Dam znać, Pustelniku. Obiecuję. Nie wiem jeszcze co czuję po tej rozmowie, ale jest inaczej niż przed. Jakby coś się poruszyło. Nie w pokoju - we mnie.
To co napisałeś, że poruszyło się w tobie, a nie w pokoju - to jest chyba najważniejsza rzecz jaką powiedziałeś w tym wątku. Czy czujesz że to dobrze, że się poruszyło? Czy raczej niepokojąco?
To że chcesz i boisz się jednocześnie - wydaje mi się że to jest właśnie dobry moment, nie zły. Zazwyczaj jak obydwa te uczucia są razem, to znaczy że się jest tuż przed czymś ważnym. Hilary, jak weźmiesz ten zegarek - czy byłbyś w stanie opisać potem co poczułeś trzymając go w rękach?
Nie spieszmy go. On sam powiedział kiedy - czuje że powinien go wziąć. To nie znaczy że ma to zrobić teraz, w środku nocy, przy otwartej przeglądarce. Czasem lepiej poczekać na moment który nie jest wymuszony rozmową.
Leżeć bez ruchu przez całą noc - to brzmi naprawdę wyczerpująco. Ale mam pytanie, może głupie - czy jak chłód był do rana, to potem znikał? Jak wschodziło słońce, coś się zmieniało?
To co mówisz o poranku - to mi daje do myślenia. Wiele tradycji mówi że wschodnia pora doby jest jakby barierą, że pewne rzeczy nie przechodzą przez nią tak samo. Nie twierdzę że wiem co to jest u ciebie, ale wzorzec nocny jest tutaj wyraźny. Czy dziadek miał jakiś stosunek do pory dnia? Był wieczornym człowiekiem, czy raczej wstawał wcześnie?
Dziadek był zdecydowanie wieczorny. Chodził spać późno, zawsze. Mówił że noc to jedyny spokojny czas. Teraz jak to czytam co Klimcia napisała, to mi się robi zimno, ale inaczej.
To zdanie, że noc to jedyny spokojny czas - to jest bardzo silne. Jakby zabrał to ze sobą. Hilary, czy rozmawiałeś kiedyś z dziadkiem o tym co będzie po śmierci? Czy miał jakieś poglądy, wierzył w coś konkretnego?
Że będzie pilnował - to jest bardzo konkretna zapowiedź. Nie każdy odchodzi mówiąc coś takiego. Czy pamiętasz czy mówił to do ciebie konkretnie, czy do wszystkich w rodzinie?
To jest serce tej całej sprawy, myślę. Nie zegarek, nie zimne miejsce, nie prawa strona łóżka. To zdanie i ta chwila przy nim. Czy jest możliwe, Hilary, że ty od tamtej chwili po prostu czekałeś aż to się stanie? Że gdzieś w sobie wiedziałeś że przyjdzie?
Nie wiem czy czekałem. Ale chyba nie byłem zaskoczony. Jak poczułem to po raz pierwszy po jego odejściu, to pierwsza myśl była - to ty. Nie przestrach, nie pytanie co to jest. Po prostu - to ty. Dopiero potem przyszedł strach.
Pierwsza myśl przed strachem - to jest bardzo ważne. Strach to warstwa wtórna, często kulturowa, narzucona. To co przyszło pierwsze, to co powiedziałeś instynktownie do siebie - to brzmi jak rozpoznanie, nie jak nieznajome zjawisko.
To zdanie Klimci o rozpoznaniu zostało ze mną. Że strach był wtórny. To jest dokładnie to. Jak teraz o tym myślę, to pierwsze co poczułem to było coś w rodzaju ulgi. Jakby potwierdzenie że dotrzymał słowa. I dopiero potem się przestraszyłem, bo nie wiedziałem co z tym zrobić.
Ulga jako pierwsza reakcja - to jest bardzo znaczące. Chcę zapytać o coś co może wydać się dziwne: czy w tej chwili gdy leżysz i czujesz chłód po prawej stronie, masz poczucie że to jest obecność spokojna? Czy raczej jest w tym jakieś napięcie, jakieś oczekiwanie z tamtej strony?
To jest ważne rozróżnienie, które właśnie zrobiłeś. Napięcie jest twoje, nie jego. Pytanie które mi się nasuwa - czy to napięcie zmienia się z biegiem czasu? Czy jest tak samo silne jak na początku, czy może zacząłeś się z tym czymś oswajać?
Chyba macie rację. Pierwsze tygodnie to było coś co nie dawało mi spać normalnie - leżałem sztywno, oddychałem płytko. Teraz... leżę, czuję to i myślę. Nie zamieniam się w kamień. Może to jest właśnie oswajanie.
A czy śnisz o dziadku? Pytam bo sama miałam tak że w snach najpierw pojawiała się osoba, zanim w ogóle zaczęłam cokolwiek czuć na jawie. Ciekawe czy u ciebie to idzie w jakąś konkretną stronę.
Ten opis snu - siedzenie przy stole, cisza, spokój - to jest jeden z najczęstszych wzorców gdy mówi się o snach w kontekście odwiedzin. Nie gadulstwo, nie dramatyzm, tylko zwykła obecność. Czy pamiętasz czy w tym śnie była jakaś pora - dzień czy noc w środku tego snu?
Złote swiatło przez zasłony, spokojny wyraz twarzy - jak to opisujesz to mam takie uczucie że on chciał żebyś widział go normalnie, bez tego wszystkiego co z chorobą i odejściem. Że dał ci jego wersję jak go pamiętałeś na co dzień. Nie wiem czy to ma sens co mówię.
Właśnie to mnie zastanawia z tym zegarkiem. Hilary - powiedziałeś że leży w szufladzie. Czy to ta sama szuflada co wcześniej, kiedy dziadek żył? Czy to ty go tam schowałeś po jego śmierci?
To że wybrałeś tę samą szufladę bez świadomego planu - to jest interesujący szczegół. Nie mówię że to cokolwiek przesądza, ale często robimy rzeczy które mają wewnętrzną logikę zanim zdamy sobie z tej logiki sprawę. Może ten zegarek trafił tam gdzie powinien.
Nie. Wziąłem go, otworzyłem szufladę i położyłem. To trwało może pięć sekund. Nie myślałem. A teraz siedzę i czytam co piszecie i nie mogę się ruszyć z miejsca.
Hilary, gdzie teraz jesteś fizycznie? Pytam serio - czy siedzisz przy biurku, leżysz, jesteś w tej samej sypialni?
Hilary, po północy, w sypialni, prawa strona zimna. Czytam to i mam gęsią skórkę. Nie w złym sensie. Czy teraz, kiedy to piszesz, czujesz tę obecność?
To nie brzmi absurdalnie. Brzmi bardzo konkretnie. I coś mi mówi, że sam fakt że to piszesz tutaj, o tej godzinie, w tym miejscu - to nie jest przypadek. Czy miałeś jakiś impuls żeby otworzyć laptopa, czy robiłeś to mechanicznie?
To co opisujesz - działanie bez wyraźnego impulsu, późna pora, temperatura po prawej - nie chcę tego jakoś nadmiernie interpretować, bo ryzyko że zbudujesz sobie narrację jest tutaj realne. Ale powiedz mi jedno: czy ta prawa strona jest zimna zawsze, czy tylko kiedy to czujesz?
A ten zegarek w szufladzie - szuflada jest w tej sypialni? Czy w innym miejscu w mieszkaniu? Bo jeśli jest w tym samym pokoju co łóżko to masz tam już dość dużo warstw naraz.
