Muzyka była jak kilka dni po pogrzebie, zdjęcia jakieś dwa tygodnie później. Więcej na razie nic, przynajmniej nic co bym rozpoznał. Choć po tym wątku przyznam że patrzę na wszystko trochę inaczej. Dziękuję Gienia za to pytanie, bo sam się nad tym nie zastanawiałem tak konkretnie.
U mnie te klucze w linii zdarzały się może ze trzy, cztery razy przez pierwsze dwa miesiące. Potem ustało. Czy to oznacza że ten kontakt po prostu... wygasł?
Słucham tego co Lalik mówi i mam takie skojarzenie. Zdarzyło mi się że pewien przedmiot, nie będę wchodzić w szczegóły, dawał znaki przez kilka tygodni, a ja go ignorowałam. Jak w końcu usiadłam i po prostu powiedziałam na głos że słyszę i rozumiem, to ustało. Może jest w tym coś? Że trzeba dać jakiś sygnał zwrotny?
To co Paprotka opisuje jest ciekawe, ale właśnie dlatego ostrożnie podchodziłabym do wyciągania wniosków. Kiedy szukamy wzorów, zaczynamy też przypisywać przyczynowość rzeczom które mogły być niezależne. Lalik, czy w tym czasie gdy klucze przestały się przestawiać, coś się zmieniło u ciebie? W twoim podejściu, nastroju, czymkolwiek?
I tu wrócimy do starego pytania, tylko z innej strony. Jeśli przestajemy to widzieć kiedy jesteśmy mniej skupieni na stracie, to czy te znaki wciąż są, a my je pomijamy? Czy naprawdę ustają? Tego chyba nie da się rozstrzygnąć.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam pytanie, może trochę nie na miejscu. Czy ktoś próbował świadomie wywołać taki kontakt, np. przez muzykę? Puścić ulubioną piosenkę tej osoby i czekać czy coś się wydarzy?
Szczepan pyta o coś co mi samemu przez głowę przeszło. Ale jakoś nie byłem w stanie tego zrobić. Ta piosenka zagrała sama, bez mojego udziału, i to właśnie sprawiło że to było tak uderzające. Gdybym ją sam włączył, to by już nie było to samo. Chyba bałbym się rozczarowania.
Zlata właśnie to napisał to co ja czuję, że te spontaniczne zdarzenia mają inną wagę. Ja też miałam coś podobnego, muzyka, nie tutaj może o tym pisałam, i gdyby to był zwykły algorytm w telefonie, to bym może zapomniała. Ale to było zupełnie inne urządzenie, stary radioodbiornik, który od miesięcy nie działał.
Radioodbiornik stał na półce od lat i był nieużywany, nie pamiętam żeby ktokolwiek go włączał odkąd przeprowadziliśmy się do tego mieszkania. Nagle zaczął odbierać, sam z siebie, w środku nocy. Konkretna stacja, konkretna piosenka. Nie wiem jak to inaczej opisać.
Dobra, ale żeby nie odchodzić za daleko od tematu Zlaty, bo Gabrysia opisuje bardzo podobną rzecz. Muzyka, niespodziewany moment, urządzenie które normalnie milczy. Czy to znaczy że to jedna kategoria zjawisk? Zlata, jak myślisz, czy twoja piosenka i to co Gabrysia opisuje, to brzmi podobnie?
Szczepan zadał bardzo dobre pytanie, bo ja właśnie siedzę i porównuję. U mnie to był telefon, u Gabrysi stary radioodbiornik. Inne urządzenia, inny czas, ale to poczucie że coś przyszło z zewnątrz, a nie że urządzenie po prostu zadziałało, wydaje mi się podobne. Bardzo mi się ucieszyłem że Gabrysia to napisała.
Zauważam że w obu przypadkach pojawia się ten element niespodziewaności i nocnej ciszy. Zlata, o jakiej porze u ciebie grała ta piosenka? Bo zastanawiam się czy to jest coś co pojawia się częściej w określonych momentach doby.
Ja miałem te klucze w linii zawsze kiedy szedłem do kuchni rano, więc w ciągu dnia. Ale byłem wtedy taki trochę... oderwany od rzeczywistości przez pierwsze tygodnie. Może to nie jest kwestia pory tylko tego w jakim się jest stanie?
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę zapytać o coś czego nie rozumiem. Mówicie o kluczach w linii, o radioodbiorniku, o muzyce w telefonie. Czy te rzeczy są w jakiś sposób ze sobą połączone, czy to po prostu różne kategorie znaków? Bo ja jestem trochę zagubiona tym co do czego należy.
Właśnie w swoich notatkach mam zaznaczone że w tym wątku pojawiły się trzy rodzaje zdarzeń. Muzyka, która gra bez powodu. Przedmioty, które przesuwają się w geometryczne wzory. I urządzenia, które włączają się same. Zastanawiam się czy ktoś miał wszystkie trzy rodzaje, bo to mogłoby coś powiedzieć o tym czy to jeden mechanizm.
Czy te geometrycyzne wzory o ktróch mówicie, linia, trójkąt, krąg, mają jakei znaczenie w tradycjach ezoterycznych? Pytam bo czytałem gdzieś o symbolice kręgów ale nie pamiętam kontekstu.
Mam pytanie do Bogusi, bo to co napisałaś o linii jako połączeniu mnie zatrzymało. Czy w tym kontekście, kiedy przedmioty układają się w linię, to mogłoby oznaczać że ta osoba próbuje wskazać kierunek? Albo że jest właśnie tutaj, w tej linii między nami a nią?
Dobra, próbuję poukładać sobie to co tu czytam. Mamy muzykę która gra sama, przedmioty w geometrycznych kształtach, urządzenia które się włączają. I teraz te kształty mają swoje znaczenia w tradycjach ezoterycznych. Ale mam pytanie, czy ktoś wie kiedy po raz pierwszy zaczął łączyć te zdarzenia z osobą która odeszła? Czy to było od razu, czy dopiero po czasie?
To jest naprawdę świetne pytanie, bo u mnie to nie było od razu. Najpierw byłem po prostu zaskoczony że telefon grał, dopiero po chwili dotarło do mnie że to właśnie ta piosenka. I wtedy coś we mnie powiedziało że to nie przypadek. Ale nie wiem czy to była intuicja czy po prostu chciałem żeby to miało sens. Bardzo wdzięczny za to pytanie Glicynia, bo nigdy tak tego sobie nie układałem.
Właśnie, i tu jest problem który mnie zatrzymuje. Mówisz że coś w tobie powiedziało że to nie przypadek. Ale jak to odróżnić od zwykłego mechanizmu w głowie, który szuka wzorców, bo tak działa ludzki mózg po stracie? Pytam serio, nie żeby podważać, bo sama nie wiem jak bym to rozróżniła.
Myślę że to co mówi Kalinowa jest uczciwe i nie powinniśmy tego zbywać. Rzeczywiście nie mamy narzędzia które pozwoliłoby nam powiedzieć: to był sygnał, a tamto był przypadek. Ale chcę zapytać Zlaty o coś innego. Czy po tym zdarzeniu z telefonem miałeś poczucie spokoju, czy raczej niepokoju? Bo zastanawiam się czy reakcja emocjonalna mówi coś o tym jak to odczytujemy.
U mnie z kluczami było podobnie. Nie bałem się, choć może powinienem się przestraszyć że coś się układa samo. Raczej miałem wrażenie że to jest... normalne? Jakby to miało prawo być. Dopiero kiedy powiedziałem to znajomemu to zorientowałem się że to brzmi dziwnie.
To co Lalik opisuje brzmi dla mnie znajomo. Ja też miałam takie zdarzenie po stracie bliskiej osoby, nie muzyka i nie klucze, ale świeca która zgasła i zapaliła się sama, i też nie byłam zaskoczona. Jakby to było coś oczekiwanego. Zastanawiam się czy ta gotowość na przyjęcie znaku sprawia że go dostrzegamy, czy też może jesteśmy gotowi właśnie wtedy kiedy coś naprawdę się dzieje.
Zaraz, zaraz, bo tu robimy duży skok. Bogusia mówiła o uwadze w kontekście przedmiotów magicznych. Ale tutaj mówimy o zdarzeniach które, przynajmniej według relacji, zachodzą bez udziału obserwatora. Telefon Zlaty zagrał kiedy nikt go nie obserwował. Klucze Lalika ułożyły się kiedy nikt nie patrzył. Więc czy uwaga odgrywa tu rolę, czy tylko przy interpretacji?
No właśnie, bo to jest kluczowa różnica. Jedno to czy coś się dzieje, drugie to czy to zauważamy. Zlata, czy mogłeś nie zauważyć tej piosenki? Czy gdybyś był w innym pokoju albo spał, to by po prostu zagrała i tyle?
Mnie ta myśl też uderzyła. U mnie z radiem, byłam akurat w tym pokoju i dlatego usłyszałam. Ale potem zaczęłam się zastanawiać czy to się zdarzało wcześniej kiedy byłam w innej części mieszkania. I nie wiem. To jest trochę niekomfortowe uczucie, że możesz przegapiać coś co jest do ciebie kierowane.
Właściwie to co Piolun mówi łączy mi się z czymś. Zlata napisał na początku że siedział sam z myślami kiedy zagrała ta piosenka. Lalik wspomniał że był oderwany od rzeczywistości. Gabrysia była sama w pokoju w środku nocy. Czy to oznacza że takie momenty, kiedy jesteśmy wyciszeni i samotni, to te w których... coś może do nas dotrzeć? Albo które my sami bardziej otwieramy?
