Dziewczyny i chłopaki, mam pytanie, bo trochę się w tym pogubiłam. Babcia zawsze wkładała mi pod poduszkę woreczek z bylicą i lawendą, mówiła że "na spokojne sny". I rzeczywiście jako dziecko nie miałam koszmarów, ale nie wiem czy to przez te zioła czy dlatego, że babcia była w pokoju obok. Teraz próbuję sama i czasem sny robią się dziwnie żywe, a czasem nic. Da się to jakoś rozsądnie ogarnąć, czy każdy reaguje inaczej?
Bylica nie jest przypadkowym zielem w takich workach. W tradycji słowiańskiej była uznawana za "matkę ziół", święta przy Kupale, wiązano z niej wianki i pasy. Łacińskie Artemisia vulgaris bierze swoje miano od Artemidy, bogini księżyca i łowów, więc kierunek jest jasny. W zielarstwie zachodnim klasyfikuje się ją jako oneirogen, czyli zioło indukujące lub wzmacniające stany pograniczne snu. Nie jest to mistyka, tylko termin używany w pracach o farmakologii snu.
@Lalik to nie wydaje ci się. Bylica naprawdę zmienia strukturę snów, ale nie u każdego tak samo. U mnie pierwsza noc z wiązanką pod poduszką to były długie sny narracyjne z mnóstwem szczegółów. Ale znam kilka osób, które po dwóch nocach wyrzucały woreczek, bo budziły się non stop, miały koszmary albo rano czuły się jak po przepracowanej szychcie. Trzeba próbować ostrożnie, najlepiej zaczynając od małej ilości suszu.
A czy lawenda i bylica się nie znoszą? Bo lawenda raczej wycisza i usypia, a bylica ma pobudzać wizje. Wydaje mi się, że to przeciwne kierunki działania.
