Od jakichś trzech lat siedzę w czakrach – medytacje, kamienie, czasem wahadełko do sprawdzania, gdzie coś się zatkało. Teraz koleżanka namawia mnie na kurs Reiki, pierwszy stopień, i mam zagwozdkę. Czy to się w ogóle uzupełnia, czy to dwa osobne światy, które na siłę zlepia się w jedno? Bo raz czytam, że Reiki „samo czyści czakry", a raz, że z czakrami nie ma nic wspólnego. Ktoś łączy jedno z drugim na co dzień i widzi w tym sens?
@Zorka U mnie to się zlało tak gładko, że nawet nie rozdzielam. Kładę dłonie, energia idzie tam, gdzie ma iść, a serce czy splot słoneczny same dają znać, że chcą dłużej. Ale pytanie rozumiem, bo na papierze to są dwie różne tradycje i ktoś od podstaw może się w tym pogubić.
Tu od razu trzeba rozdzielić dwie rzeczy, inaczej zaraz zrobi się kasza. Reiki w wersji, jakiej Usui uczył w Japonii, w ogóle nie operowało czakrami. Tam jest hara, czyli dolny ośrodek pod pępkiem, plus serce i głowa. Trzy centra, nazywane czasem Trzema Diamentami. Indyjskie siedem czakr doczepiono do Reiki dopiero na Zachodzie, po śmierci Takaty w osiemdziesiątym roku, jak cały New Age oszalał na ich punkcie. Więc to „łączenie" to nie żadna stara mądrość, tylko nasz zachodni miks sprzed czterdziestu lat.
A czym właściwie różni się to Reiki od zwykłej pracy z czakrami? Dla mnie laika to wygląda na to samo, ktoś kładzie ręce i „leci energia".
Powiem nieco z innej beczki. Nie przeszkadza mi, że to miks, bo każda tradycja się z czymś mieszała. Joga przejmowała tantrę, tantra przejmowała ludowe rzeczy. Pytanie nie brzmi „czy to czyste", tylko „czy ci działa i czy wiesz, co robisz". Gorzej, jak ktoś łączy dwa systemy, nie rozumiejąc żadnego.
U mnie w praktyce te dwie rzeczy splatają się przy skanowaniu. Jadę dłonią nad ciałem, parę centymetrów nad skórą, i tam gdzie czuję ciepło albo nagły chłód, zwykle wypada na wysokości jakiejś czakry. Więc choćbym chciała je rozdzielić, ciało samo mi je układa w tych samych miejscach.
Co do samego pytania z tytułu: ja od lat robię i jedno, i drugie i nie widzę kolizji. Reiki traktuję jak ogólny strumień, który zalewa wszystko, a czakry jak mapę, dzięki której wiem, gdzie zatrzymać dłonie dłużej i czego się spodziewać emocjonalnie. Mapa i woda. Jedno nie wyklucza drugiego.
A czy żeby zacząć z Reiki trzeba koniecznie iść na ten kurs i mieć tę inicjację? Bo czakry to sobie mogę poczytać i medytować w domu za darmo, a tu od razu opłata i nauczyciel.
