To co mówisz o ciszy i skupieniu bardzo mi daje do myślenia. Siedziałam teraz i próbowałam sobie przypomnieć kiedy w ostatnim czasie byłam tak naprawdę cicho, bez telefonu, bez serialu w tle, sama z myślami. I szczerze, rzadko. Może to jest właśnie ten warunek? Nie wiara, nie otwarcie, tylko po prostu cisza?
Tak, siedziałem w kompletnej ciszy, nawet telewizor był wyłączony, co mi się rzadko zdarza wieczorami. Dziękuję że o to pytasz, bo dopiero teraz to sobie uświadamiam w taki pełny sposób. Nie wiem czy to ważne, ale telefon leżał ekranem do dołu na stole, nie dotykałem go od może godziny.
No dobra, ale ekranem do dołu to normalnie powinno wyciszać powiadomienia, nie? W sensie w większości telefonów jest taka opcja. Może po prostu coś wyłączyło tryb wyciszenia?
Okej, to faktycznie jest inaczej niż myślałam. Plik lokalny poza playlistą... to znaczy że musiał się uruchomić bezpośrednio, nie przez żadną kolejkę. Nie wiem jak to wyjaśnić technicznie. Nie mówię że nie da się, ale nie mam gotowej odpowiedzi.
Wracając do pytania Glicyni o ciszę, bo to mnie nie opuszcza. W tradycjach z którymi pracuję cisza nie jest tylko brakiem dźwięku, jest rodzajem przestrzeni. I nie chodzi o to że kontakt jest łatwiejszy kiedy jest cicho, ale że w hałasie budujemy grubą warstwę między sobą a tym co czujemy. Zlata siedział w ciszy i był z myślami o tej osobie. To może być istotne.
Ja przy kluczach nie byłem w żadnej szczególnej ciszy, akurat wróciłem z pracy i rozpakowywałem torbę. Więc może to nie jest warunek konieczny? Chyba że ta sytuacja sama w sobie była jakimś otwarciem którego nie nazwałem ciszą, ale które nim było.
Chcę wrócić do czegoś co powiedziała Glicynia na początku, o tym że te zdarzenia skupiają się w momentach kiedy jesteśmy sami. Mam pytanie do wszystkich którzy opisywali swoje doświadczenia: czy byliście wtedy sami? Lalik, Paprotka, Gabrysia, czy ktoś jeszcze był w pobliżu?
U mnie byłam sama, środek nocy, nikogo w mieszkaniu. Ale zastanawiam się teraz czy gdyby ktoś był ze mną, to by to usłyszał tak samo jak ja, czy może inaczej by to odebrał. Albo w ogóle by nie zwrócił uwagi.
Byłem sam w domu. Ale właśnie zastanawiam się czy obecność kogoś drugiego by to przerwała, czy może po prostu oboje byśmy się przejęli. Nie wiem.
A to jest ciekawe pytanie bo Bogusia wspomniała wcześniej o tym czy odbiorca musi być otwarty. Ale teraz myślę, czy dwie osoby mogą być jednocześnie otwarte w tym samym momencie? Czy to w ogóle się zdarza? Czy ktoś ma taką relację gdzie coś podobnego zauważyli razem?
ja miełem raz z bratem jednoczesnie, oboje usłyszelismy cos w tym samym pokoju, nie była to muzka ale stukanie i oboje sie obejrzeliśmy. potem się okazało ze to było w srodku nocy dokladnie rok po tym jak umarła mama. to sie naprawde zdarza ze dwie osoby naraz
I właśnie z tym stukaniem to jest kolejny wątek, bo tu nie ma muzyki, nie ma konkretnej piosenki którą można przypisać do osoby. Talizman, czy wasza mama miała jakiś zwyczaj stukania, jakiś gest charakterystyczny, który mógłby się z tym łączyć? Pytam bo w tym wątku cały czas wracamy do tego że zdarzenia są jakoś osobiste, dopasowane.
rozmawialismy z bratem, ale dopiero rano. w nocy zaden z nas nic nie powiedzial, tylko sie obejrzeliśmy i tyle. jakby oboje wiedzieli ze to wazne i nie chcieli zepsuc. mama miala taki zwyczaj ze stukala w futyryne drzwi jak wchodzila do pokoju, dwa razy, zawsze dwa. i to bylo dokladnie takie stukanie.
To co Talizman opisuje z tym milczeniem i potem tą jedną rozmową rano, to mi się bardzo łączy z tym co Zlata przeżył. Też nie ma prostego wyjaśnienia, ale w obu przypadkach jest jakiś moment kiedy człowiek wie że to nie było przypadkowe, jeszcze zanim zacznie to analizować. Zlata, czy u ciebie było podobnie, ta pierwsza myśl zanim zacząłeś szukać w historii telefonu?
Tak, dokładnie. Jeszcze zanim w ogóle wzięłem telefon do ręki to wiedziałem. Taka pewność bez dowodu, co brzmi pewnie absurdalnie, ale tak to czułem. Dopiero potem zacząłem sprawdzać, właściwie chyba po to żeby mieć coś konkretnego jak ktoś zapyta. Bardzo dziękuję że o to pytasz, bo sama ta kolejność, najpierw wiedzieć, potem sprawdzać, to mi teraz dużo mówi o tamtej chwili.
Ale właśnie ta pewność bez dowodu to jest coś o czym chciałabym się upewnić że dobrze rozumiem. Czy to znaczy że już w momencie kiedy grała piosenka od razu pomyślałeś o tacie, czy może to przyszło chwilę potem? Pytam serio, bo to duża różnica.
U mnie było tak samo, jednocześnie. Ale zastanawiam się czy to nie jest po prostu bardzo szybkie skojarzenie, tak szybkie że wydaje się jednoczesne. Nie mówię że tak jest, tylko że sama nie wiem jak to odróżnić od środka.
Ale to rodzi kolejne pytanie, bo skoro dwie osoby to inna rozmowa, to dlaczego właściwie zakładamy że sam odbiór musi być subiektywny? Mam na myśli, jeśli Talizman i jego brat oboje to słyszeli i oboje skojarzyli, to w jakim sensie to jest tylko wewnętrzne przeżycie? To coś zdarzyło się w przestrzeni między nimi.
Właśnie dlatego żałuję że u mnie z tymi kluczami byłem sam. Bo teraz nie mam jak tego sprawdzić inaczej niż własną pamięcią, a własna pamięć to słaby dowód na cokolwiek, to rozumiem.
Chcę wrócić do czegoś co zostało powiedziane przy kluczach i przy piosence Zlaty, bo nikt tego jeszcze wprost nie postawił. Kilka osób tu opisywało sytuacje gdzie rzeczy tworzyły jakiś układ, linię, figurę. Czy ktoś z was sprawdzał czy te układy miały coś wspólnego z tym jak ta osoba żyła, jakiś jej nawyk, coś co robiła rękami?
Przepraszam że wchodzę w środek, ale to pytanie Jarzyny bardzo mnie uderzyło. Ojciec miał nawyk układania rzeczy w pewien sposób, zawsze symetrycznie, zawsze coś na środku i coś po bokach. Nigdy tego nie nazwałem trójkątem, ale teraz jak o tym myślę... Bardzo dziękuję za to pytanie, bo naprawdę otworzyło coś w moim rozumowaniu.
Zlata, poczekaj, bo to jest ważne. Mówisz że ojciec układał symetrycznie, coś na środku i coś po bokach. Czy rzeczy które znalazłeś po tym zdarzeniu z piosenką, czy one też były w jakimś układzie? Nie pytam o piosenkę, pytam o przestrzeń wokół ciebie w tamtej chwili.
Kometka, to pytanie mnie zatrzymało. Naprawdę muszę się cofnąć myślami. W tamtej chwili byłem w kuchni, stałem przy zlewie. Na blacie obok leżały trzy rzeczy, które tam zostawiłem wcześniej: kubek, scyzoryk ojca i jego zegarek. Nigdy specjalnie ich nie układałem, po prostu tak leżały. Ale teraz jak piszesz... kubek był na środku. Po obu stronach scyzoryk i zegarek. Boże. Tak to leżało. Dziękuję że zapytałaś, bo sam bym do tego nie dotarł.
poczekaj chwilę z tym. Czy te rzeczy leżały tak zanim usłyszałeś piosenkę, czy zauważyłeś ten układ dopiero po? To jest bardzo ważne rozróżnienie i proszę żebyś się nad tym naprawdę zastanowił, nie odpowiadaj od razu.
To co Zlata opisuje z tym układem trzech rzeczy, środkowy element i dwa boczne, to jest symetria która pojawia się w bardzo wielu relacjach tego typu. Nie mówię że to od razu dowód na cokolwiek, ale chciałabym się upewnić: czy te przedmioty były jego? Wszystkie trzy?
Ta kwestia z trzema przedmiotami i symetrią bardzo mi się łączy z czymś, o czym czytałam przy okazji analizowania ułożeń rytualnych, ale nie chcę od razu przeskakiwać do wniosków. Lalik, wróćmy na chwilę do ciebie, bo Jarzyna pytała o klucze, a ty nie odpowiedziałeś do końca. Czy one też były w trójce, w jakiejś symetrii?
Piolun ma rację że to ważne pytanie, ale jest coś jeszcze. Zlata powiedział że ojciec miał nawyk układania symetrycznie. Lalik, czy twoja mama miała jakiś podobny nawyk z kluczami, z rzeczami w ogóle?
