Ewunia ma rację że mózg szuka wzorców, to prawda. Ale ma też rację że trzy pewne przypadki z jednym kierunkiem to nie jest przypadek mózgu który sobie coś dopowiada. Jedno i drugie może być prawdą jednocześnie, i zimny kąt to coś naturalnego, i te przedmioty to coś innego. Jedno nie wyklucza drugiego.
Wróćmy na chwilę do tego co pominęliśmy. Tunia mówiła o uczuciu obserwowania w kuchni. I teraz mamy zimniejszy kąt w tej samej kuchni. To ta sama kuchnia co ta z uczuciem obserwowania?
Tak, ta sama kuchnia. Teraz jak to piszesz to jakoś mnie zmroziło trochę. Tak, to jest jeden pokój.
ojej, to już robi się naprawdę nieswojo. Tunia, czy to uczucie obserwowania masz w konkretnym miejscu w tej kuchni, czy po prostu jak wchodzisz to czujesz że coś nie tak? Bo jakby to było akurat przy tym zlewie gdzie jest chłodniej to już by się robiło dużo ciekawiej
no właśnie, bo jeśli zimny punkt i uczucie obserwowania są w tym samym miejscu w tym samym pomieszczeniu to to chyba już nie jest zbieżność przypadkowa, nie? Przepraszam że się wtrącam ale to mnie uderzyło
Staram się sobie przypomnieć… zlew jest pod oknem w zasadzie. To jest jedno i to samo miejsce. Okno, pod nim zlew, i tam jest i chłodniej i to uczucie. Nie wiem co o tym myśleć szczerze.
No to w takim razie naprawdę najbardziej prozaiczne wyjaśnienie jest takie że okno niedomyka się szczelnie, stąd i zimno i pewnie jakiś ruch powietrza który ludzki mózg interpretuje jako nieswojo. Sprawdziłaś kiedyś uszczelki? Stare domy mają z tym problem.
Ewunia, ale uczucie bycia obserwowanym to nie to samo co uczucie przeciągu 🙂 to są dwie różne rzeczy i nasz mózg je inaczej przetwarza. Uczucie obserwowania to jest coś co pochodzi bardziej z tyłu głowy dosłownie, to tak zwane wykrywanie obecności. Przeciąg tego nie robi.
a tak z innej strony, nikt nie zapytał czy w tym domu ktoś kiedyś umarł. bo wiem ze to brzmi jak z horroru ale jak kupujecie stary dom od obcej rodziny to historia moze byc rozna. Tunia mowila ze nie zna historii zbyt dobrze
Swietowit dobrze pyta, historia domu to podstawa. Tunia, czy nie ma możliwości żeby dowiedzieć się czegoś od sąsiadów? Stare sąsiedztwo zazwyczaj wie więcej niż akty notarialne.
hej, a mnie ciekawi jedna rzecz techniczna prawie. Te nożyczki co były na górze w sypialni, to gdzie dokładnie leżały? Na łóżku, na szafce, na podłodze? Bo jak leżały na czymś na co normalnie się kładzie rzeczy to jednak trochę inaczej wygląda niż jakby leżały na środku podłogi albo stały gdzieś dziwnie
To jest naprawdę osobliwy detal. Bo telekineza czy poltergeist w opisach rzadko odkłada rzeczy tak… starannie. Zazwyczaj to jest rzucanie, przewracanie, chaos. A tu mamy przedmioty które są nie tam gdzie powinny, ale ułożone normalnie. Jakby ktoś je tam zaniósł i położył celowo. To zmienia trochę interpretację.
Intencja to kluczowe słowo. Cokolwiek to jest, działa z intencją a nie chaotycznie. I ta intencja wydaje się… opiekuńcza? Może naciągam ale przedmioty są odkładane starannie, wędrują w górę a nie w dół, w kuchni jest uczucie obserwowania a nie zagrożenia. Tunia, to uczucie obserwowania, czy ono jest nieprzyjemne, czy raczej neutralne?
To słowo 'opiekuńcza' zostało mi w głowie od ostatniego posta. Bo jeśli to rzeczywiście jakaś obecność, to jej zachowanie jest… no, wyjątkowo nieinwazyjne. Nie straszy, nie demoluje, nie robi z siebie widowiska. Przynosi nożyczki na szafkę. Jakby chciała powiedzieć 'tu szukaj'. Znacie jakiś podobny przypadek? Bo ja nie kojarzę czegoś takiego z literatury.
Opiekuńcza albo po prostu terytorialna. Niech Tunia powie wprost: czy te przedmioty, które 'teleportują się' w górę, to są rzeczy ważne? Czy raczej losowe? Bo jeśli to nożyczki, szminka, coś konkretnego, to jest zupełnie inne pytanie niż 'o matko, zniknął długopis'.
Hmm, no właśnie próbowałam to sobie wcześniej poukładać w głowie. Nożyczki tak, ważne, bo jedyne jakie mam do tkanin. Szminka moja ulubiona, której szukałam chyba ze dwa tygodnie. Okulary do czytania. To nie są byle śmieci. To są rzeczy których mi brakuje, których szukam. Jak to tak piszę to aż mi zimno.
Tunia, ale to jest właśnie niesamowite, bo to znaczy że cokolwiek to jest, wie które rzeczy są dla ciebie ważne. Albo widzi że ich szukasz i reaguje. Albo jedno i drugie. To mnie przeraża trochę, ale też jakoś wzrusza? Nie wiem jak to inaczej powiedzieć.
Zanim wzruszenie nas poniesie, zatrzymajmy się. Tunia, te 'ważne' rzeczy to też są rzeczy których często używasz i które często gubisz, bo używasz. Okulary do czytania, nożyczki, szminka - to klasyczne przedmioty które ludzie odkładają bez patrzenia i potem nie wiedzą gdzie. Nasz mózg koduje 'ważne' a nie 'gdzie je odłożyłam'. To po pierwsze. Po drugie, jeśli faktycznie to trzy potwierdzone przypadki przez dwa lata, to jest bardzo niska częstotliwość jak na aktywną obecność.
a może po prostu Tunia częściej używa tych rzeczy na dole i tam je odkłada na chwilę, a potem idzie na górę i bierze je ze sobą nie pamiętając, i zostawia na górze? Tak mi się kręci po głowie. Albo mąż, partner, ktokolwiek z nią mieszka je zanosi? Przepraszam że jestem przyziemny ale…
Słuchajcie, wróćmy na chwilę do tego co Romualda napisała o literaturze bo to ważne. Ja czytałam sporo o poltergeistach i tam zazwyczaj jest chaos i hałas. Ale jest też osobna kategoria, tak zwane 'apporty opiekuńcze', i tam jest dokładnie to co Tunia opisuje. Przedmioty które znikają i wracają, nie są niszczone, często są związane z właścicielem. Nie mówię że tak jest, ale to nie jest przypadek bez precedensu.
Nie, nigdy. Odkładam, wychodzę, wracam i nie ma. Albo szukam, szukam, a potem jest na górze. Nigdy nie byłam przy tym jak się to dzieje.
to jest wlasnie zastanawiajace, ze nikt nigdy nie widzi momentu. zawsze tak jest z tymi zjawiskami. albo nie ma nikogo w pokoju albo sie odwroci na sekunde. troche za wygodne nie?
Zastanawiam sie nad czyms innym. Tunia mowila ze dom kupili od obcej rodziny i nie znaja historii. Geomantka pytala o sasiadow. Tunia, czy w ogole probowałas z nimi rozmawiać? Bo to mi sie wydaje teraz kluczowe. Jesli w tym domu dlugo mieszkala jakas starsza osoba ktora tam umrla, i jesli ta osoba miala nawyk sprzatania, uporzadkowywania, to jest jakis kontekst do tych 'opiekuńczych' przemieszczeń.
O, Uwarowit dokładnie to chciałam powiedzieć! Sąsiedzi to najlepsze źródło, naprawdę. Akty notarialne powiedzą ci kto i kiedy, ale nie powiedzą ci że tam mieszkała pani Zosia przez czterdzieści lat i że bardzo lubiła porządek w kuchni. Tunia, czy masz jakiś kontakt z sąsiadami? Chociażby przelotny?
Mamy sąsiadkę z lewej, panią Halinę, z którą gadamy od czasu do czasu przez płot. Nigdy jej nie pytałam o historię domu bo jakoś nie wiedziałam jak to ugryźć, żeby nie wyglądało dziwnie. Ale teraz jak tak mówicie… może po prostu zapytam tak normalnie, że interesuje nas historia posesji. Ona tu mieszka od urodzenia podobno.
no to Tunia zdecydowanie powinna porozmawiać z tą sąsiadką, to chyba priorytet numer jeden teraz, ważniejszy niż wszystkie nasze spekulacje. Jak się dowiemy co tam było wcześniej to może dużo się wyjaśni albo wręcz przeciwnie, utwierdzi w tym że coś tu jest
Zanim Tunia pójdzie do sąsiadki, sugerowałbym żeby najpierw zapisała sobie dokładnie te trzy przypadki: kiedy, co, skąd, dokąd. Nie z pamięci interpretowanej przez tygodnie, ale suche fakty. Bo rozmowa z sąsiadką może otworzyć zupełnie nowy kontekst i wtedy łatwo jest zacząć dopasowywać wspomnienia do nowej narracji. Mózg jest mistrzem w konfabulacji i tu nie chodzi o złą wolę, to działa automatycznie.
