To może być ważna kolejność. Najpierw zakłócenia fizyczne, potem manifestacja. Jakby środowisko było najpierw... przygotowywane. Słyszałem o takich przypadkach, choć rzadkich. Tamarka, czy w tamtym okresie działo się u ciebie coś istotnego? Stres, zmiana, coś co mogło osłabić twoją energię?
Nie zbieżność. Osłabienie ochrony energetycznej. Jak jesteś wyczerpana, twoje pole jest przepuszczalne. Coś mogło wejść w przestrzeń którą normalnie byś utrzymywała zamkniętą. Ale to nie wyjaśnia dlaczego akurat ten człowiek a nie coś innego.
To ma sens tylko jeśli między tymi osobami jest jakaś nić. Ale są też przypadki gdzie połączenie tworzy się przez miejsce, nie przez relację. Stara kamienica może mieć miejsca w których energie łatwo się mieszają. Tamarka, w którym miejscu mieszkania on zwykle się pojawia? Zawsze w tym samym?
Swoje miejsce. To znaczące. Czy przed tobą ktoś tam mieszkał długo? I czy stolik stoi tam od początku, czy go sama ustawiłaś?
Zaraz, zaraz. Stolik od mamy, stary, z historią. I on siada właśnie przy nim. To nie może być przypadek. Tamarka, wiesz cokolwiek o historii tego stolika? Skąd mama go miała, czy coś się przy nim działo?
Stolik od mamy... właściwie nigdy o to nie pytałam. Wiem że mama miała go bardzo długo, ale skąd go wzięła - nie mam pojęcia. Jutro do niej zadzwonię, bo teraz robi się za późno. Ale nie rozumiem jak stolik mógłby przyciągać akurat jego, skoro on nigdy tego stolika nie widział.
Właśnie o to chodzi - on nie musiał go widzieć. Przedmiot z historią może mieć swoje... przyciąganie, niezależnie od tego czy ktoś o nim wie. Tamarka, a ten mężczyzna z pracy - czy zdarzyło ci się kiedyś rozmawiać z nim o starych rzeczach, antykami, takim czymś? Zastanawiam się czy nie ma jakiegoś punktu wspólnego który łączy jego i ten stolik.
Brak strachu to wazne. Zazwyczaj jak wchodzi cos obcego, czlowiek instynktownie czuje niepokój, nawet jesli nie wie dlaczego. Jeśli ty czujesz sie spokojna, to albo twój umysl to akceptuje, albo to jest ktoś komu twoja podświadomosc nie widzi zagrożenia. A to niezupełnie to samo.
A czy on w tych wizytach kiedykolwiek dotknął stolika? Albo postawił na nim coś, oparł się? Pytam bo mi się skojarzyło że może to nie on przyciąga stolik, ale stolik przyciąga jego - i zastanawiam się czy jest jakiś kontakt między nimi.
To jest istotna informacja. Kontakt fizyczny z przedmiotem - nawet w takiej manifestacji - może wzmacniać połączenie. Ale zanim pójdziemy dalej, mam pytanie do Tamarki: czy po tych rozmowach przy stoliku coś się z wodą dzieje? Czy temperatura zmienia się podczas jego wizyt czy tylko niezależnie?
To naprawdę ważne żebyś sprawdziła. Bo jeśli woda się normalizuje podczas jego obecności, to jedno. Jeśli się nie zmienia - drugie. A jeśli robi się jeszcze bardziej ekstremalna - to już trzecia zupełnie inna historia. Te trzy warianty prowadzą do różnych wniosków.
Zwykły termometr wystarczy do zmierzenia temperatury. Problem w tym że większość ludzi nie prowadzi takich zapisów systematycznie, więc potem trudno porównywać. Tamarka, zrób tak: przez kilka dni notuj temperaturę wody rano i wieczorem, zanim on się pojawi. To będzie twój punkt odniesienia.
Nie ma żadnego wzorca który bym dostrzegła. Przychodzi kiedy chce. Raz był rano, raz późno wieczorem. Raz trzy razy w jednym tygodniu, potem przez długo nic. Jakby to nie zależało ode mnie ani od żadnego kalendarza.
A nie zalezy od jego kalendarza? Mam na mysli - czy sprawdzałas kiedy on ma np urodziny, imieniny, albo czy zbiegają sie z jakims ważnym dniem dla niego? Czasem manifestacje mają swój rytm powiązany z zyciem osoby a nie miejsca.
Imieniny to trochę naciągane jako teoria. Ale ta sprawa z przedmiotem mnie bardziej ciekawi - powiedzcie, czy ktoś z was miał coś podobnego? Że stary mebel czy coś z historią jakby przyciągał konkretną osobę? Bo brzmi to dość wyjątkowo.
Bo niektóre tradycje mówią że przedmioty mają swoją orientację i przeniesienie ich w inne miejsce może wpłynąć na ich... działanie. Ale szczerze, to tylko jedna z możliwości. Ważniejsze jest co powie mama o historii stolika.
Zanim Tamarka zadzwoni do mamy - chcę wrócić do wody, żeby nie stracić tego wątku. Woda i stolik mogą być od siebie zupełnie niezależne, tylko czasowo zbieżne. Albo jedno wpływa na drugie. Ale żeby to rozstrzygnąć, potrzeba tych obserwacji o których mówiła Szeptucha. Tamarka, dasz radę przez kilka dni notować te temperatury?
Dobra, to zaczynam robić te notatki o których mówiła Szeptucha. Dziś rano woda z kranu - zimna jak zawsze, może nawet bardziej niż zwykle. Zapisałam godzinę i temperaturę jak umiałam ocenić bez termometru. Muszę jutro kupić ten termometr.
Kup zwykły termometr do cieczy, taki do akwarium albo kuchenny - to wystarczy. Ale mam pytanie: zapisujesz tylko temperaturę czy też inne rzeczy? Bo ja bym notowała też pogodę na zewnątrz, porę dnia i swój nastrój w tamtej chwili. To może dużo pokazać.
Tamarka, a jak jest teraz z tą woda - czy dalej zawsze ekstremalna czy ostatnio cos sie zmieniło? Bo cała ta rozmowa trwa juz dlugo i nie wiem czy sytuacja jest taka sama jak na poczatku watku.
Poczekaj - dwa dni pod rząd w tym samym układzie? Rano parząca, wieczorem zimna? To już brzmi mniej losowo. Czy te dni miały coś wspólnego? Czy on wtedy się pojawił?
A miałaś może wtedy jakieś sny? Pytam bo to co opisujesz - cykl rano/wieczór - to mi się skojarzyło z rytmem dobowym i tym jak sny potrafią zostawiać ślad na cały dzień. Może coś śniłaś o nim i to zrobiło taką falę?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale mam głupie pytanie - czy ktoś w ogóle sprawdzał co sie dzieje z wodą u sąsiadów? Bo jak mają to samo, to może to jest kwestia instalacji a nie czegoś paranormalnego?
Rozmawiałam. Pytałam sąsiadkę z naprzeciwka i tej co mieszka piętro wyżej. Obie mówią że u nich woda normalna, nie mają żadnych problemów. I właśnie to mnie przekonało że to nie instalacja, bo mamy tę samą pionową gałąź wodociągową.
No to jednak nie instalacja. To wzmacnia tę całą sprawę. Alchemik, wracam do twojego pytania sprzed kilku postów - zakładasz że stolik i woda są połączone, tak? Bo ja nie jestem taka pewna. Może to sa dwa oddzielne zjawiska które po prostu razem przyszły.
przepraszam ze sie wtrącam ale caly czas czytam ten wątek i mam pytnaie - ten mężczyzna przy stoliku, czy on wie że przychodzi? Bo jak duchy to chyba cześć nie wie że nie zyje, tak? albo sie mylie?
On mówi normalnie. Pyta jak mi idzie, pyta o rodzinę. Raz powiedział żebym się nie martwiła. Nie mówi nic o tym że jest tutaj ani skąd przyszedł. Rozmowy są... bardzo zwykłe. Jakbyśmy się spotkały przy kawie.
