To co Joasia opisuje z cofaniem się pola - to jest właśnie ta struktura ochronna, o której mówiła moja terapeutka. I teraz wracamy trochę do pytania, które zadałam na początku tego wątku, bo wreszcie zaczynam rozumieć: ta struktura nie jest problemem, który trzeba usunąć. Ona jest odpowiedzią na problem. Czy dobrze to rozumiem?
Tak, i to jest chyba najważniejsze zdanie w całym tym wątku. Ta struktura ochronna powstała po coś. Pytanie nie brzmi jak ją zdjąć, tylko co sprawić, żeby przestała być potrzebna. A to już jest zupełnie inne zadanie.
I chyba dlatego sama praca energetyczna bez psychoterapii może nie wystarczyć, tak? Bo praca energetyczna może zdjąć strukturę, ale nie usuwa powodu, dla którego powstała. I wtedy wraca, albo pojawia się gdzie indziej.
Nie powiedziałabym, że nic z tego nie wyniknie. Widziałam osoby, u których sama praca energetyczna dawała trwałe efekty. Ale przy głębszych traumach - tych, które naprawdę wryły się w pole - faktycznie często potrzeba czegoś więcej. Pytanie brzmi chyba nie 'czy terapia czy energetyka', tylko 'w jakiej kolejności i jak'.
Właśnie o to chodzi i wracam tu do sedna tematu, bo zaczęłam ten wątek od pytania o różnicę między zablokowaną a traumatyzowaną czakrą. I teraz widzę, że ta różnica przekłada się właśnie na kwestię kolejności i metod. Przy blokadzie można po prostu zacząć pracować. Przy traumatyzowanej - najpierw ocena, potem budowanie fundamentu, a dopiero potem ewentualne otwieranie. Czy dobrze rozumiem to co tu powiedzieliście?
Mnie też to pytanie zajmuje, ale od innej strony. Bo słyszę o tej ocenie stanu układu nerwowego i o budowaniu kontenera, ale jak ktoś idzie do bioenergoterapeuty, który nie ma wykształcenia psychologicznego - to skąd on w ogóle wie, że ma to robić? Czy to jest kwestia wyszkolenia, intuicji, czy po prostu doświadczenia?
Też się o to zastanawiam. Wchodzę do kogoś, kto pracuje 'z energią', ale nie wiem, co on właściwie widzi, co sprawdza, na jakiej podstawie decyduje co zrobić. Czy są jakieś pytania, które warto zadać przed sesją?
Ja akurat trafiłam na kogoś, kto mi powiedział wprost po pierwszej sesji, że moja Anahata wygląda na coś więcej niż blokada i że nie czuje się kompetentna, żeby iść głębiej bez wsparcia psychologa. Na początku byłam rozczarowana, ale teraz myślę, że to był sygnał, że warto jej zaufać. Czy to nie jest właśnie ta granica, o której mówi Joasia?
To ciekawe, bo to 'aktywne odpychanie' kontra zwykła blokada - czy to jest coś, co da się wyczuć wahadełkiem, czy tylko ręką? Pytam, bo wahadełkiem pracuję częściej niż dłonią i zastanawiam się, czy w ogóle byłbym w stanie wychwycić taką różnicę.
Wchodzę do tej rozmowy, bo ją obserwuję od dłuższego czasu i mam pytanie, które mi chodzi po głowie. Dużo tu pada o traumatyzowanych czakrach i strukturach ochronnych - ale czy ktoś słyszał o tym, że te struktury mogą być nie tylko w jednej czakrze? Mam na myśli coś jakby sieć powiązań między kilkoma centrami, gdzie jedno broni drugiego.
To jest właśnie ten wątek, który chciałam poruszyć i o którym wspominałam w opisie tematu - te dwie sieci energetyczne. Moja terapeutka mówiła, że czasem trauma nie siedzi w jednej czakrze, tylko tworzy coś w rodzaju wzorca rozpiętego między kilkoma. I że to jest trudniejsze do pracy, bo ruszenie jednego elementu może destabilizować inne. Czy ktoś ma z tym doświadczenie?
To co opisujesz Faustynko brzmi jak coś, co niektórzy praktycy nazywają 'wzorcami kompensacyjnymi' - kiedy jedna czakra bierze na siebie obciążenie za zablokowaną lub traumatyzowaną inną. Na przykład gdy Anahata jest zamknięta po stracie, Manipura może być nadaktywna jako forma kontroli nad emocjami, które nie mogą przepłynąć przez serce. I wtedy pracując tylko z jedną, drugą się rozregulowuje. Czy twoja terapeutka coś takiego widziała u ciebie?
ma sens i jest to jedna z tych rzeczy, gdzie praca bottom-up, czyli od korzenia w górę, może być bezpieczniejsza przy traumie niż próbowanie naprawienia tego, co widać na wierzchu. Ale mam pytanie do ciebie - czy twoja terapeutka mówiła coś o tym, jak rozpoznała, że to właśnie taki wzorzec kompensacyjny, a nie po prostu niezależnie nadaktywna Manipura?
Czekajcie, bo chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Mówimy teraz o czymś, gdzie czakry wzajemnie na siebie wpływają i jedna może 'zastępować' drugą. Ale to chyba nie jest to samo co te dwie sieci, o których wspominała Faustynka na początku? Czy to są dwa różne zjawiska?
Bo jak słucham tej rozmowy, to mam wrażenie, że mówimy o dwóch różnych zjawiskach i czasem je mieszamy. Wzorce kompensacyjne między czakrami to jedno - to rozumiem jako coś, co dzieje się w obrębie jednego systemu. Ale Faustynka na początku wspominała o dwóch sieciach energetycznych jako czymś odrębnym. I chciałabym wiedzieć - czy to jest ta sama sprawa opisana innymi słowami, czy naprawdę coś innego?
Moja terapeutka rozróżniała te dwie rzeczy dosyć wyraźnie. Mówiła, że czakry to jeden system, a nadis - czyli kanały energetyczne - to drugi. I że trauma może zaburzyć oba jednocześnie, ale na różne sposoby. W czakrach widać to jako blokady lub te struktury ochronne, o których rozmawialiśmy. A w nadis jako coś, co ona nazywała 'nieciągłością przepływu' - jakby energia urywała się w miejscach, gdzie powinien być płynny ruch. Ale szczerze mówiąc, sama do końca nie rozumiem, jak to działa i dlatego w ogóle zaczęłam ten temat.
To rozróżnienie jest ważne i cieszę się, że wróciłyśmy do tego pierwotnego pytania. W tradycji jogicznej mamy właśnie te dwa nakładające się na siebie systemy - czakry jako centra przetwarzania energii i nadis jako kanały jej przepływu. Trzy główne nadis to Ida, Pingala i Shushumna, ale jest ich opisywanych znacznie więcej. I pytanie, które warto postawić w kontekście traumy brzmi: czy trauma zatka centrum, czy przetnie kanał, czy może jedno i drugie? Bo to nie jest pytanie teoretyczne - od odpowiedzi zależy, gdzie i jak pracować.
Dodam do tego coś z własnego doświadczenia, bo kiedyś miałam dokładnie to, co Tobiasz opisuje jako nieregularność. Przez długi czas myślałam, że mam problem z Vishuddhą, bo miałam kłopoty z wyrażaniem się. A potem terapeutka, u której byłam, powiedziała, że Vishuddha jest w porządku, tylko Ida jest jakby 'cichsza' po jednej stronie. I kiedy z tym zaczęłyśmy pracować, te problemy z komunikacją same zaczęły się układać. Więc to co Tobiasz mówi o tym, że można mylić źródło - jest bardzo realne.
To co piszecie trochę mnie niepokoi, bo pracuję głównie wahadełkiem i teraz zastanawiam się, czy w ogóle jestem w stanie zdiagnozować coś sensownie. Znaczy, wahadełko daje mi informację, że jakaś czakra ma problem, ale skoro nie odróżnia blokady od struktury ochronnej ani tym bardziej czakry od zaburzonego nadi - to może moje diagnozy są po prostu za płytkie?
To co Czarek napisał jest moim zdaniem bardzo mądrą obserwacją. Ja przez długi czas pracowałam sama z rytuałami i energią, myśląc że wiem co robię. A potem okazało się, że pewne wzorce, które 'czyściłam', wracały nie dlatego, że byłam nieskuteczna, tylko dlatego, że dotykałam objawu, a nie przyczyny. I dopiero praca z kimś, kto widzi więcej niż ja, pomogła mi zrozumieć, skąd te wzorce naprawdę są.
Ale jak to sprawdzić kogo wybrać? Bo czytam to i mam wrażenie, że żeby znaleźć 'prawdziwego' terapeutę energetycznego, który nie nawali, trzeba już być ekspertem. I trochę to błędne koło - idę do kogoś bo nie wiem, ale żeby wybrać dobrze, muszę wiedzieć. Jak wy to rozwiązałyście?
Mnie też to nurtuje. Szczególnie w kontekście traumy. Bo skoro sesja energetyczna może otworzyć coś, z czym osoba nie jest gotowa się zmierzyć - to chyba wyjątkowe ważne jest, żeby trafić na kogoś odpowiedniego. A skąd wiadomo kto to jest?
Wracając do pytania Denarka - ja trafiłam na moją terapeutkę przez kogoś znajomego, kto miał z nią długą pracę. I to chyba był klucz - nie szukałam przez internet na chybił trafił, tylko miałam rekomendację od kogoś, kto ją zna w działaniu. Nie mówię, że nie ma dobrych terapeutów bez takich rekomendacji, ale przy traumie ta weryfikacja przez kogoś zaufanego naprawdę dużo daje.
A co jeśli ktoś nie ma takich znajomych? Pytam serio, bo ja nie mam w swoim otoczeniu nikogo, kto chodziłby do bioenergoterapeuty. Jestem tu trochę po omacku i te wszystkie ostrzeżenia o złych terapeutach trochę mnie paraliżują, zamiast pomagać.
Słucham tej rozmowy i mam pytanie trochę z boku. Rozmawiamy dużo o terapeutach i sesjach, ale czy jest coś, co można zrobić samemu, żeby rozpoznać czy mamy do czynienia z traumą w czakrze czy 'zwykłą' blokadą? Nie żebym chciała sama to leczyć, tylko żeby wejść do terapeuty z jakimś rozeznaniem.
To co Tobiasz napisał bardzo mi pasuje do mojego własnego doświadczenia. Kiedy próbowałam sama medytować na Anahata po tej stracie, którą przeżyłam, to nie było tak, że nic się nie dzieje. Działo się za dużo i za gwałtownie. I właśnie to 'za dużo' było dla mnie pierwszym sygnałem, że tu nie wystarczy sama medytacja. Czy u innych też tak to wyglądało - ta gwałtowność jako sygnał?
To co Faustynka napisała o 'za dużo i za gwałtownie' - mogę zapytać, jak to wyglądało konkretnie? Bo ja też próbowałam medytować na czakrę serca i nie wiem, czy to co czuję to 'zwykłe ruszanie się blokady' czy właśnie ten sygnał, żeby się zatrzymać.
