Hej, piszę bo naprawdę nie wiem co o tym myśleć i trochę mnie to zaczyna stresować. Od jakichś 3 tygodni dzieją się u mnie dziwne rzeczy z przedmiotami. Konkretnie: zostawiam coś na parterze, np. nożyczki albo pilot od tv, wychodzę z pokoju i po chwili nie mogę tego znaleźć. A potem okazuje się, że dana rzecz jest na górze, w sypialni albo na korytarzu przy schodach. Mąż mówi że to ja sama przenosze i nie pamietam, ale ja WIEM że nie chodziłam na górę. Raz to był zegarek który zostawiłam na kuchennym blacie rano, a wieczorem znalazłam go na górnej półce w szafie w sypialni. Czy ktoś miał coś podobnego? Co to w ogóle może być?
O matko, u mnie było coś podobnego ze dwa lata temu! Klucze znikały z haczyku przy drzwiach i znajdowałam je potem w łazience na piętrze, kompletnie nie pamiętałam żebym je tam kładła. Pytałam mamę, mówiła że nie ruszała. Potem się okazało że to jednak moja siostra brała i odkładała nie tam gdzie trzeba, ale u mnie w domu mieszka tylko mąż więc to nie ten przypadek… Zastanawiam się czy to może być poltergeist? Czytałam gdzieś że one właśnie tak robią, przesuwają rzeczy.
Zanim ktokolwiek zacznie krzyczeć poltergeist, to bym chciała zapytać o kilka konkretnych rzeczy. Czy w domu mieszkają dzieci albo nastolatki? Bo to pierwsza rzecz którą sprawdzam jak ktoś mi mówi o ruchomych przedmiotach. Po drugie, czy masz psa albo kota? Zwierzęta potrafią cuda robić z przedmiotami i wlec je w najdziwniejsze miejsca. I trzecia sprawa, czy masz pewność co do rozkładu dnia tego dnia z zegarkiem, tzn. czy na pewno nie było żadnego momentu kiedy mogłaś wejść na górę i nie pamiętać?
No właśnie, zwierzęta to pierwsze co mi przyszło do głowy. Mój kot regularnie wlecze różne rzeczy w dziwne miejsca, skarpetki, długopisy, nawet raz zegarek mojej żony znalazłem w kuwecie… Nie mówię że tak jest na pewno, ale zanim się pomyśli o duchach to warto sprawdzić przyziemne opcje.
Nie mamy ani zwierząt ani dzieci, tylko ja i mąż. I mąż pracuje od rana do wieczora, więc większość dnia jestem sama. Mąż wraca koło 18 i on też potwierdza że np. rano widział nożyczki w kuchni, a wieczorem po powrocie leżały na górze i żadne z nas ich tam nie kładło. Wiem że to brzmi niedorzecznie ale tak właśnie jest.
Ok, to trochę zmienia sytuację jeśli mąż też to potwierdza. Ale jedno pytanie, czy oboje byliście w domu cały czas w takich przypadkach? Bo jeśli np. ty wychodzisz na zakupy i mąż zostaje, albo odwrotnie, to jedna strona nie wie co robiła druga i potem oboje twierdzą że niczego nie ruszali. Nie mówię że kłamiecie, mówię że ludzie robią rzeczy automatycznie i potem tego nie pamiętają. Znam to z własnego doświadczenia.
Znikające przedmioty to stary i dość dobrze opisany temat w różnych tradycjach. Słyszałam o tym jako o obecności, która próbuje zwrócić na siebie uwagę właśnie przez fizyczne manipulacje w przestrzeni. Ale ciekawi mnie jedno, czy oprócz znikania rzeczy dzieje się coś innego? Zimne miejsca w pokojach, dziwne dźwięki, uczucie obserwowania, cokolwiek takiego?
To uczucie obserwowania jest bardzo często efektem własnego stresu i skupienia na dziwnych zdarzeniach. Jak już raz zaczniesz myśleć że coś się dzieje, to mózg zaczyna interpretować każdy drobiazg jako potwierdzenie. Nie mówię że nic się nie dzieje, ale ostrożnie z budowaniem teorii na podstawie wrażeń które mogą być subiektywne. Co do samych przedmiotów, czy zaczęłaś to obserwować po jakimś konkretnym zdarzeniu? Przeprowadzka, remont, coś kupionego, ktoś przychodził?
A czy te przedmioty które znikają mają coś wspólnego? Tzn. czy to zawsze metalowe rzeczy, albo zawsze twoje a nie męża, albo zawsze z kuchni? Bo jak jest jakiś wzorzec to można by coś z tego wyciągnąć. Poltergeisty podobno mają swoje upodobania, ha. Ale serio, wzorzec by dużo powiedział.
Przepraszam że się wtrącam bo nie jestem ekspertem, ale czytałem kiedyś że takie rzeczy mogą być związane z nagromadzeniem energii w jednym miejscu, szczególnie jeśli w domu był jakiś silny emocjonalny stres. Czy ostatnio działo się coś trudnego w rodzinie? Nie wiem czy to ma sens, pytam bo tak gdzieś czytałem i nie jestem pewien.
Hm, z tą energią i stresem to trochę naciągana teoria, szczerze mówiąc. Takie wyjaśnienia są wygodne bo nie da się ich ani potwierdzić ani obalić. Natomiast faktycznie warto sprawdzić czy nie ma jakiegoś wyraźnego wzorca jak pyta Uwarowit, bo to może naprowadzić na zupełnie przyziemne wytłumaczenie które umknęło. Sama miałam sytuację gdzie 'znikały' mi długopisy i po tygodniu śledztwa okazało się że wsuwałam je za poduszkę kanapy i dosłownie nie pamiętałam.
Przepraszam, może głupie pytanie, ale czy sprawdzała pani może czy w domu nie ma jakiegoś nieoczekiwanego gościa, nie wiem, kogoś kto ma klucz i mógłby wchodzić? Albo czy hydraulik albo ktoś taki nie miał ostatnio dostępu do mieszkania? Wiem że to brzmi absurdalnie ale takie rzeczy zdarzają się w kryminałach haha, no ale serio pytam.
Wiesz co, jak byłem mały to u nas w domu też zdarzały się takie rzeczy i przez jakiś czas wszyscy byliśmy przekonani że to duch dziadka który niedawno umarł. Moja babcia wręcz rozmawiała z nim przez te przesuwające się przedmioty. A potem się okazało że stary dom miał przechylone podłogi i rzeczy dosłownie się toczyły albo przesuwały po nachyleniu, szczególnie na wygładzonej podłodze. Nie mówię że to ten przypadek ale przyszło mi do głowy.
Dom z lat 70. to akurat sporo przeżył. Czy wiesz kto mieszkał tam wcześniej? Znam kilka przypadków gdzie zjawiska zaczynały się w starszych budynkach po remontach albo po śmierci poprzednich lokatorów. To nie jest reguła, ale pyta się o takie rzeczy.
Słuchajcie, ja miałam u siebie kilka lat temu coś podobnego i po długich poszukiwaniach dowiedziałam się że poprzednia właścicielka mieszkania była bardzo przywiązana do swojego domu i długo nie mogła się pogodzić z wyprowadzką. Sąsiadka mi powiedziała. Nie twierdzę że to był duch, ale poczułam wtedy taką ulgę jak zrobiłam mały rytuał oczyszczający i od tamtej pory spokój. Może warto spróbować niezależnie od tego co to jest?
Zanim ktoś cokolwiek oczyszcza, to proponuję żebyś przez tydzień prowadziła krótkie notatki. Zapisuj kiedy, co i gdzie zniknęło, i kiedy znalazłaś, i gdzie. Godziny jeśli możesz. To da obraz czy jest jakiś powtarzający się czas albo miejsce, i poza tym jak coś zgłaszasz potem np. do kogoś kto się tym zajmuje, to masz konkretne dane a nie samo 'znikały mi rzeczy'. Rytuał oczyszczający zawsze można zrobić, ale najpierw warto wiedzieć z czym się ma do czynienia.
A ja właśnie chciałam zapytać o te notatki co Fasolka proponowała, bo to naprawdę dobry pomysł. Sama miałam coś podobnego u siebie, no nie takie drastyczne ale też rzeczy się przesuwały i jak zaczęłam zapisywać to wyszło że to zawsze było koło 22-23 w nocy kiedy byłam zmęczona i chyba sama nie pamiętałam co gdzieś odkładałam. Ale u Tuni to jest inaczej bo mąż też to widzi, więc to nie kwestia pamięci jednej osoby.
Tak, właśnie zaczęłam pisać! Mam już karteczkę na lodówce i jak coś zauważę to zapisuję. Na razie tylko dwa dni ale już mam jeden wpis, dzisiaj rano pilot był na telewizorze w salonie, mąż wychodząc potwierdził że widział go tam. Wieczorem pilota nie było w salonie i znalazłam go na parapecie w sypialni na górze. To pierwsze piętro, sypialnia jest od ogródka. Żadne z nas tam nie było przez cały dzień.
Pilot to ciekawy przypadek bo to codzienny przedmiot, który ludzie biorą nieświadomie i niosą ze sobą absolutnie bez myślenia. Ile razy zabrałem pilota do kuchni kiedy szłem po wodę do serialu. Nie mówię że tak jest, ale zanim uznamy że to niewyjaśnione, to ta opcja musi być wykluczona. Tunia, czy jesteś w stanie powiedzieć z ręką na sercu że przez cały dzień nikt nie był w sypialni ani na górze w ogóle?
No i właśnie to jest ten problem z metodą obserwacji bez kontroli. Notatki są ok ale to tylko połowa roboty. Żeby naprawdę coś z tego wyciągnąć, trzeba by postawić jakiś przedmiot w widocznym miejscu, oznaczyć go np. kawałkiem taśmy na podłodze, i zanotować pozycję. Potem sprawdzić po kilku godzinach. Coś w stylu minimalnego eksperymentu. Inaczej to zawsze będzie można tłumaczyć własną niepamięcią.
Bernadetka ma rację w tym sensie że jeśli teoria jest nieweryfikowalna to jest bezużyteczna poznawczo. Ale Tunia nie musi teraz rozstrzygać czy to duch czy nie, ona ma rozgryźć co się dzieje w jej domu i warto podejść do tego pragmatycznie. Tunia, czy miałaś kiedyś podobne epizody, np. kilka lat temu w tym samym domu albo w poprzednim miejscu zamieszkania?
Zastanawiam się nad czymś innym. Tunia napisała że ma to uczucie bycia obserwowaną w kuchni. Kuchnia to w wielu tradycjach przestrzeń szczególna, centrum domowego ogniska, miejsce gdzie zbiera się energia rodziny. Czy kuchnia jest tam gdzie najczęściej znikają rzeczy, czy to przypadkowe?
Wie co, to uczucie obserwowania w kuchni mnie trochę niepokoi, bo sama miałam coś takiego przez kilka miesięcy i okazało się potem że to był zupełnie inny problem niż się spodziewałam. U mnie się okazało że to była kwestia pewnej blokady emocjonalnej związanej z tym miejscem, coś trudnego co tam się wydarzyło. Czy kuchnia ma dla ciebie jakieś szczególne znaczenie, coś się tam działo ostatnio?
A ja mam pytanie może głupie, ale czy robiliście kiedyś jakiś remont albo coś zmieniali w tym domu? Bo czytałam że remonty potrafią 'obudzić' rzeczy które były uśpione, szczególnie w starszych budynkach. Nie wiem czy to prawda ale gdzieś to widziałam.
O, przepraszam że nie odpisałam na to. Tak, mieliśmy malowanie ścian na wiosnę i wymieniliśmy podłogę w salonie. To było kilka miesięcy temu. Nie wiem czy to ma związek, zjawiska zaczęły się mniej więcej w lecie, więc jakiś czas po remoncie.
No to jest jednak istotna informacja. Wymiana podłogi to ingerencja w strukturę budynku, dosłownie podnosiło się i wyrzucało materiał który był tam może kilkadziesiąt lat. Nie mówię że automatycznie to coś wyzwala ale w kontekście starszego budownictwa to jest czynnik który bym odnotował.
A przepraszam, bo jestem ciekaw, czy to musi być 'duch' w sensie osoby czy to może być coś bardziej jak… energia miejsca? Czytałem że miejsca mają swoją pamięć i jak się coś zakłóci to reagują. Nie wiem czy to ma sens w tym kontekście, pytam bo naprawdę nie znam się na tym.
