W czerwcu 2021 roku amerykański wywiad zrobił coś, czego przez dekady starannie unikał: w oficjalnym raporcie przyznał, że nie potrafi wyjaśnić części obserwacji niezidentyfikowanych obiektów na niebie. Głównonurtowy świat zaczął spoglądać w górę z odrobiną pokory – a w kręgach ezoterycznych pytanie o nasze kosmiczne pochodzenie zadawano od dawna, odpowiadając na nie pojęciem gwiezdnych dusz.
Cały wpis dostępny tutaj: Gwiezdne dusze
Przeczytałam jednym tchem i mam mętlik w głowie. Skąd właściwie można wiedzieć, że jest się gwiezdną duszą? Bo ja od dziecka czuję, że jakby nie pasuję do tego świata, ale czy to nie jest po prostu wrażliwość? Jak odróżnić jedno od drugiego?
A ten raport Pentagonu z 2021 faktycznie ma tu coś do rzeczy, czy to tylko chwytliwy wstęp? Bo dla mnie jedno to wojskowe nagrania, a drugie to dusze z gwiazd. Nie widzę połączenia, wytłumaczy mi ktoś?
No dla mnie sprawa jest jasna, napewno pochodzę z Plejad, czuję to. Plejady to przeciez te gwiazdy w Wielkiej Niedzwiedzicy, wogóle od dziecka się w nie wpatrywałem. Conajmniej połowa ludzi co znam to gwiezdne dusze, cos w tym musi być.
U mnie to nie było żadne wielkie objawienie, raczej ciche poczucie przez całe życie. Zawsze ciągnęło mnie do gwiazd, źle znosiłam tłum, a wśród ludzi czułam się jak na delegacji. Kiedy pierwszy raz przeczytałam o gwiezdnych duszach, rozpłakałam się, bo ktoś wreszcie nazwał to, co nosiłam w środku.
Dorzucę nutę ostrożności, z dobrego serca. Łatwo wpaść w pułapkę, że jest się „wyjątkową duszą z gwiazd", a przyziemne życie traktować jak coś gorszego. A przecież cała ta praca ma sens tylko wtedy, gdy pomaga lepiej żyć tu i teraz. Gwiezdne pochodzenie nie zwalnia z płacenia rachunków ani z bycia dobrym dla sąsiada.
No ale wkońcu kazdy kto patrzy w niebo i czuje tęsknotę to gwiezdna dusza, nie? Przeciez to logiczne. Wydaje mi się ze conajmniej wszyscy wrażliwi ludzie stamtąd pochodzą, inaczej skąd ta wrażliwość.
A czy te tęsknoty pojawiają się też w snach? Bo mnie od lat wracają sny, w których jestem gdzieś w przestrzeni, wśród świateł, i budzę się z dziwnym smutkiem, jakbym właśnie skądś wróciła. Nigdy nie wiedziałam, co z tym zrobić.
Jeśli ktoś chce z tym popracować, a nie tylko poczytać, polecam proste rzeczy. Dziennik odczuć, świadome wieczory pod gołym niebem, krótka medytacja z pytaniem, za czym naprawdę się tęskni. Bez wielkich rytuałów. Chodzi o to, żeby ta tęsknota zaczęła coś podpowiadać o kierunku w życiu, a nie tylko bujać w obłokach.
Mnie zawsze uspokajała myśl, że skoro patrzymy w te same gwiazdy od tysięcy lat, to ta tęsknota jest czymś bardzo ludzkim, a niekoniecznie obcym. Może gwiezdna dusza to po prostu ktoś, kto jej nie zagłuszył. Niezależnie od tego, czy przyleciałam z Plejad, dobrze mi z tym pytaniem.
Czytam całą dyskusję i wydaje mi się, że najzdrowsze podejście jest gdzieś pośrodku. Raport z 2021 nie zrobił z nikogo kosmity, a jednocześnie nie ma powodu, żeby z góry wyśmiewać ludzi, którzy w gwiazdach szukają sensu. Można traktować gwiezdne dusze jako piękną metaforę naszej tęsknoty i zarazem nie wmawiać sobie, że to dowiedziony fakt. Jedno drugiego nie wyklucza.
W kartach często wychodzi mi u takich osób Gwiazda: nadzieja, połączenie z czymś wyższym, ale też ryzyko ucieczki w marzenia. Dla mnie to ładnie domyka temat. Gwiezdna dusza czy nie, ważne, żeby ta nadzieja prowadziła do działania, a nie tylko do wzdychania do nieba.
Zastanawia mnie jedno. Może nie chodzi o to, skąd przyszliśmy, tylko dlaczego tak bardzo chcemy, żeby nasz dom był gdzieś indziej. To pytanie samo w sobie mówi o nas więcej niż każda mapa gwiazd. Niezależnie od odpowiedzi, dobrze, że je sobie zadajemy.
Dziękuję Wam wszystkim, naprawdę dużo mi to poukładało. Zostaje mi mniej pewności, że mam gotową odpowiedź, ale za to więcej spokoju z samym pytaniem. Chyba o to chodziło. Idę popatrzeć w niebo bez sprawdzania, z którego gwiazdozbioru.
