Hej, mam taką kwestię bo nie wiem co zrobić z moją talią. Dostałam Rider-Waite i instrukcja mówi żeby podczas pracy z kartami czuć radość i wdzięczność, ale jak siadam do nich to czuję... melancholię? taką ciężkość. Nie wiem czy to coś znaczy czy może po prostu źle przechowuję talię. Trzymam ją teraz na półce z książkami, zawinięta w zwykłą chustkę... Może to przez miejsce? Czy powinnam czekać z rozkładami aż poczuję tę radość?
to co czujesz przy kartach to nie jest kwestia miejsca przechowywania - chociaż to też ważne. Melancholia przy pierwszym kontakcie z talią zdarza się i nie jest zła. karty potrafią wyciągać to, co w człowieku siedzi głęboko. Zanim jednak pójdziemy w tę stronę - powiedz mi, jak długo masz tę talię i czy w ogóle ją oczyszczałaś zanim zaczęłaś pracę?
Ja bym powiedziała żeby koniecznie włożyć karty do drewnianego pudełka i postawić na oknie od wschodu bo tam energia słońca je naładuje. Sama tak robię i karty od razu lepiej czyta. ta chustka to za mało, musi być drewno.
Melancholia przy Rider-Waite to akurat dosyć typowe, ta talia ma bardzo głęboką energię, szczególnie Wielkie Arkana potrafią człowieka przytłoczyć. Ja kiedy zaczynałam to też nie czułam radości tylko właśnie taką dziwną powagę. Myślę że to znaczy że jesteś wrażliwa na energie kart i to jest dobry znak, nie zły. Chustka jest ok ale spróbuj może jedwab zamiast bawełny?
Jedno oczyszczenie kadzidłem mogło nie wystarczyć, zwłaszcza jeśli talia była wcześniej w sklepie i dużo rąk ją dotykało :). Ale wróćmy do tej melancholii - czy ona pojawia się tylko przy kartach czy w ogóle ostatnio tak masz? Bo to jest ważne żeby rozróżnić, czy to kwestia tali czy moze coś twojego co karty po prostu wydobywają.
Ciekawa sprawa z tym przechowywaniem. A gdzie dokładnie stoi ta półka? Pytam bo słyszałem różne podejścia - jedni mówią żeby trzymać wysoko, inni że na ziemi, jedni w ciemności inni na widoku. Sam trzymam swoje karty w szufladzie, zawinięte w czarny welur i jakoś mi to odpowiada. Ale nie mam pojęcia czy to ma znaczenie.
Ja myślę że ta instrukcja to trochę uproszczenie. Radość jest idealna, owszem ale smutek i melancholia to też emocje które tarot bardzo dobrze czyta. Może wręcz teraz jest najlepszy moment zeby siąść z kartami, właśnie dlatego że coś przeżywasz? serio tarot to nie jest zabawka na dobre chwile.
A czy ktoś słyszał o trzymaniu kart pod poduszką żeby sie z nimi zaprzyjaźnić? Gdzieś czytałam że to pomaga na początku. Sama nigdy nie próbowałam bo mam zwykłe wróżebne karty a nie tarota, ale zastanawiam się czy to ma sens.
To pytanie do Piotrka jest dobre i myślę że każdy musi na nie odpowiedzieć sam. Nie ma jednego słusznego miejsca. Natomiast do Eugenki - jeśli instrukcja w tej konkretnej metodzie wymaga radości to zapytałbym: skąd pochodzi ta instrukcja? kto ją napisał i dla jakiej tradycji? Bo to moze byc ważne żeby wiedzieć czy to jest warunek konieczny czy raczej wskazówka.
Wracając trochę do samego przechowywania bo to też jest ważne - czy ta półka z książkami jest w sypialni, salonie, gabinecie? Bo słyszałam różne opinie o tym gdzie karty trzymać i np. część praktykujących mówi żeby nie trzymać ich w sypialni jeśli masz niespokojne sny. Inne mówią że sypialnia jest idealna. Ciekawi mnie co na to ci bardziej doświadczeni
Nie czekaj na radość. Siadasz, bierzesz karty do rąk, kilka spokojnych oddechów i pytasz siebie co teraz potrzebujesz zobaczyć. Melancholia może być dokładnie tym przez co karty pokażą ci coś ważnego. Co do Anastazji - sypialnia ma swoje plusy i minusy, zależy od człowieka. Dla kogoś kto ma żywe sny i mocną podświadomość może być za intensywne. Dla innych właśnie tam energia jest najbardziej osobista.
Oleandra, Anastazja - dziękuję wam. Chyba rozumiem. no polka jest w salonie, na dolnej półce, nie za bardzo widoczna. Może to też jest jakiś problem? Piotrek pytał o miejsce i teraz sama się zastanawiam czy ta półka jest odpowiednia.
Dolna półka to dla mnie troche dyskusyjne. Słyszałam że karty lepiej mieć na poziomie serca albo wyżej, żeby nie "deptać" ich energii symbolicznie. Choć wiem ze Runolog powie że to bez sensu, więc Runolog, śmiało.
a ta półka w salonie - czy przy niej siedzisz kiedy chcesz czytać karty, czy i tak musisz je gdzieś przenosić ;)? Bo jeśli co raz bierzesz je z jednego miejsca i idziesz z nimi gdzie indziej, to może po prostu nie ma to żadnego znaczenia gdzie leżą.
To bardzo ciekawy punkt Piotrka. Moim zdaniem przenoszenie kart za każdym razem jest wręcz korzystne - masz moment kiedy bierzesz je świadomie w ręce i idziesz do miejsca czytania. To może być część małego rytuału wejścia, zamiast przeszkody :).
To bardzo ważna obserwacja i cieszę się że sama do tego doszłaś. Miejsce przechowywania to jedno, ale ten moment przed - wzięcie kart, chwila skupienia - to jest coś co naprawdę zmienia jakość pracy z kartami. Nie musisz robić nic skomplikowanego.
Przepraszam że wchodzę w środku ale mam pytanie - czy to ważne żeby czytać zawsze w tym samym miejscu? bo ja siadam gdzie akurat jestem i zastanawiam się teraz czy to nie jest błąd.
To co mówisz o kuchni jest ważne :). Z perspektywy energetycznej kuchnia to przestrzeń transformacji, ogień, żywioł przemiany - i to wcale nie jest złe miejsce do pracy z kartami, jeśli o tym pomyśleć. Niektórzy wręcz polecają. Choć rozumiem że psychologicznie może ci to nie pasować i to też jest argument.
Widzę je jak wchodzę do salonu, stoją obok kilku książek. Ale nie patrze na nie specjalnie, po prostu wiem że są... Czy chodzi o to żebym je częściej brała do ręki nawet bez czytania?
Właśnie o to pytałam. Bo jest różnica między tym że karty stoją gdzies i są, a tym że co dzień choćby na sekundę na nie spojrzysz i coś poczujesz. Nie wiem czy to powinna być radość ale - Eugenka, co ty teraz czujesz jak na nie patrzysz?
Trochę... melancholię? Nie wiem jak to inaczej nazwać. Instrukcja mówi zeby czuć radość jak się bierze karty, ale ja jej nie czuję. Martwię się ze może coś robię nie tak albo że te karty po prostu nie są dla mnie.
Zatrzymaj się chwilę na tym co napisałaś. Melancholia przy kartach to nie jest znak że coś jest nie tak - to może być znak że karty trafiają w coś głębszego niż spodziewałaś się na początku. ojej instrukcja mówi o radości bo radość to jeden z możliwych stanów wejścia, ale nie jedyny. Powiedz mi - ta melancholia pojawia się przed czytaniem, w trakcie czy po?
eugenka, można zapytać co to za instrukcja :)? Bo to trochę zmienia obraz sytuacji. różne szkoły tarota podchodzą do tego różnie i zastanawiam sie czy ta instrukcja nie opisuje konkretnego ćwiczenia, a nie ogólnej zasady pracy z kartami.
To "otwieranie kanału" przez konkretne emocje to coś z czym sie spotkałam w kilku miejscach. Tylko że różne osoby polecają różne emocje, jedne mówią radość, inne spokój, inne właśnie cos głębszego. Ciekawi mnie czy ta prowadząca wyjaśniła dlaczego konkretnie radość?
Poczucie winy przed czytaniem to chyba gorsze niż melancholia. serio, jeśli wchodzisz z głową zaprzątniętą "czy robię to dobrze", to bardziej przeszkadza niż jakikolwiek smutek. Przynajmniej moim zdaniem.
No to moze warto przemyśleć teraz, po kilku tygodniach kiedy wiesz już co czujesz. Eugenka, jest jakieś miejsce w domu gdzie czujesz się dobrze, spokojnie - nie mówię że musisz tam czytać, ale gdzie lubisz po prostu być?
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i to co napisałaś o melancholii bardzo mi bliskie. Sama mam tak że z afirmacjami - mówię "czuję radość" a czuję spokój i myślałam że to błąd... A może po prostu każdy ma swój język emocjonalny i trzeba go rozpoznać zamiast naśladować cudzy?
