Mam pytanie, może naiwne, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Piszesz że mama nic nie mówiła w tych snach. A ta niedokończona rozmowa - czy mama wiedziała za życia że jest niedokończona, czy to coś co zostało niedopowiedziane z twojej strony bez jej wiedzy?
To brzmi jakby ta obecność była właśnie próbą podtrzymania tej otwartej przestrzeni. Że mama nie zamknęła, nawet teraz. Kminek pytała wcześniej czego mama może chcieć - czy to mogłoby być właśnie to? Żebyś ty zrobiła ten krok, który wcześniej odłożyłaś?
A czy ktoś tu ma doświadczenie z tym, że po takiej rozmowie - powiedzmy do zdjęcia, do grobu - te zjawiska ustępowały? Pytam serio, nie sceptycznie. Ciekawy jestem czy jest jakaś prawidłowość.
Chcę tu doprecyzować, bo boję się że idziemy za szybko w stronę 'co zrobić'. Bożenka - czy ty w ogóle czujesz się gotowa na taki krok? Bo to jest jedno pytanie. Drugie jest takie - czy chcesz żeby ta obecność ustąpiła, czy raczej jest ci z nią... nie wiem jak to nazwać, jakoś potrzebna?
To jest bardzo uczciwa odpowiedź. I myślę że dużo mówi o tym gdzie teraz jesteś. Czy rozmawiałaś z kimś bliskim o tej niedokończonej sprawie? Nie musisz mówić co, tylko czy w ogóle jest ktoś kto wie.
Przepraszam że wchodzę tu z boku, ale to co napisała Bożenka - 'znowu stracić' - to mnie zatrzymało. To nie brzmi jak problem paranormalny. To brzmi jak żałoba, która jeszcze trwa. I zastanawiam się czy te zjawiska nie są w jakiś sposób z tym połączone. Nie mówię że nieprawdziwe, tylko że może jedno nakłada się na drugie?
Chcę dopowiedzieć co urwało mi się w poprzednim poście - nie mówię że to NIE jest kontakt z mamą. Mówię że żałoba i kontakt mogą być jednocześnie prawdziwe. I jedno drugiemu nie zaprzecza. Ale Bożenka, to co powiedziałaś o 'znowu stracić' - czy ty w ogóle pozwoliłaś sobie naprawdę ją opłakać? Nie przy ludziach, nie przy siostrze, ale naprawdę?
Szczerze? Nie wiem. Pogrzeb, potem organizacja wszystkiego, potem siostra miała ciężki czas, potem dzieci, potem praca. Gdzieś po drodze ten płacz jakoś... nie przyszedł. Albo przychodził w nocy i starałam się go przeganiać, bo rano musiałam wstać i funkcjonować.
To jest bardzo ważna rzecz którą właśnie powiedziałaś. I chcę zapytać wprost - czy myślisz że ta niedokończona rozmowa z mamą ma związek z tym, że nie pozwoliłaś sobie płakać? Że może jedno blokuje drugie?
Znam to uczucie z własnego doświadczenia. Mój ojciec umarł i przez kilka miesięcy byłam jak automat. Dopiero kiedy znalazłam coś jego - starą czapkę - to się otworzyło. Bożenka, czy masz jakiś przedmiot po mamie który trzymasz blisko siebie, czy raczej unikasz takich rzeczy?
Ten różaniec mnie zastanawia. Dlaczego odłożyłaś? Co poczułaś kiedy wzięłaś go do ręki?
To nie brzmi głupio, to brzmi jak przedmiot który przechowuje energię osoby. Takie rzeczy często są bardzo mocno 'naładowane' właśnie uczuciami i wspomnieniami. Mam pytanie - czy mama często używała tego różańca? Czy to była ważna dla niej rzecz?
To jest przedmiot który przeszedł przez trzy pokolenia. To jest zupełnie co innego niż zwykła pamiątka. Iwetka, masz rację że takie rzeczy mogą 'przechowywać' coś. Ale Bożenka - czy zastanawiałaś się dlaczego akurat ten różaniec wylądował u ciebie? Kto go dał?
Przepraszam że się wtrącę z takim podstawowym pytaniem, ale - jeśli kontakt przez dziecko siostry jest możliwy, to czy ten różaniec mógłby być jakimś... przejściem? W sensie, nie wiem jak to ująć, ale skoro siostra go dała, a kontakt idzie przez siostrę i jej dziecko, to może tu jest jakaś nitka?
Słucham od dłuższego czasu i mam jedno spostrzeżenie. Za każdym razem kiedy rozmowa dochodzi do tego kluczowego miejsca - ten moment kiedy Bożenka jest blisko powiedzenia czegoś - coś się zatrzymuje. Ten wzorzec powtarza się tu na forum tak samo jak chyba powtarzał się za życia mamy. Nie mówię tego złośliwie, mówię że to widać.
Nie. Z nikim. Wy jesteście pierwsi. Sama nie wiem dlaczego tu piszę, a nie gdzie indziej. Może właśnie dlatego że wy nie wiecie kto to jest ani kto ja jestem. Łatwiej.
To ma sens. Anonimowość pozwala mówić. Ale mam pytanie do pozostałych, bo sama nie wiem - czy jest jakaś praktyka, coś konkretnego, co pomogłoby Bożence podjąć ten krok bez wychodzenia z domu? Nie wiem, jakaś forma rozmowy z mamą przy tym różańcu, coś prostego?
Chcę. Ale się boję. Nie wiem czego dokładnie, ale czuję że jak zacznę, to nie wiem gdzie to pójdzie.
To jest uczciwa odpowiedź. I ta obawa jest ważna, nie należy jej omijać. Powiem co bym zaproponowała, a ty sama zdecydujesz czy to ma sens. Chodzi o bardzo prostą rzecz - wzięcie różańca do ręki i powiedzenie na głos jednego zdania. Nie modlitwy, nie rytuału. Po prostu zdania do mamy. Cokolwiek. Nawet 'nie wiem co powiedzieć'. Czy to brzmi zbyt prosto?
Słuchajcie, mam takie przeczucie że to nie jest przypadek. Że ona piszę teraz, kiedy jest sama i ma tę chwilę. Bożenka, czy ten różaniec jest teraz w tej samej szufladzie co zwykle? Pytam konkretnie, bo to ważne.
To że trzymasz go przy łóżku mnie zastanawia. Nocny stolik, sen, bliskość - to nie brzmi jak ukrywanie. To brzmi jak trzymanie blisko, ale z bezpieczną odległością. Czy tak to czujesz?
Przepraszam że wejdę z boku, bo jestem tu nowym głosem w tej rozmowie - ale to co Bożenka opisuje z tym różańcem, ta niemożność dotknięcia, to czy to jest normalne przy żałobie? Czy to jest coś co wasza magia by tłumaczyła inaczej niż psychologia? Bo ja naprawdę nie wiem i pytam szczerze.
Zgadzam się z Filomeną. Ale mam małe pytanie do Joasi - czy to zdanie do mamy ma być powiedziane na głos, czy może w myślach też działa? Pytam bo może dla Bożenki na głos byłoby trudniejsze i wolę żeby widziała opcje.
Ja się wtrącę z czymś prostym. Miałam podobnie z listem mojej mamy po jej odejściu. Wiedziałam że jest w szkatułce i przez rok nie otworzyłam. Aż pewnego dnia sama ręka sięgnęła. Może Bożenka poczeka na ten moment zamiast go wymuszać? Nie mówię że Joasia się myli, mówię że może ciało samo wie kiedy.
Czytam to wszystko i mam łzy w oczach już teraz, przy samym pisaniu. Chyba to mówi coś samo za siebie. Joasia, spróbuję. Powiedz mi tylko - co jeśli nic nie poczuję? Albo co gorsza, co jeśli poczuję za dużo?
Oba scenariusze są dobre. Serio. Nic - to też jest informacja, daje ci pewność że dasz radę to wytrzymać. Za dużo - to znaczy że coś ruszyło i to jest właśnie to miejsce gdzie jest ta niedokończona rozmowa. Nie musisz tego teraz całego przepracować. Jeden krok, jedno zdanie. Możesz tu wrócić i napisać co się stało.
I nie musisz tego robić teraz jeśli nie chcesz. Ale jeśli zdecydujesz się, to pamiętaj - nie ma tu złych odpowiedzi ciała. Cokolwiek przyjdzie, jest właściwe.
