Dopiero co skończyłam rytuał z różową świecą, runą Gebo na kartce i zdjęciem partnera. Świeca dopaliła się w nocy, kartkę spaliłam rano, a na talerzu wylądował spory kleks wosku i garść popiołu po zdjęciu. I teraz głupia sytuacja – nie wiem co dalej. Jedni znajomi mówią zakopać, drudzy dopalić do końca w ognisku i dopiero wtedy rozsypać. Jak to u Was wygląda w praktyce?
U mnie zasada jest taka: zakopać, ale z głową. Wosk z rytuału na przyciąganie – do ziemi na własnej posesji, najlepiej pod czymś co rośnie. Popiół ze zdjęcia czy petycji osobno, w malutkim dołku, przysypać garścią ziemi i nawet nie zaznaczać miejsca. Nic tam potem nie kopiesz, nie ruszasz, nie sprawdzasz.
A jak ktoś mieszka w bloku i nie ma żadnego „pod czymś"? Pytam serio, bo mam kolejny rytuał za tydzień i już teraz myślę gdzie to wszystko podzieję.
Czyli wychodzi na to, że każdy robi trochę po swojemu? Bo ja się już pogubiłam.
