Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie które mnie nurtuje od początku. Czy ktoś z was ma doświadczenie że takie pierwsze dotknięcie przedmiotu po długim czasie było też jakimś momentem gdzie poczuło się... obecność osoby? Pytam bo to się łączy z początkiem tematu, z tym dzieckiem i imieniem. Czy to może być ta sama energia w różnych formach?
To zimno na rękach i bezruch w klatce piersiowej - to nie jest reakcja strachu, to jest reakcja rozpoznania. Ciało wie. I to że się nie bałaś, to jest bardzo ważna informacja. Strach pojawia się przy tym co nam zagraża albo co jest obce. A to nie było obce, prawda?
Nie. Nie było. To było... znajome. Jak zapach domu z dzieciństwa, wiesz? Nie potrafię tego inaczej opisać. Znajome i bardzo tęskne jednocześnie.
Bożenka, to 'znajome' - powiedz mi czy to uczucie miałaś kiedyś wcześniej po jej odejściu? Czy to był pierwszy raz właśnie przy tym dziecku?
To rozróżnienie które właśnie zrobiłaś jest kluczowe - we śnie, przez zapach, i nagle przez dziecko które mówi na głos. To jakby trzy różne kanały. Joasia, jak ty to interpretujesz? Czy to może być eskalacja próby nawiązania kontaktu?
A czy ktoś z was wie dlaczego akurat dzieci? Bo słyszałem coś o tym że dzieci są bardziej otwarte na takie rzeczy, ale nie wiem czy to jest coś potwierdzonego w waszym doświadczeniu czy tylko taka ogólna opowieść.
O Boże. Zupełnie jakby nic. To mnie najbardziej uderza w całej tej historii. Że dla niego to była naturalna obserwacja, nie zdarzenie. Bożenka, ile to dziecko ma lat i skąd mogło znać to imię? Słyszało je wcześniej od dorosłych?
To jest właśnie ta synchronizacja o której pisałaś na początku. Cztery lata, obce dziecko, imię którego nie mogło znać. To już nie jest zbieg okoliczności który można zbagatelizować. Kminek, czy w kontekście energii przedmiotów - różaniec leżący przy łóżku, to czy on mógłby być jakimś punktem zakotwiczenia dla tej obecności?
Pięćdziesiąt lat codziennej modlitwy. To jest ogromny ładunek intencji i emocji w jednym przedmiocie. Nie dziwię się że nie możesz go dotknąć, Bożenka - to jest jak dotknięcie całego jej życia duchowego naraz.
Wracam do tego dziecka i do tego co powiedziała Joasia o poszerzaniu kanałów. Bo mam takie skojarzenie z tarotem - jest karta Gwiazdy, i ona często pojawia się w kontekście komunikacji przez nieoczekiwane formy. Nie mówię że należy teraz rozkładać karty, ale zastanawiam się czy Bożenka miała ostatnio jakieś sny o mamie które mogły być próbą tego połączenia przed tym zdarzeniem z dzieckiem.
Przez szybę i nie słyszysz - to jest jeden z najczęstszych obrazów kiedy kontakt jest chciany ale coś go blokuje. I teraz słyszę całość: sny przez szybę, potem dziecko mówi na głos, różaniec w szufladzie nietykalny. Bożenka, czy ty sama czujesz że jest coś co chciałabyś jej powiedzieć a jeszcze nie powiedziałaś?
Jest coś co blokuje. Joasiu, dokończyłaś zdanie pytaniem i nie umiem na nie nie odpowiedzieć. Tak. Czuję że sama jakoś tego nie puszczam. Że może jestem tym problemem, nie brakiem jej chęci. Że ona próbuje a ja... stoję z tymi drzwiami w snach zamknięta od swojej strony.
To jest bardzo ważne co teraz powiedziałaś. Ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - mówisz że blokujesz, bo nie dajesz sobie pozwolenia na kontakt? Czy raczej że coś w tobie się cofa ze strachu? Bo to są dwie różne rzeczy i każda wymaga czegoś innego.
Obie. Ale jak naprawdę siedzę z tym teraz... chyba bardziej to drugie. Że jak uwierzę, to co wtedy? Co ja z tym zrobię? Nie mam żadnych narzędzi, nie wiem jak rozmawiać, nie wiem czy w ogóle można rozmawiać. I boję się że uwierzę, otworzę się, i nic. Że to był jeden raz i nigdy więcej.
To co opisujesz to jest chyba największy lęk w takich sytuacjach. Że się otworzymy i zostaniemy z ciszą. Ale Bożenka, pomyśl o tym tak: to dziecko powiedziało imię. Raz. I to wystarczyło żebyś tu była i rozmawiała z nami tyle dni. Może ona nie potrzebuje wielkiego kanału, tylko żebyś nie uciekała.
Chcę. Chcę bardzo. Tęsknie za nią tak że czasem wchodzę do kuchni i stoję i nie wiem co przyszłam zrobić. Ale chcę jej żywej, rozumiesz? A tu jest coś innego. I nie wiem czy potrafię się z tym pogodzić że to co mogę mieć to... echo.
Echo. Bożenka, to słowo mnie zatrzymało. Bo ja też straciłam kogoś bliskiego i pamiętam dokładnie to uczucie, że cokolwiek dostanę to nie będzie tamto. Ale z czasem zaczęłam rozumieć że może nie chodzi o to żeby dostać to samo, tylko żeby nie zamknąć się na to co jest. Przepraszam że się wtrącam tak osobiście.
Nie wtrącasz się, to ważne co mówisz. Mam pytanie do Krysi i w ogóle do wątku - czy ten ból że 'to nie to samo' w jakiś sposób przeszkadza w kontakcie? Tzn. czy można jednocześnie tęsknić za żywą osobą i być otwartym na to co przychodzi po jej odejściu?
Można, ale to nie jest łatwe i wymaga czasu. Igorek, żeby odpowiedzieć konkretniej - żałoba i otwarcie na kontakt nie muszą się wykluczać, ale często jeden blokuje drugi. I nie ma w tym nic złego. Bożenka, jak dawno odeszła mama? Nie pytam żeby liczyć, tylko żeby rozumieć gdzie jesteś z tym.
Jedenaście miesięcy to jeszcze bardzo świeżo. I to zdanie 'może ma rację, ale to dziecko' - słyszę w nim że sama w sobie masz dwa głosy i że głos racjonalny nie wygrywa z tym doświadczeniem. Czy rozmawiałaś z mężem o tym co powiedziało dziecko, czy tylko ogólnie o snach i tak dalej?
To musi być samotne, Bożenka. Mieć takie doświadczenie i nie móc z nim zostać we dwoje z kimś bliskim. Chcę zapytać o coś innego, bo wraca mi ten różaniec. Leży w szufladzie nietykalny od jedenastu miesięcy. Czy kiedykolwiek miałaś poczucie że powinnaś go wziąć, ale się cofnęłaś? Co cię powstrzymuje?
Wracam tu po chwili i zastanawiam się nad tym co Bożenka powiedziała o snach. Trzy sny w tygodniu, mama w drzwiach, coś mówi przez szybę, nie słychać. Potem dziecko mówi imię. A różaniec leży zamknięty. Czy to możliwe że różaniec jest właśnie tym drzwiami? Że ona przez niego próbuje a Bożenka nie może go otworzyć?
Nie ma w tym nic głupiego. Trzymasz go przy sobie bo coś mówi żeby nie oddawać. I nie dotykasz bo coś innego mówi że jeszcze nie czas. Oba te głosy mają rację. Ale Bożenka, jestem ciekawa jednej rzeczy - jak wyobrażasz sobie moment kiedy go weźmiesz? Czy w ogóle możesz to wyobrazić?
Joasiu, dobre pytanie, czekam na odpowiedź razem z tobą. I mam do kompletu jeszcze jedno do Bożenki - czy modliłaś się kiedyś przy mamie kiedy ona trzymała ten różaniec? Tzn. czy jesteś dla niego kimś obecnym, czy ona go trzymała sama?
Modliłam się razem z nią. Trzymałyśmy go razem kiedy byłam mała, ona mnie uczyła. Pamiętam że miał inny zapach wtedy, ciepły, coś z kościoła. Więc tak, jestem dla niego kimś, nie jest obcy. I właśnie może dlatego go nie mogę dotknąć. Jakby dotknięcie go teraz było czymś co przyznam sobie, a nie jestem gotowa.
To co teraz napisałaś to jest coś innego niż wszystko wcześniej. Że uczyłaś się na nim modlitwy razem z nią. To nie jest jej przedmiot, to jest wasz przedmiot. Widzisz tę różnicę? Mam wrażenie że trzymasz go z daleka jakby był tylko jej, a on jest też twój.
Że ona jest już tylko w przedmiocie. Że żywa już nie wróci i że to jest wszystko co mam. Jak go wezmę to będę wiedziała że to koniec szukania. Że nie zadzwoni, nie przyjdzie, nie usiądziemy już razem w kuchni.
