Nie wiem czy to dobre miejsce żeby o tym pisać, ale muszę się z kimś podzielić. Trzy tygodnie po śmierci taty zaczął mi grać głośnik bluetooth w salonie. Sam z siebie, bez żadnego telefonu w pobliżu, bez sparowanego urządzenia. I nie grała jakaś losowa piosenka - grała jego ulubiona, ta którą zawsze nucił przy goleniu. Stałem tam jak wryty. Głośnik potem sam się wyłączył. Czy ktoś miał coś podobnego?
Czytam i mam ciarki. U mnie po śmierci babci przez kilka tygodni sama się włączała stara radiostacja w kuchni, ta na kabelek, nawet nie bluetooth. Zawsze wieczorem. Zawsze ta sama godzina mniej więcej. Nie powiem żeby mnie to uspokoiło, raczej przestraszyło, ale teraz myślę że może to był jej sposób na powiedzenie że jest.
To naprawdę ciekawy przypadek. Ale zanim ktoś zacznie to od razu tłumaczyć jako kontakt z duchem - mam pytanie do Zlaty: czy ten głośnik miał wcześniej jakieś problemy techniczne? Bo zdarza się że urządzenia bluetooth łapią sygnał z sąsiednich sieci czy zapamietanych urządzeń. Pytam nie żeby podważać, po prostu warto wiedzieć czy to się powtarzało.
To co opisujesz z piosenką której nie miałeś w żadnej playliście - to jest kluczowy szczegół. Technicznie głośnik mógłby złapać sygnał z zewnątrz, ale konkretny utwór który nigdy nie był na tym urządzeniu to już inna historia. Skąd miałby ten utwór załadować?
Miałam podobną sytuację po śmierci mamy. U mnie nie grała muzyka, ale zegarek który od lat stał bez baterii nagle zaczął chodzić dokładnie w dniu jej urodzin. Może brzmi banalnie, ale zegarek był w szufladzie, nikt go nie dotykał. Więc rozumiem to uczucie gdy rzeczy dzieją się same.
A czy ktoś sprawdzał może czy takie rzeczy dzieją się o konkretnych porach? Bo czytałem gdzieś że duchy najłatwiej manifestują się między trzecią a piątą rano albo około południa. Ciekawi mnie czy u was to było przypadkowe czy jakoś powtarzające się.
Tak, u mnie to było zawsze między osiemnastą a dziewiętnastą. Dokładnie o tej porze babcia zawsze gotowała kolację. Może to nie godzina sama w sobie jest ważna, tylko moment który był dla tej osoby charakterystyczny?
Zatrzymajcie się chwilę bo wątek idzie w kierunku godzin i to mnie trochę niepokoi. To mit że duchy mają jakieś stałe okienka czasowe. Nie ma na to żadnego potwierdzenia w tradycji ani w praktyce. Mnie bardziej interesuje co się dzieje z przedmiotami. Zlata - czy coś jeszcze się przesunęło, spadło, ułożyło inaczej niż zostawiłeś? To ważne.
No właśnie. To jest coś o czym rzadko się mówi głośno, ale widzę to regularnie w relacjach osób które przeżyły stratę. Rzeczy które spadają albo się przesuwają, bardzo często tworzą jakiś wzór - linię, trójkąt, okrąg. Nie leżą losowo. To jest jeden z tych szczegółów który moim zdaniem najsilniej przemawia za tym że coś się faktycznie dzieje, bo żaden wiatr ani drganie podłogi nie ułoży zdjęć w trójkąt.
Zaraz zaraz, bo to mnie zatrzymuje. Skąd właściwie wiadomo że te wzory są nieprzypadkowe? Mam na myśli - jak oceniamy czy coś leży w trójkącie czy po prostu w trzech różnych miejscach na podłodze? Pytam serio, nie złośliwie. Czy jest jakiś sposób żeby to rozróżnić?
Trójkąt w symbolice duchowej pojawia się bardzo często i ma różne znaczenia w zależności od tradycji. Wierzchołek skierowany ku górze to często symbol połączenia ze światem niematerialnym, przejścia. Ale zanim będziemy to interpretować - czy te trzy zdjęcia to były zdjęcia konkretnych osób? Rodziny, taty? Bo to może mieć znaczenie dla interpretacji.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale to z tym układaniem rzeczy w wzory to naprawdę spotykane? Bo u mnie po śmierci dziadka kilka razy znajdowałem klucze ułożone jeden za drugim w linii prostej na stole, a wiem że je rzucam byle gdzie. Myślałem że śnię albo ktoś mi je przestawia, ale mieszkam sam. Nie wiedziałem że to może mieć jakieś znaczenie.
Czytam ten wątek od początku i zastanawiam się nad jedną rzeszą - czy te manifesstacje zawsze są spokojne? Bo Zlata pisze o muzyce i zdjęciach, Lalik o kluczach, Gabrysia o radiu. To wszystko brzmi łagodnie. Ale czy może się zdarzyć że duch daje znaki w bardziej... niepokojący sposób? Pytam bo mam koleżankę która przeżyła coś co ją wystraszyło i nie wiem jak to ocenić.
Właśnie weszłam na ten wątek i siedzę tu już z godzinę. Chciałam zapytać coś podstawowego bo dopiero zaczynam się tym interesować - czy te znaki zawsze pojawiają się od razu po śmierci czy mogą przyjść dużo później? I czy można je w jakiś sposób... wywołać? Czy to zawsze inicjatywa tej drugiej strony?
Glicynia, to nie jest jedno pytanie tylko dwa zupełnie różne rzeczy, więc może po kolei. Znaki po śmierci mogą pojawić się niemal natychmiast, ale też po kilku tygodniach albo miesiącach. Nie ma tu żadnej reguły. Natomiast jeśli chodzi o wywoływanie - tutaj bym była ostrożna. Istnieje różnica między otwarciem się na kontakt a aktywnym przywoływaniem. Co konkretnie miałaś na myśli mówiąc 'wywołać'?
To ciekawe co Glicynia mówi, bo intuicyjnie ma w tym sens - ale z drugiej strony te relacje które tu słyszę, od Zlaty, od Lalika, od Gabrysi, wszystkie wydarzyły się bez żadnego 'otwierania się'. Spontanicznie. Więc może gotowość emocjonalna nie jest warunkiem koniecznym?
Dokładnie tak jak Jarzyna mówi, ja absolutnie nic nie robiłem, nie myślałem o żadnym kontakcie, właściwie byłem wtedy zmęczony i chciałem po prostu usiąść w ciszy. I nagle ta muzyka. Więc może to oni decydują kiedy, a nie my? Dziękuję Glicynia za to pytanie bo sam się nad tym nie zastanawiałem.
Ale tu jest coś co mnie zatrzymuje. Jeśli to oni decydują kiedy, to skąd wiedzą że my jesteśmy na to gotowi? Albo czy w ogóle sprawdzają? Bo Zlata mówi że był zmęczony i chciał spokoju, a dostał coś zupełnie innego. To niekoniecznie brzmi jak komunikacja dostosowana do odbiorcy.
Właśnie, to co Zlata mówi jest ważne. Czytałam kiedyś że stany zmęczenia i półsnu to takie momenty kiedy jesteśmy mniej zabarykadowani, jeśli tak to można nazwać. Rozum odpuszcza kontrolę i wtedy sygnały mają łatwiejsze przejście. Nie wiem czy to prawda ale mi to zawsze wydawało się logiczne.
Ja kiedy znajdowałem te klucze w linii to zawsze było rano, zaraz po wstaniu. Też taki moment gdy nie jesteś jeszcze do końca przytomny. Może w tym coś jest co Dalia mówi?
Ale czekajcie, bo wchodzimy w trochę inne tereny. Pytanie Glicyni było o wywoływanie, a teraz rozmawiamy o porach. To dwie różne rzeczy. Wróćmy na chwilę do tego co Jarzyna powiedziała wcześniej, bo mnie to nie daje spokoju. Jarzyna, napisałaś że widzisz te wzory regularnie w relacjach osób po stracie. Jak dużo takich relacji zebrałaś? Czy jest może coś wspólnego poza samym kształtem?
Słucham tego i mam pytanie do Jarzyny i Bogusi jednocześnie. Czy w tych kilkudziesięciu relacjach które znacie, wzory pojawiają się tylko raz czy powtarzają się wielokrotnie? Bo u Zlaty mieliśmy muzykę, potem zdjęcia w trójkącie. Dwa zdarzenia różnego typu. Ciekawe czy to zawsze jest seria czy bywa pojedyncze.
To bardzo dobre pytanie, bo ja właśnie się zastanawiam czy to jest koniec czy coś jeszcze nastąpi. Szczerze mówiąc od kiedy znalazłem te zdjęcia patrzę na wszystko inaczej. Sprawdzam czy coś się nie przesunęło, czy coś nie spadło. Może źle robię?
Zlata, nie wiem czy źle czy dobrze, ale rozumiem to uczucie. Sam bym pewnie tak samo robił. Mam inne pytanie, trochę z boku, ale czy te zdjęcia które były w trójkącie to były konkretne zdjęcia z tą osobą, czy przypadkowe?
To co Zlata napisał właśnie wydaje mi się ważniejsze niż sam kształt trójkąta. Nie spadły przypadkowe zdjęcia, tylko konkretne. Jak duża była ta szafka? Stało tam więcej zdjęć?
No właśnie i to jest właśnie ten szczegół który zawsze pojawia się w takich relacjach. Nie wszystko spada, nie losowo, tylko coś wybranego. Piolun wcześniej pytała jak odróżnić wzór od przypadku, myślę że właśnie tutaj jest odpowiedź. Przypadek nie selekcjonuje.
Chcę wrócić do pytania Gieni, bo nikt na nie nie odpowiedział do końca. Gienia pytała czy wzory powtarzają się wielokrotnie czy tylko raz. Jarzyna, co ty na to? Bo ja ze swoich obserwacji mam wrażenie że zwykle jest seria, potem cisza. Ale nie wiem czy to reguła.
