Haha, kocur podejrzany numer jeden. Ale tak serio, koty potrafią zadziwiajace rzeczy, mój kumpel miał kota ktory wynosił skarpetki z szafy i chował za kanapą, więc małe rzeczy to im nie obce. Nożyczki może nie, ale mniejsze przedmioty to w zasadzie tak.
Kot to raczej nie nożyczki, ale mnie bardziej zastanawia co Geomantka_E pisała wcześniej a potem urwała zdanie, coś o tym że ją bardziej coś niepokoi. Geomantka, co miałaś na myśli bo nie dokończyłaś?
Geomantka ma rację, to uczucie obserwowania jest ważniejsze niż nam się tu wydaje. Tunia, czy jak stoisz przy tym oknie masz poczucie że to patrzy z zewnątrz na ciebie, czy raczej coś za tobą w samej kuchni?
Okno jako lustro wieczorem, to jest bardzo prosta i bardzo przyziemna odpowiedź na uczucie obserwowania. Widzisz własne odbicie i fragmenty ruchu, mózg interpretuje to jako obecność. To nie jest złośliwość z mojej strony, naprawdę tak działa percepcja przy słabym oświetleniu zewnętrznym. Tunia, czy próbowałaś zaciągnąć roletę albo firankę wieczorami i sprawdzić czy uczucie mija?
No ale poczekajcie, uczucie obserwowania przy oknie to jest jedna sprawa, a wędrowanie nożyczek na górę to zupełnie inna i niekoniecznie muszą być ze sobą powiązane. Może jedno da się wytłumaczyć zwykłą percepcją a drugie nie, i oba wątki nam się tu trochę mieszają.
Wandzisia ma rację i to ważna uwaga. Te dwa zjawiska mogą być niezależne i powinniśmy je rozpatrywać osobno zamiast pakować do jednego worka. Uczucie obserwowania przy oknie ma proste wytłumaczenie które Ewunia słusznie podała. Nożyczki to osobna sprawa i tam wyjaśnienie jest mniej oczywiste.
No dobra, to rozdzielmy te dwa wątki jak Wandzisia mówi. Zostawmy to okno i uczucie obserwowania, bo tam Ewunia ma rację co do odbicia. Wróćmy do nożyczek. Tunia, czy te nożyczki zniknęły i dopiero potem je znalazłaś na górze, czy może od razu wiedziałaś że są na górze? Bo to ważne czy było jakieś okno w czasie kiedy ich szukałaś.
Zniknęły. Szukałam ich dobre pół godziny w kuchni i nie było, potem poszłam na górę po coś zupełnie innego i w szufladzie w sypialni leżały, z góry. Nie wiem kiedy tam trafiły, bo rano na pewno były w kuchni bo coś kroiłam.
Pół godziny szukania to już coś. Bo gdyby ktoś je wziął w międzyczasie i zaniósł na górę to albo musiał to zrobić kiedy Tunia akurat szukała gdzie indziej, albo zanim zaczęła szukać. Mąż był wtedy w domu?
Mąż był rano, ale przed południem wyszedł do pracy. A szukałam po południu, więc mąż już go nie było w domu. I kota wzięłam pod uwagę, ale serio, nożyczki są za ciężkie dla niego i poza tym nie wychodzimy z założenia że koty noszą nożyczki na górę 😀
Dobra, przyznaje, kocur odpada jako podejrzany w sprawie nożyczek. Ale teraz mam inne pytanie, może głupie, czy drzwi do sypialni były otwarte czy zamknięte? Bo jeśli zamknięte to już w ogóle nie ma ludzkiego wytłumaczenia dla kota.
Mnie tu bardziej zastanawia systematyczność tego wszystkiego. Jedna rzecz znika to może roztargnienie, ale Tunia pisze o kilku przypadkach. Tunia, czy możesz powiedzieć ile razy łącznie to się zdarzyło, i czy to zawsze jest zmiana piętra, czy zdarzało się że rzecz znalazłaś po prostu w innym miejscu na tym samym piętrze?
O, szalik to ciekawy przykład bo szalik to już większy przedmiot niż pilot i nożyczki. I też z dołu na górę, to jest jakiś kierunek. Tunia, czy cokolwiek wędrowało w drugą stronę, z góry na dół? Albo w obrębie jednego piętra?
Właśnie o to chciałam zapytać. Jeśli rzeczy wędrują wyłącznie w jednym kierunku, dół-góra, to jest to o tyle interesujące że sugeruje jakiś wzorzec. Choć zanim wyciągniemy z tego wnioski, Tunia, zastanów się uczciwie czy na pewno nie ma przypadku ruchu w drugą stronę który po prostu bardziej pasował do logiki i dlatego go nie zauważyłaś.
Ten kierunek dół-góra może coś znaczyć symbolicznie, choć wiem że Ewunia zaraz powie że to naciąganie. Ale w wielu tradycjach góra to inny wymiar, dosłownie i metaforycznie. To co wędruje w górę szuka czegoś. Albo coś je przyciąga.
Dobra, myślę, myślę. Chyba nie, zawsze z dołu na górę. Choć jeden raz miałam taką sytuację że kubek stał rano na górze przy łóżku bo mąż sobie pił herbatę wieczorem, i wieczorem był na dole, ale to mąż go po prostu zabrał gdy schodził. Więc to nie liczy.
Jeden kierunek to naprawdę robi wrażenie. I te trzy pewne przypadki to już nie jest statystyczna przypadkowość. Fasolka, czy ty znasz jakieś opisy apportu który działa kierunkowo tak jak tu?
o matko, to brzmi poważniej niż myślałem na początku. Fasolka, a ta lokalna anomalia to co oznacza, jakiś teren, miejsce? bo dom Tuni ma jakąś historię?
Czekajcie, bo mam wrażenie że wchodzimy za głęboko w teorię a nie dopytaliśmy o podstawy. Tunia, czy ten dom jest stary, nowy, czy wiedziałaś coś o poprzednich mieszkańcach? I czy w tym domu były jakieś inne dziwne rzeczy poza wędrującymi przedmiotami?
Dom mamy ze dwadzieścia lat, kupiliśmy od rodziny która się wyprowadzała za granicę, nie mieliśmy z nimi kontaktu po zakupie więc historii nie znam zbyt dobrze. Inne dziwne rzeczy, no właśnie to uczucie obserwowania w kuchni, ale rozmawialiśmy że to może być odbicie w oknie wieczorami. Nic więcej co bym mogła powiedzieć że na pewno dziwne.
a nie było nigdy żadnego dźwięku, skrzypnięcia, głosu czegoś co nie miało wyjaśnienia? bo jak poltergeist to zazwyczaj i dźwięki też są, przynajmniej tak czytałem
Czcibor, stare domy skrzypią z natury, to nie jest argument. Ja bym bardziej zapytała Tunię czy temperatura w którymś pomieszczeniu bywa dziwna, bo to już mniej oczywiste.
Dźwięki, no dźwięki słychać wieczorami ale myślałam że to dom pracuje, stary budynek i tak. Temperatury… właściwie w kuchni bywa chłodniej, ale kuchnia ma duże okno i myślałam że to przeciąg. Mąż mówi że zawsze tam chłodniej.
Ta chłodniejsza kuchnia to już mnie trochę zatrzymuje. Bo przeciąg to przeciąg, można sprawdzić zapalniczką przy oknie czy przy futrynie. Ale jeśli jest zimniej w miejscu od którego jest oddalona od okna, to robi się ciekawiej. Tunia, czy ta chłodniejsza strefa w kuchni ma jakiś stały punkt, czy to tak ogólnie cała kuchnia jest chłodniejsza?
No właśnie, bo zimne miejsca to jeden z klasycznych sygnałów. Znam to z własnego mieszkania, miałam kiedyś taki kąt w salonie gdzie zawsze było o dobre kilka stopni chłodniej i żaden przeciąg tego nie tłumaczył. Nic więcej nie było, ale sam fakt był dziwny. Tunia jak długo macie ten dom i kiedy zaczęły się te znikające rzeczy, od razu jak się wprowadziliście czy dopiero po jakimś czasie?
To chyba dobre pytanie bo teraz jak się zastanawiam to na początku nic nie zwracałam uwagi. Może z dwa, trzy lata po wprowadzeniu? Ale czy wcześniej nie było a potem się zaczęło, czy po prostu wcześniej nie zwracałam uwagi, to szczerze nie wiem. Dom kupiliśmy jakieś osiem lat temu więc ostatnie lata to te przypadki które pamiętam. Co do kuchni to chyba bardziej jeden kąt, przy zlewie, ale nie mierzyłam termometrem więc to subiektywne odczucie.
Zimny kąt przy zlewie to może być zwykłe wychładzanie od rur albo od zewnętrznej ściany, to pierwsze co sprawdziłabym przed wyciąganiem jakichkolwiek wniosków. I Tunia, to co mówisz o braku pewności czy to się zaczęło czy po prostu zaczęłaś zauważać, to jest kluczowe. Ludzki mózg jest świetny w znajdowaniu wzorców których wcześniej nie szukał. Kiedy raz się nastawimy na obserwowanie czegoś, nagle tego widzimy dużo więcej.
