Dobrze że Tunia zaczęła notatki. Jeden wpis to za mało żeby cokolwiek powiedzieć, ale to dobry start. Jeszcze jedno, zapisuj też jak się czujesz w momencie zdarzenia. Czy byłaś zestresowana, zmęczona, spokojna. To może być nieoczekiwanie ważne i może dać odpowiedź na pytanie Eweliny o wzorzec.
Cicho czytałam ten wątek od początku i nie jestem pewna czy to dobry pomysł żeby od razu szukać duchów i energii miejsca. Może najpierw naprawdę warto wykluczyć wszystko przyziemne? Nie mówię że Tunia kłamie, ale sama bym się zastanowiła dziesięć razy zanim bym cokolwiek oczyszczała.
Melanijka ma rację i to jest w sumie sensowne podejście. Słuchajcie, przez lata słyszałam mnóstwo historii o 'poruszających się przedmiotach' i w zdecydowanej większości przypadków wychodziło coś prozaicznego. Nie mówię że zawsze. Ale zanim Tunia zacznie robić rytuały i wzywać kogokolwiek do oczyszczania, niech te notatki trochę potrwają. Miesiąc. Dwa tygodnie minimum. Wtedy zobaczymy czy jest wzorzec czy chaotyczne pojedyncze zdarzenia.
No dobra, skoro już mamy te informacje o remoncie to wróćmy do sedna. Tunia, te zjawiska zaczęły się mniej więcej kiedy po wymianie podłogi? Od razu, tydzień później, miesiąc? Bo jeśli był odstęp kilku miesięcy to związek przyczynowy jest bardzo luźny.
Hmm, szczerze to trudno mi powiedzieć dokładnie. Malowanie było w maju, podłoga w czerwcu, a ja zaczęłam to zauważać gdzieś w sierpniu. Ale może wcześniej mi umykało, nie wiem. Nie jestem pewna czy to ma w ogóle znaczenie, to mogła być zwykła przypadkowa kolejność.
Dwa miesiące odstępu to dużo. Mógłby to być po prostu zbieg okoliczności, nie?
Niekoniecznie. W budynkach gdzie naruszono strukturę, efekty mogą się pojawiać z opóźnieniem. Nie ma reguły że coś się zaczyna od razu. Poza tym Tunia sama mówi że mogła wcześniej nie zauważać, a to też zmienia kalkulację.
A właśnie, Tunia, czy przed tym remontorem miałaś już to uczucie obserwowania w kuchni? To by dużo powiedziało. Bo jeśli uczucie jest starsze niż remont, to remont nie jest punktem wyjścia.
O, to jest dobre pytanie i nigdy tak nie myślałam. Wydaje mi się że to uczucie mam od dość dawna, dłużej niż od remontu. Ale nie jestem pewna, może po prostu zaczęłam bardziej zwracać uwagę po tym jak pilot się pojawił na górze. Pamięć jest zawodna jak wiemy.
I właśnie na tym polega problem z retrospektywnym rekonstruowaniem zdarzeń. Jak już zaczniemy szukać wzorca, to go znajdujemy, bo mózg tak działa. Dlatego te notatki są ważne, żeby mieć coś co nie zależy od tego jak pamiętamy.
Bernadetka, to prawda, ale intuicja też jest formą wiedzy i nie wszystko da się zapisać w notatniku. Tunia, to uczucie w kuchni, czy ono jest stałe czy pojawia się w konkretnych porach dnia? Rano, wieczorem, przy gotowaniu?
Raczej wieczorem, jak jest ciemno na zewnątrz i robię kolację. W dzień rzadziej albo wcale.
Wieczorna pora to w ogóle inna energia niż dzień, to mnie nie dziwi. Sama mam w mieszkaniu jeden kąt gdzie wieczorami jest dziwnie i w dzień kompletnie normalnie. Nigdy nie wiedziałam co o tym myśleć ale pasuje do tego co piszesz.
Okej, ale wieczór to też po prostu inna percepcja, mniej światła, zmęczenie po dniu, cisza, mozg zaczyna interpretować bodźce inaczej. Zanim Tunia uzna to za element układanki z duchami, warto wziąć pod uwagę że pora dnia ma ogromny wpływ na to co czujemy i słyszymy. Czy w tej kuchni wieczorami słyszysz jakieś dźwięki?
Trzeszczenie starego domu to jedno, ale Tunia, czy to uczucie obserwowania jest zlokalizowane w jednym miejscu w tej kuchni, przy konkretnej ścianie czy oknie, czy ogólnie w całym pomieszczeniu? To ważne.
A za tym ogrodem co jest, wiadomo? Nie wiem czy to ważne ale gdzies czytalem ze historia miejsca moze miec znaczenie. moze cos bylo na tej parceli zanim wybudowano dom?
Wiem tyle że dom ma z trzydzieści parę lat i kupiliśmy go od starszego małżeństwa, oboje już nie żyją. Nie znam żadnych dramatycznych historii, to były spokojne osoby z tego co sąsiedzi mówią. Za domem jest tylko ogród i płot sąsiadów.
Trzydzieści parę lat, to nie jest wcale stary budynek, ale wiadomo że historia dotyczy też terenu pod nim, nie tylko samych cegieł. Ale nie chcę Tuni nakręcać niepotrzebnie, bo nie ma żadnego konkretnego sygnału że to jest problem z miejscem jako takim. Mnie bardziej zastanawia ta sprawa z konkretnymi przedmiotami, pilot, nożyczki, zegarek. To są trzy różne kategorie i trzy różne pokoje. Tunia, czy to zawsze były twoje rzeczy czy też zdarzało się że to były rzeczy męża?
No i to jest ciekawy trop. Bo jeśli to głównie rzeczy używane przez konkretną osobę, to może warto by mąż też zaczął prowadzić notatki równolegle. Albo przynajmniej żebyś Tunia zaznaczała w swoich kto ostatnio danego przedmiotu używał. To może coś wyjaśnić.
No i właśnie o to chodzi, żeby mieć dane a nie wrażenia. Tunia, spróbuj przez miesiąc zapisywać kto czego ostatnio dotykał, a potem zobaczymy czy da się wyciągnąć jakiś wniosek. Bo na razie mamy pilota, zegarek i nożyczki, i żadnej pewności co do tego kto i kiedy.
Ale mam pytanie do tego co Eweliniuniaa pisze, bo chyba wszyscy zakładamy że to jest jakiś wzorzec, a może to jest po prostu losowe? Tzn. pilota i zegarek kładzie mąż i może po prostu ma tendencję do zostawiania rzeczy nie na miejscu i zapominania. To by wszystko wyjaśniało bez żadnych duchów.
Właśnie, te nożyczki to ja głównie używam i naprawdę nie rozumiem jak miałyby się znaleźć w szufladzie w sypialni na górze, skoro w ogóle nie chodzi się tam z nożyczkami. Mąż też się dziwi jak mu pokazałam, powiedział że nie wnosił. Choć wiadomo, mężczyźni czasem nie pamiętają 🙂
Okej, to jest już konkretniejszy argument niż pilot. Nożyczki w sypialni to rzeczywiście trudniej wytłumaczyć roztargnieniem, bo nożyczki raczej nie wędrują na górę przy okazji. Tunia, czy te nożyczki miały jakieś stałe miejsce gdzie je trzymałaś, zawsze w tym samym miejscu?
To ciekawe że masz ten zwyczaj odkładania na miejsce i mimo to coś się przesunęło. Bo właśnie osoby które mają taki nawyk rzadziej gubią rzeczy przez roztargnienie. Tunia, a jak długo już to obserwujesz, mówię o tych konkretnych przypadkach gdzie rzecz ląduje na innym piętrze, nie tylko gdzieś indziej?
Hej, ja mam takie pytanie moze troche z boku, ale czy ktos z bardziej doswiadczonych wie czy te przenoszenie sie rzeczy ma jakis konkretny termin w ezoteryce? tzn. jak to sie to nazywa zeby mozna bylo cos poczytac o tym? bo zaczynam myslec ze kiedys cos podobnego bylo u mojej babci ale nie wiem jak to szukac
O, właśnie, poltergeist, ja też o tym myślałam od początku tego wątku. Ale poltergeist kojarzył mi się z czymś bardziej agresywnym, takim co tłucze naczynia i tak dalej. A tutaj jest spokojnie, rzeczy znikają i wracają, bez hałasów. Czy to może być jakiś łagodniejszy wariant?
Poltergeist to szeroka kategoria i nie wszystkie przypadki są agresywne, ale uczciwie mówiąc to pojęcie jest tak różnie używane w literaturze, że mało co z niego wynika. Zanim ktoś tu zacznie diagnozować poltergeista, chciałabym się upewnić że wykluczone zostały rzeczy podstawowe. Tunia, czy dom ma kogoś jeszcze poza wami dwojgiem? Jakieś zwierzę?
