Bożenka, siedziałam z tym co napisałaś i nie umiem tego puścić. Bo ja to znam. To nie jest strach przed różańcem, to jest strach przed żałobą do końca. I rozumiem. Ale zastanawiam się czy właśnie nie o to chodzi z tym dzieckiem i z całą tą historią. Nie żeby otworzyć drzwi, tylko żeby zamknąć te które są za tobą.
Igorek, to nie musi być jedno albo drugie. Ale do Bożenki mam teraz bardzo konkretne pytanie, bo ta rozmowa krąży i chcę ją uziemić. To dziecko powiedziało imię raz, tak? Czy cokolwiek jeszcze się zdarzyło od tamtego momentu, w domu, ze snami, gdziekolwiek, co mogłoby być powiązane?
Zapach bez źródła to chyba jedno z tych klasycznych rzeczy o których się słyszy. Bożenka, te perfumy znałaś dobrze, to był jej stały zapach czy coś wyjątkowego?
To jest już trzecia warstwa, Bożenka. Imię przez dziecko, sny z mamą przy drzwiach, teraz zapach. I wszystko przy tym samym różańcu w szufladzie nocnej, który jest tuż obok kiedy śpisz. Czy rozumiesz co próbuję powiedzieć? Nie chcę wyprzedzać, pytam czy sama coś widzisz.
To rozróżnienie które zadałaś to jest ważne, bo to nie jest to samo. Przedmiot naładowany silną obecnością może wysyłać coś sam z siebie, bez żadnego aktu woli z twojej strony. Ale zaproszenie to jest coś dwustronnego. Mam pytanie do Joasi i Kminki, bo nie jestem pewna swojej odpowiedzi, czy w przypadku przedmiotu tak bliskiego i tak długo trzymanego obok można w ogóle odróżnić te dwa tryby?
Chcę wrócić do zapachów bo mnie to zatrzymało. Zapach jest bardzo fizyczny, bardzo natychmiastowy, nie możesz go zracjonalizować tak łatwo jak sen. Bożenka, kiedy ten zapach był, poczułaś cokolwiek poza zapachem? Obecność, dotyk, temperaturę, cokolwiek zmysłowego?
Bożenka, to co opisujesz, spokój zamiast strachu, ciepło, łzy które były dobre, to brzmi dokładnie tak jak opisują to osoby które miały pewność. Nie strach, nie wątpliwości, tylko ta chwila. Słyszałaś wcześniej takie relacje od innych czy to cię teraz zaskakuje kiedy to czytasz napisane?
Zostań chwilę z tym pytaniem które sama sobie zadałaś. Bo my możemy analizować i Joasia może pytać i Kminek może szukać wzorców, ale to co teraz napisałaś, 'może wiedziałam', to jest coś twojego. Nikt ci tego nie powiedział.
I co teraz z tym zrobisz, Bożenka? Nie naciskam, nie mówię że czas na różaniec ani na żaden rytuał. Pytam serio co chcesz z tym zrobić. Bo jesteś w innym miejscu niż kiedy tu przyszłaś z tym pytaniem o dziecko.
Nie wiem co z tym zrobić. Filomena pyta i to jest dobre pytanie, bo ja tu przyszłam z jednym zdarzeniem, z tym dzieckiem i imieniem, a teraz siedzę i myślę że to była tylko pierwsza rzecz z całego szeregu. Różaniec leży. Spałam przy nim całą noc i nic nie zrobiłam.
To że nic nie zrobiłaś to też jest decyzja, Bożenka. I może potrzebna. Ale chcę zapytać o jedno, bo nie powiedziałaś tego wprost. Ta chwila w kuchni z zapachem i ciepłem i płaczem który był dobry, czy po tym poczułaś że coś się zamknęło, czy że coś się otworzyło?
Czyli to nie było pożegnanie. To był kontakt. To ważne rozróżnienie i myślę że całą tę sytuację z różańcem trzeba przez to przeczytać jeszcze raz. Kminek, co o tym myślisz? Bo ja mam swoje zdanie ale chcę usłyszeć jak ty to widzisz.
Bliżej przy drzwiach to znaczy że wchodzi czy że jest inaczej ustawiona? Bo to nie jest mały szczegół, kierunek i odległość w snach to często jedyne co się zmienia kiedy coś się przesuwa.
To jest naprawdę duża zmiana. I zbiegła się w czasie z kuchnią i zapachem. Chcę zapytać czy to cię cieszy czy niepokoi, bo to nie jest oczywiste i nie chcę zakładać.
Dlaczego miałoby nie cieszyć? Szczerze pytam, bo sama bym się ucieszyła myślę. Czy to jest coś religijnego, że czujesz że nie powinnaś się cieszyć z takiego kontaktu?
I tu wracamy do różańca. Bo on leży i czeka i jest jej, i jest przy tobie, i ona się przesuwa w snach coraz bliżej. To nie wygląda jak coś co samo się rozwiąże jeśli nic nie zrobisz. Iwetka, zgadzasz się?
Jedno i drugie. Iwetka ma rację że przestrzeń się rozszerzyła. Joasia ma rację że zakotwiczenie działa dalej. To nie musi być sprzeczne. Bożenka, czy w tej kuchni jest cokolwiek jej? Cokolwiek co zostało, filiżanka, ścierka, cokolwiek?
Czekajcie, filiżanka i różaniec to dwa jej przedmioty w tym samym domu. Czy to ma znaczenie że są dwa? Pytam serio bo nie wiem czy to wzmacnia coś czy komplikuje.
Regularnie. Codziennie rano. Miała tę filiżankę od lat, nie wiem skąd, nie pytałam. Pamiętam jak była ciepła zawsze w jej rękach, bo grzała je o boki.
To jest piękne i smutne jednocześnie. Ale wracam do pytania Alusii, bo mnie też to nurtuje, czy te dwa przedmioty jakoś na siebie działają? Bo jeśli różaniec przyciągał coś przez tyle czasu, to może filiżanka robiła to samo, tylko niezauważalnie?
Albo właśnie dlatego że schowana, a nie porzucona, trzymała coś spokojnie. Iwetka, jak ty to widzisz, czy ukryty przedmiot działa inaczej niż ten który jest na widoku?
Zatrzymuję się tu na chwilę. Bożenka, zapach pojawił się przy szafce, przy filiżance, ale nie otworzyłaś wtedy tej szafki? Czy tylko stałaś obok?
To zmienia układ. Jeśli nie był lokalny tylko rozlał się po całym pomieszczeniu, to nie wychodził z szafki, tylko z przestrzeni. Albo użył filiżanki jako punktu wejścia i rozszedł się. Kminek, to możliwe?
A co właściwie znaczy dla tego co robić dalej? Przepraszam że pytam tak wprost, bo trochę się gubię, czy tu chodzi o to żeby coś zamknąć, coś otworzyć jeszcze bardziej, czy po prostu pozwolić żeby samo szło?
Ale zanim pójdziemy w stronę działania, chcę zapytać o jedno. Bożenka, wspomniałaś wcześniej że wychowałaś się z myślą że umarli śpią i nie należy ich budzić. Czy ta myśl teraz cię powstrzymuje? Czy tylko o niej wspomniałaś, a w środku chcesz kontaktu?
Nie ma się czego wstydzić. Naprawdę. Ja też po śmierci mojej siostry czułam coś podobnego i myślałam że to egoizm, że nie chcę puścić. Ale to nie jest egoizm. To miłość która nie wie dokąd iść.
Słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i mam jedno pytanie do Bożenki. To dziecko które powiedzało imię na początku, czy od tamtego zdarzenia powiedziało coś jeszcze, jakieś inne słowo, inne imię, czy to był jednorazowy moment?
