Właśnie tasowałam i wypadła mi karta - konkretnie Cesarzowa - i zastanawiam się, czy to ma jakieś znaczenie, czy po prostu karta wyśliznęła się przez przypadek. Robię rozkłady na sytuację z mamą, napięcia w rodzinie, i ta karta wypadła zanim w ogóle skończyłam tasować. Czy wy traktujecie takie karty jako dodatkowy przekaz, czy odkładacie je i nie bierzecie pod uwagę?
To jedno z częstszych pytań, jakie słyszę. Sama od dawna traktuję wypadające karty jako część przekazu - dla mnie tasowanie to już część rozkładu, nie tylko techniczny wstęp. Pytanie tylko, co czułaś, kiedy wypadła? Bo to też ma znaczenie przy interpretacji.
No ale tutaj mam pytanie - skąd wiadomo, że to 'przekaz', a nie po prostu to, że karta była krzywo włożona do talii albo ręce się spociły? Jak odróżnić jedno od drugiego? Serio pytam, nie złośliwie.
Mi też zdarzyło się, że karta wypadła podczas tasowania w rozkładzie na relację z córką. Wypadło Koło Fortuny. Wzięłam ją jako pierwszą w rozkładzie i cały układ nabrał sensu. Nie wiem, czy to przypadek, ale mi pomogło.
A czy jeśli karta wypadnie, to nie powinno się jej kłaść z powrotem i zamieszać jeszcze raz? Czytałam gdzieś, że wypadające karty mogą 'zaburzać' rozkład i dawać fałszywe sygnały. Boję się, że coś zepsuję, jak wezmę ją pod uwagę.
Prowadzę notatki z rozkładów od kilku lat i zauważyłam, że karty wypadające przy pytaniach o rodzinę to u mnie niemal zawsze karty Wielkich Arkanów. Nie wiem, co z tym zrobić interpretacyjnie, ale zaczynam myśleć, że coś w tym jest. Czy wy macie jakiś wzorzec?
W tradycji Rider-Waite-Smith wypadające karty były traktowane jako tzw. 'karty skoczki' - jumpers - i miały wskazywać na energie otaczające pytanie, nie bezpośrednią odpowiedź. Eden Gray o tym pisała. Ciekawe, że ta tradycja przetrwała, bo nie wszyscy o niej wiedzą.
A czy to ma znaczenie, w którą stronę karta wypadnie? Tzn. czy wypadnie prosto do przodu, czy przekręci się w powietrzu? Raz mi wypadła karta odwrócona i nie wiedziałam, czy traktować ją jako odwróconą, czy po prostu ją obrócić z powrotem.
Ja tasowałam kiedyś z pytaniem o relację z tatą - byłyśmy w konflikcie - i wypadły mi naraz dwie karty. Jedna to była Hierofant, druga nie pamiętam. Brałam obie pod uwagę i chyba miały sens razem. Czy dwie wypadające karty to dwukrotnie ważniejszy sygnał, czy co?
No właśnie to jest chyba kluczowe pytanie w tym wątku. Czy szukamy znaczenia, bo je widzimy, czy karty naprawdę coś przekazują? Bo jeśli zawsze znajdziemy sens, to co to mówi o samych kartach?
Właśnie o to mi chodziło od początku tego wątku. Cesarzowa nie musiała być magią, żeby pomogła mi zobaczyć coś w relacji z mamą. I chyba to jest odpowiedź na moje pierwotne pytanie - nie wiem, czy to przypadek, ale przestało mi to przeszkadzać. Choć nadal ciekawi mnie, czy wy macie jakieś kryterium, które pomaga wam samodzielnie zdecydować, czy brać wypadającą kartę pod uwagę, czy nie?
Dla mnie kryterium jest proste - jeśli karta wypadła zanim jeszcze pomyślałam o pytaniu, to ją odkładam. Jeśli wypadła w trakcie tasowania z konkretnym pytaniem w głowie, biorę ją. Może to subiektywne, ale dzięki temu mam jakiś porządek.
A czy jeśli karta wypadnie zanim w ogóle zadam pytanie - na przykład przy samym wyjmowaniu talii z pudełka - to też trzeba ją uwzględniać? Bo mnie to ostatnio spotkało i nie wiedziałam, co z nią zrobić. Odłożyłam ją z powrotem, ale miałam poczucie, że może nie powinnam.
Wracając do tego, co mówiłam wcześniej o dwóch wypadających kartach - zastanawiam się teraz, czy przypadkiem jedna z nich była właśnie taką 'kartą progu', a ja tego nie wiedziałam i traktowałam obie tak samo. Może dlatego interpretacja mi trochę nie grała do końca?
Ja z kolei w notatkach mam rubrykę 'okoliczności tasowania' właśnie dlatego, żeby potem móc to analizować. Włącznie z tym, czy coś wypadło i w którym momencie. Trochę to pracochłonne, ale po roku takich notatek zaczęłam widzieć wzorce, których wcześniej w ogóle nie zauważałam.
Mnie to zawsze zastanawia, czy sposób tasowania ma tu znaczenie. Bo ja tasuję dość nerwowo przy trudnych pytaniach i karty latają bardziej. To chyba normalne, że więcej wypadnie?
Słucham tej rozmowy od jakiegoś czasu i muszę powiedzieć, że to właśnie takie pytania sprawiają, że podchodzę do tarota sceptycznie. Przy runach mam podobny dylemat - czy wyciągam konkretną runę, bo 'ona chce' czy bo moje palce poczuły krawędź? Ale jednocześnie nie da się zaprzeczyć, że interpretacja działa niezależnie od odpowiedzi na to pytanie.
Wróćmy na chwilę do kart, bo czuję, że rozmowa nam trochę odpłynęła. To, co mówi Alinka o run, jest podobne, ale przy tarocie mam wrażenie, że wypadanie kart jest jednak bardziej powszechne - talia jest cieńsza, karty ślizgają się, tasowanie jest inne. Więc może to też kwestia czysto techniczna, a nie tylko duchowa?
Właśnie to mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu. Ja mam dwie talie - jedną mocno zniszczoną i jedną nową. Z tej zniszczonej wypadają karty dużo częściej. Czy to znaczy, że stara talia 'przemawia mocniej', czy że po prostu kartony są już miękkie i nie trzymają się razem?
To co mówi Hania jest ciekawe, bo ja też mam tak z taliami - każdą traktuję trochę inaczej. Ale zastanawiam się, czy to nie jest tak, że sami tworzymy te różnice w głowie. Tzn. decydujemy, że ta jedna jest 'bardziej magiczna', i potem automatycznie inaczej interpretujesty każde jej zachowanie?
A ja się zastanawiam, czy rzetelność w tarocie w ogóle działa tak samo jak rzetelność w, nie wiem, badaniu naukowym. Może to nie jest ta kategoria? Bo kiedy wypadam mi karta przy pytaniu o relację z mamą, to nawet jeśli to 'tylko' moje skojarzenia - i tak mi to coś daje do myślenia o tej relacji.
Hierofant przy pytaniach o rodzinę to akurat jeden z bardziej jednoznacznych przypadków - ta karta ma silne skojarzenie z tradycją, autorytetem rodzicielskim, przekazem pokoleniowym. Ale Helenka pyta o coś ważniejszego: jak wiedzieć, kiedy interpretacja jest 'twoja' a kiedy jest kartą. I szczerze - myślę, że to jest właśnie to, czego nie da się obejść w tarocie. Musi być pewien poziom zaufania do siebie.
A czy jak karta wypadnie przy pytaniu o relację rodzinną, to powinno się ją interpretować dosłownie - tzn. ta karta mówi o kimś konkretnym - czy bardziej jako ogólną energię? Bo nie wiem, jak to rozgraniczyć i boję się, że źle odczytam i zrobię sobie krzywdę mentalną.
I właśnie wróciłam myślami do początku tego wątku - bo pytałam o wypadające karty, a skończyłyśmy na intuicji kontra tradycja. Co jest ciekawe, bo chyba to jest rdzeń tej rozmowy: jak ufać własnej interpretacji wypadającej karty, skoro nie wiem, czy moja intuicja jest 'dobra'? Tak to czuję po tym wszystkim.
Właśnie o to mi chodziło od początku - bo kiedy karta wypadnie z talii, to czy w ogóle mam intuicję, którą mogę jej zaufać? Czy moja interpretacja Hierofanta przy pytaniu o mamę jest 'moja', czy ją skądś wzięłam i myślę, że to intuicja?
No i właśnie to mnie blokuje przy każdym odczycie. Jak mam ufać pierwszemu wrażeniu, jeśli mogę mieć w głowie dziesiątki skojarzeń z kart z różnych stron, kursów, rozmów? Skąd wiem, że to 'moje' i nie czyjeś?
Ja sprawdzam retrospektywnie - wracam do notatek po jakimś czasie i patrzę, czy coś się potwierdziło. Przy pytaniach o rodzinę szczególnie, bo tam zwykle sytuacja się jakoś wyjaśnia. Nie zawsze, ale często.
