A ja mam głupie pytanie - jeśli ta obecność jest przy krześle, to czemu czuć ją przy łóżku a nie przy samym krześle? Nigdy nie pomyslałam że to tak działa, myślałam że duch stoi w jednym miejscu.
To budzenie się w tym momencie - to też coś. Hilary, czy budzisz się spokojnie czy z takim uczuciem, że coś przerwało sen? I czy po przebudzeniu od razu czujesz to zimno?
Mam pytanie może trochę z boku, ale czy ktoś z was miał tak, że obecność dawała jakiś sygnał zanim pojawiło się zimno? Coś jak ostrzeżenie? Pytam bo zastanawiam się czy tutaj jest jakaś kolejność, czy wszystko przychodzi naraz.
To poczucie czyjejś obecności przed fizycznym sygnałem jest jedną z bardziej charakterystycznych rzeczy, o których słyszę. To nie wyobraźnia, to odbiór. Mamy zmysły, których na co dzień nie słuchamy, i właśnie w takich momentach się odzywają. Mam pytanie do ciebie - czy ta rozmowa, którą chciałeś przeprowadzić z dziadkiem, masz już jakiś pomysł jak to zrobić? Czy to dla ciebie coś naturalnego, czy zupełnie nowe terytorium?
To co napisałeś na końcu, Hilary, jest ważniejsze niż myślisz. To 'żeby po prostu powiedzieć' - to jest właśnie jeden ze sposobów, w jaki takie rzeczy mogą się zamknąć. Nie rytuał, nie świece, tylko rozmowa. Ale mam pytanie, zanim ktokolwiek coś zaproponuje - czy dziadek zostawił jakieś niedokończone sprawy, o których wiesz? Coś, co mogło go trzymać?
Też chciałam zapytać o to samo. Bo jeśli to rzeczywiście on, to ta figura stojąca i milcząca w snach jakoś mi podpowiada, że coś jest nierozwiązane. Takie duchy z czegoś tkwią, nie?
I to może być właśnie ten haczyk. Nie mówię że dokumenty mają moc same w sobie, ale poczucie winy z twojej strony i niedokończona sprawa między wami - to potrafi budować coś w rodzaju mostu, który sam w sobie nie daje spokoju żadnej ze stron. Hilary, czy te dokumenty nadal masz?
A co gdybyś je zabrał blisko krzesła? Albo po prostu powiedział na głos że je masz i że żałujesz? Pytam serio, bo słyszałam że takie przyznanie się w przestrzeń działa inaczej niż tylko myślenie o tym.
Dobrze to czujesz. Przedmiot jest pretekstem, a nie przyczyną. To co Hilary opisuje z winą, z odkładaniem, z tym że nie zdążył - to jest rdzeń. Dokumenty mogą pomóc jako gest, ale gest musi iść razem ze słowami.
Hilary, a czy kiedyś rozmawiałeś z dziadkiem o tej sprawie z dokumentami? Zanim umarł mam na myśli. Bo jeśli nie, to może on w ogóle o tym nie wie że żałujesz?
To brzmi jak odpowiedź na pytanie dlaczego ta obecność nic nie mówi. Jakby czekała aż ty zaczniesz. Hilary, rozumiem że się boisz gadać do pustego pokoju, ale co jeśli właśnie ta cisza jest odpowiedzią na twoją ciszę?
Przepraszam że się wtrącam, bo zupełnie nie znam się na duchach, ale to co piszesz Tajemniczka - to jest niesamowite jak logicznie brzmi. On nie mówi, bo Hilary nie powiedział. Czy tak to właśnie działa?
Hilary, nie musisz odpowiadać jeśli nie chcesz, ale zastanawiam się - czy jak sobie teraz wyobrażasz że mówisz to dziadkowi, to czujesz coś w klatce piersiowej? Takie ściśnięcie albo coś? Pytam bo czasem samo wyobrażenie daje sygnał.
To chyba już nie jest pytanie czy to on, tylko co zrobić żeby mu i sobie ulżyć. Hilary, czy masz w domu coś, co należało do dziadka poza krzesłem? Coś osobistego?
Mam zegarek. Nosił go całe życie. Leży w szufladzie razem z tymi dokumentami, bo nie wiedziałem co z nim zrobić. Nie chciałem go wyrzucić ani oddać.
Zegarek to ważne. Przedmiot noszony przy ciele przez lata, który zatrzymał się razem z nim. Pytanie do ciebie, Hilary - czy chciałbyś go nosić, czy raczej chciałbyś go postawić gdzieś i zostawić w spokoju? To dwa różne kierunki i żaden nie jest zły, ale mówi coś innego.
I to pytanie warto przemyśleć powoli, nie odpowiadać od razu. Hilary, nie musisz decydować tu i teraz. Ale to co powiedziałeś o szufladzie - i zegarek, i dokumenty zamknięte razem - to też jest jakiś obraz tego co czujesz wobec tej całej sprawy. Zamknięte, ale nie oddane.
Myślę o tym co napisał Pustelnik. Zamknięte, ale nie oddane. To trochę boli jak tak to zobaczyłem. Nie wiem czy to ja zamknąłem siebie, czy jego, czy nas oboje.
To zdanie które napisałeś - 'nie wiem czy zamknąłem siebie czy jego' - jest według mnie kluczowe. Bo te dwie rzeczy mogą iść razem. Pytanie do ciebie, Hilary: czy od czasu jak zaczęły się te noce z obecnością, coś w tobie się zmieniło? Chodzi mi o to, czy gdzieś na co dzień czujesz się jakoś inaczej niż wcześniej?
To że strach maleje to ważny sygnał. Nie zawsze oznacza oswojenie się z czymś szkodliwym - często to oznacza że coś między wami się zmieniło. Że relacja przeszła w inną fazę. Hilary, a to zimne miejsce w łóżku - czy jest zawsze po tej samej stronie, czy zdarzyło się że pojawiło się gdzie indziej?
To jest szczegół który warto zapamiętać. Stałe miejsce to co innego niż przypadkowy chłód z okna albo z wentylacji. Mam pytanie do ciebie, Hilary, trochę inne - czy dziadek miał swoje stałe miejsce w domu, gdzie siadał, spał, coś robił? Czy to łóżko w którym teraz śpisz, cokolwiek ma wspólnego z nim lub z przestrzenią którą zajmował?
To co napisałeś o prawej stronie jego łóżka - to jest bardzo konkretna informacja. Nie wiem jak inni, ale dla mnie to nie jest przypadkowe. Jakby przyniósł ze sobą swoje miejsce, swój nawyk. Czy ktoś tutaj miał podobny przypadek gdzie coś tak przychodziło z konkretnym, powtarzalnym detalem?
A czy ktoś wie czemu akurat detale są takie ważne? Pytam bo wydaje mi się że to idzie pod prąd temu co sobie wyobrażam o duchach - że są wszędzie i nie mają konkretnej formy. A tu wychodzi na to że są bardzo konkretne.
Przepraszam że przerywam, ale to co teraz powiedział Pustelnik - że to są wzorce, nie zjawisko jako takie - to mi coś kliknęło. Czy to znaczy że to bardziej coś w Hilarym niż coś w pokoju? Pytam bo nie jestem pewna czy to ma znaczenie czy nie.
Hilary, wróćmy do zegarka na chwilę. Powiedziałeś że nie wiedziałeś co z nim zrobić. Ale teraz, po tej rozmowie - masz jakieś przeczucie? Nawet małe, nawet nielogiczne?
Nie wiem skąd to, ale brzmi to jak odpowiedź którą już masz w sobie. Hilary, a czy jak go ostatnio widziałeś - nawet tylko otwierając szufladę - to cokolwiek poczułeś? Jakoś szczególnie, fizycznie, w środku?
To nie jest bez sensu. Odwracanie wzroku od czegoś co boli to normalny odruch. Ale może właśnie dlatego to nie przechodzi - bo ty z jednej strony chcesz żeby było już spokojnie, a z drugiej dosłownie odwracasz wzrok. I on - jeśli to on - też widzi tę szufladę i to omijanie.
