklaruje etykieta – syntetyczne substancje zapachowe, klej, drewno bambusowe. Lata temu przestałam ich używać i wróciłam do żywic. Olibanum na węgielku to zupełnie inne doświadczenie niż patyczek z napisem "frankincense".
To co mówisz o jakości to clou całej sprawy. Boswellia sacra z Omanu – zwana tam Hougari – to absolutnie inny poziom niż „frankincense” z przypadkowego sklepu ezoterycznego. Sama żywica jest jaśniejsza, dym czystszy, aromat bardziej złożony, żywiczny z cytrusowym odcieniem. Wiem, że brzmi to jak snobizm, ale różnica jest naprawdę realna.
