To co Wera_T napisała o oszczędności tych wiadomości, że tylko tyle ile potrzeba, mnie jakoś uderzyło. Bo myślę sobie, gdyby to był ktoś żywy kto się włamał albo przejął numer, to raczej pisałby więcej, prawda? Żeby coś wyciągnąć, żeby przekonać, żeby się wytłumaczyć. A tutaj tak krótko. Czy te słowa były w jakimś sensie charakterystyczne dla brata, Indraphorosie? Czy tak pisał?
Tak pisał. Właśnie to mnie za każdym razem rozbija od nowa. On nigdy nie pisał dużo w wiadomościach. Zawsze krótko, nawet jak chodziło o coś ważnego. Znajomi go z tego znali.
To chyba jeden z mocniejszych argumentów w tej rozmowie. Styl pisania to bardzo osobista rzecz. Kopiowanie cudzego stylu wymaga albo dostępu do starych rozmów, albo... czegoś innego. Czy ktoś z zewnątrz mógłby w ogóle wiedzieć jak on pisał?
Styl można podrobić mając dostęp do historii czatu. WhatsApp nie szyfruje kopii zapasowych na wszystkich platformach tak samo dobrze jak szyfruje samą transmisję. Nie mówię że tak było, ale to nie jest niemożliwe.
Słucham tej dyskusji o technikaliach i rozumiem po co ją prowadzicie, ale mnie bardziej ciekawi co Indraphoros czuł kiedy czytał te wiadomości. Nie co o tym myślał, tylko czuł. Bo chyba to jest sedno tego wątku, przynajmniej dla mnie.
Czułem coś czego nie umiem do końca opisać. Jakby ktoś powiedział mi coś prawdziwego w złym momencie. Nie przerażenie w sensie horroru. Bardziej coś bliskiego. I to właśnie było najtrudniejsze, bo nie wiedziałem czy mam się bać czy nie.
Bardzo dziękuję że to opisałeś tak szczerze, bo to naprawdę pomaga zrozumieć całą sytuację. Mam pytanie, czy po tych wiadomościach czułeś jakiś spokój podobny do tego o którym mówiłeś przy zapachu? Czy to były inne emocje?
To ciekawe rozróżnienie. Wiadomość zostaje, można do niej wracać, można się zastanawiać. Zapach nie zostawia śladu poza tym co w głowie. Zastanawiam się czy ta różnica w przeżywaniu wynika z natury sygnału, czy z tego że jeden był trwały a drugi ulotny.
Tak. Napisałem jedno zdanie. Nie dostałem odpowiedzi. Wiadomość pokazała jeden szary ptaszek, znaczy że nie wysłana albo numer nie istnieje po stronie sieci. Ale napisałem.
Jeden szary ptaszek to wiadomość nie dostarczyła się do sieci, zgadza się. Więc technicznie wiadomości przychodziły z numeru który nie może odbierać. Jak to w ogóle działa po stronie aplikacji, czy ktoś to rozumie lepiej ode mnie?
Zaraz, to znaczy że konto WhatsApp brata mogło nadal istnieć nawet jeśli numer był wyłączony? Czy WhatsApp usuwa konta po dezaktywacji numeru automatycznie?
Ale żeby zalogować się do WhatsApp na nowym urządzeniu, potrzebny jest kod SMS na ten numer. Skoro numer jest martwy, kod nie przyszedłby. Czyli ktoś musiałby już być zalogowany na tym urządzeniu albo mieć kopię zapasową. Czy to brzmi realnie?
To brzmi jak zbyt wiele warunków naraz, co paradoksalnie sprawia że scenariusz z ingerencją ludzką jest mniej prawdopodobny niż z techniczną anomalią. A anomalie zdarzają się.
Słuchacie, siedzę tu od dłuższego czasu i czytam. Mam inne podejście do tego. We wschodniej tradycji duchowej jest pojęcie śladu energetycznego który człowiek zostawia w miejscach i narzędziach z których korzystał. WhatsApp to nie jest fizyczny przedmiot, ale jest medium przez które bracia rozmawiali. To może wystarczyć jako punkt zakotwiczenia.
...ale cyfrowe ślady energetyczne to według tej tradycji są równie realne co fizyczne. Numer telefonu, styl pisania, nawyk używania pewnych słów - to wszystko było częścią tego człowieka. Nie twierdzę że to wyjaśnienie, ale pytam: czy ktoś w ogóle brał pod uwagę że samo konto mogło zachować jakiś rodzaj odcisku jego obecności?
Przepraszam ale to brzmi jak poetyckie wytłumaczenie czegoś czego nie rozumiemy. Energia nie wpisuje tekstu. Coś albo ktoś musiał fizycznie lub programowo to zainicjować. Zostawmy metafory na bok i zapytajmy wprost: czy ktokolwiek poza Indraphorosem miał dostęp do urządzenia brata?
Pytałem już o to siebie wiele razy. Telefon brata był w szufladzie u rodziców przez długi czas. Nie wiem czy był włączony, nie wiem czy ktoś go dotykał. To był jego stary telefon, nie ten na którym miał te rozmowy ze mną. Chyba. Szczerze nie jestem już pewien.
Poczekaj, to ważna informacja. Mówisz że to był inny telefon niż ten z waszymi rozmowami? Czy wiesz co się stało z tym telefonem na którym miał WhatsApp? Gdzieś trafił czy przepadł?
To nie głupota, ale to jest dosyć istotne. Jeśli ten telefon gdzieś jest i ktoś go ma, to całe techniczne tłumaczenie nagle staje się o wiele prostsze. Czy masz możliwość sprawdzić u rodziców co dokładnie się z nim stało?
Mnie też ta myśl niepokoi bardziej niż duchy. Duch to coś abstrakcyjnego. Żywy człowiek który celowo robi coś takiego to już zupełnie inna sprawa. Indraphorosie, czy w twojej relacji z bratem był ktoś kto mógłby wiedzieć o szczegółach waszych rozmów? Wspólny znajomy, ktoś z rodziny?
Mieliśmy wspólnych znajomych, jasne. Ale żeby ktoś wiedział dokładnie jak on pisał, jakich słów używał, o czym rozmawialiśmy... To musiałby być ktoś bardzo bliski albo ktoś kto czytał nasze rozmowy. A te rozmowy były prywatne. Naprawdę prywatne.
To co mówisz o prywatności rozmów jest kluczowe. Zastanawiam się czy treść tych wiadomości które dostałeś nawiązywała do konkretnych rzeczy z waszych poprzednich rozmów, czy była bardziej ogólna? Coś co mógłby napisać ktoś kto zna go tylko z zewnątrz, czy coś co wymagało wiedzy od środka?
Zatrzymałam się na tym co napisałeś. Słowo z dzieciństwa, tylko między wami. To jest coś czego nie da się wytłumaczyć dostępem do telefonu ani do kopii zapasowej, prawda? Bo skąd w kopii zapasowej WhatsAppa byłoby słowo z dzieciństwa?
Bardzo dziękuję za tę dyskusję, bo naprawdę pomaga mi to zrozumieć. Chcę zapytać Indraphorosa o coś osobistego, jeśli mogę. Czy brat przed śmiercią wiedział że chciałby ci coś powiedzieć? Czy było coś niedopowiedzianego między wami?
Tak. Było coś niedopowiedzianego. Nie chcę wchodzić w szczegóły publicznie, ale tak. I to jest chyba najtrudniejsza część tej całej historii. Bo nie wiem czy to co czuję to jest kontakt, czy to jest moje własne pragnienie żeby dostać odpowiedź na coś czego nigdy nie usłyszałem.
To co napisałeś na końcu zatrzymało mnie. To pragnienie żeby dostać odpowiedź na coś niedopowiedzianego - czy uważasz że to mogło jakoś wpłynąć na to co widzisz? Pytam bez złośliwości, naprawdę. Bo jest różnica między tym że coś się dzieje, a tym że bardzo chcemy żeby się działo.
Ale to nie jest tak proste jak 'widzisz to czego chcesz'. Żałoba nie wytwarza wiadomości WhatsApp. Jeśli coś tam jest, jest niezależnie od pragnienia. Pytanie o niedopowiedziane jest ważne z innego powodu - może pomóc zrozumieć czego ta komunikacja dotyczy i po co w ogóle.
