Słuchajcie, mam pytanie do Tobiasza, bo nie odpuściłam tamtego wątku o nadis i czakrach. Czy traumatyczna blokada siedzi zawsze w czakrze, czy może siedzieć właśnie w nadis prowadzącym przez tę czakrę? Bo jeśli praca z czakrą serca nie daje efektów, to może problem jest gdzieś w kanale, nie w centrum?
To co Tobiasz pisze o 'konsekwencji a nie źródle' jest czymś, z czym się zetknęłam w praktyce. Pracowałam kiedyś z kimś doświadczonym, który powiedział, że moja Anahata wygląda dobrze - a problem był jakby obok niej, nie w niej. Wtedy nie rozumiałam co to znaczy. Teraz po tej rozmowie to zaczyna się składać. Czy ktoś jeszcze miał coś takiego?
Ten 'skręt' o którym Aldona mówi - to może być coś, co w niektórych systemach opisuje się jako zaburzenie biegunowości. Nie wszystkie nadis mają taki sam kierunek przepływu i jeśli coś odwraca ten kierunek - energia technicznie płynie, ale jakby pod prąd. Słyszałam o tym od mojej terapeutki. Mówiła, że to jest trudniejsze do pracy niż zwykła blokada, bo na poziomie objawów wygląda inaczej - nie ma zastoju, jest ruch, ale niekoniecznie w dobrą stronę.
To co Joasia opisuje jako 'ściana z drugiej strony' - to jest dobre określenie. Ja przez długi czas myślałam, że po prostu jestem zamknięta i trzeba mnie otworzyć. A potem okazało się, że problem nie był w tym, że jestem zamknięta, tylko w tym, że byłam jakby 'zablokowana w pozycji otwartej od zewnątrz, a zamkniętej od środka'. Nie wiem czy to ma sens jako opis, ale tak to czułam.
Słucham i mam wrażenie, że im dłużej czytam ten wątek, tym bardziej to wszystko jest skomplikowane. To chyba z jednej strony ciekawe, a z drugiej mnie trochę przytłacza. Czy wy - ci, co mają więcej doświadczenia - mieliście moment, kiedy ta złożoność was blokowała zamiast pomagać? Że wiedzieliście za dużo, żeby po prostu zacząć?
Mam takie pytanie, które może jest trochę z innej strony - czy naprawdę da się 'przypadkowo namieszać' robiąc medytację? Słyszę to ostrzeżenie w tym wątku kilka razy, ale zastanawiam się, czy to nie jest trochę przesadzone. Medytacja to medytacja, nie operacja na otwartym sercu.
Dobra, ale żeby nie zakończyć tamtego wątku bez puenty - rozumiem co Tobiasz mówi o ukierunkowanej pracy. Ale mam wrażenie, że często miesza się tutaj dwie rzeczy: samo skupienie uwagi na czakrze i aktywne 'forsowanie' jakiegoś efektu. To chyba nie jest to samo? Można siedzieć i oddychać z uwagą na serce bez żadnej intencji otwierania czegokolwiek.
To mnie trochę niepokoi, bo ja właśnie ostatnio zaczęłam skupiać się na okolicy serca podczas oddychania i raz mi się zrobiło bardzo smutno nagle, bez powodu. Czy to jest właśnie ta reakcja o której mówisz? Tzn. czy to znak że tam jest coś zablokowanego, czy że coś się otwiera, czy że robiłam coś źle?
To co Denarka opisuje - smutek, ciężkość, a potem ulga - u mnie było prawie identycznie na początku pracy z Anahatą. Moja terapeutka mówiła wtedy, że to 'echo', nie źródło. Że ciało pokazuje, co tam jest, ale jeszcze nie wypuszcza. Wejście głębiej wymagało czasu i konkretnej pracy, nie tylko oddechu.
A co znaczy 'echo, nie źródło'? Pytam bo nie rozumiem tej różnicy. Jeśli coś się pojawia i potem mija, to albo było i przeszło, albo jest dalej - jak można mówić że to tylko echo?
Czy ta 'warstwa wierzchnia' ma jakieś odpowiedniki w systemie nadis? Bo teraz myślę o tym co Tobiasz pisał wcześniej o traumie zagnieżdżonej w przepływie, nie w centrum czakry. Jeśli dobrze rozumiem - dotykając czakry oddechem możesz dosięgnąć nadis prowadzących do niej, ale nie samego zagęszczenia?
Czyli mówiąc wprost - wahadełko testujące środek czakry może pokazywać zielone, a problem siedzi w kanale dojazdowym? To trochę jak mierzenie ciśnienia na nodze kiedy korek jest w tętnicy szyjnej.
Właśnie dlatego tamten terapeuta, o którym wspominałam, skanował ręką szerszy obszar, a nie tylko punkt. I teraz rozumiem lepiej dlaczego - szukał nie centrum, tylko trajektorii. Skręt, który opisywał, był właśnie w tym 'kanale dojazdowym' jak to Czarek nazwał.
To mnie zawraca w tym wszystkim, że żeby wiedzieć do kogo iść, trzeba już dużo wiedzieć. A żeby wiedzieć dużo, trzeba mieć doświadczenie albo kogoś kto poradzi. Trochę błędne koło dla osób, które dopiero zaczynają. Jak wy na początku wybierałyście do kogo iść?
Dorzucę do kwestii wyboru terapeuty coś praktycznego: przy pierwszym kontakcie pytaj jak pracuje z traumą. Dobry terapeuta powie ci, że traumę traktuje ostrożnie, że nie 'otwiera' na siłę, że tempo ustalacie razem. Jeśli ktoś mówi, że 'wyczyści wszystko w jednej sesji' albo podobne rzeczy - to zły znak, niezależnie od tradycji.
Jeszcze jeden sygnał, który mnie osobiście alarmuje: kiedy terapeuta mówi że 'musi dojść do źródła' i robi to bez pytania cię o zgodę na każdym etapie. Przy traumie zagnieżdżonej w polu - o której tu tyle rozmawiamy - wejście głębiej bez gotowości osoby może wywołać reakcję dysocjacyjną. To nie jest teoria, to coś co obserwowałam.
Wracając trochę do tego co Joasia napisała o słuchaniu - moja terapeutka przy pierwszej sesji spędziła dosłownie pół godziny tylko na rozmowie, zanim w ogóle dotknęła pracy z polem. I właśnie pytała o to, co mnie do niej sprowadziło, co się działo w ciele, kiedy zaczęło. Dopiero potem powiedziała, że ma pewne obserwacje, ale je zweryfikuje w toku pracy. Nie ogłosiła diagnozy po pięciu minutach.
To co opisujecie brzmi bardzo różnie od tego co ja spotkałam przy jedynej wizycie u kogoś kto się ogłaszał jako bioenergoterapeuta. On przez całą sesję prawie nic nie mówił, tylko robił ruchy rękami nad moim ciałem, a na końcu powiedział że 'wyczyścił trzy czakry' i że 'powinienem wrócić za tydzień'. Nie powiedział które, dlaczego, co stwierdził. Nic. Czy to normalne?
Słuchaj Orlikowa, to że nie powiedział które czakry - to jest dla mnie czerwona flaga sama w sobie. Bo jak coś 'wyczyścił', to skąd masz wiedzieć co robić dalej, na co uważać, czy mogą być jakieś reakcje? Bez tej informacji każdy objaw po sesji jest dla ciebie ciemnością.
Ja miałam coś takiego, że po sesji u jednej pani przez kilka dni płakałam bez powodu i śniły mi się bardzo intensywne sny. Ona wcześniej nic nie powiedziała że tak może być. Trochę się przestraszyłam, nie wiedziałam czy to dobrze czy źle. Dopiero koleżanka mi wytłumaczyła że to pewnie 'oczyszczanie'. Ale sama bym chciała wtedy wiedzieć z góry.
tak, śniła mi się mama i kilka sytuacji z dzieciństwa. Nie jakoś straszne sny, raczej smutne. Budziłam się ze ściśniętym gardłem. Myślałam że to przypadek, ale teraz jak czytam tę rozmowę to zaczynam się zastanawiać czy to nie był właśnie ten 'echo' o którym wcześniej pisałaś.
Ścisk w gardle po snach o mamie i dzieciństwie - to mnie kieruje na Vishuddhę, nie tylko na Anahatę. Gardło to wyrażanie, ale też to co zostało powiedziane albo nigdy nie zostało powiedziane. Możliwe że nie ma tu jednej zablokowanej czakry, tylko linia idzie przez kilka centrów naraz?
Właśnie dlatego tamten terapeuta, kiedy skończył skanowanie, rysował mi coś w rodzaju linii na kartce - gdzie czuł przepływ, gdzie czuł blokadę, gdzie energia 'skręcała'. Powiedział że u mnie trajektoria szła od Muladhary do Vishuddhy, ale w Anahata był taki węzeł, gdzie jakby wszystko zatrzymywało się i zawracało. Nigdy bym tego sama nie zobaczyła.
To jest właśnie sedno tego wątku i bardzo dobre pytanie. Blokada ochronna i blokada traumatyczna to dwie różne jakości, choć wyglądają podobnie z zewnątrz. Ochronna - ciało zrobiło to świadomie, żeby przeżyć. Traumatyczna - ciało zatrzymało się w momencie, który minął, ale system nerwowy tego nie wie. I teraz właśnie chodzi o to, żeby nie 'wyważać' blokady ochronnej zanim ciało nie dostanie sygnału że jest bezpiecznie.
Dobre pytanie, bo odpowiedź nie jest prosta. Z tego co obserwuję i czytam na przecięciu somatoterapii i pracy energetycznej - sygnał bezpieczeństwa rzadko przychodzi sam, bez żadnej pracy. Natomiast niekoniecznie musi to być psycholog. Może to być terapia somatyczna, praca z oddechem, ale też coś tak przyziemnego jak regularne uziemienie i stabilność w codzienności. Ciało i pole energetyczne reagują na realne poczucie bezpieczeństwa, nie tylko na deklaracje 'jestem bezpieczna'.
Chcę tu dodać coś z własnego doświadczenia, bo to może być pomocne dla apolonii i dla Sodalitki. Kiedy moja terapeutka pracowała z tym węzłem - mniej więcej w obszarze Anahaty - powiedziała mi żebym zamiast próbować go 'otwierać' najpierw zapytała go dlaczego tam jest. I to brzmi może dziwnie, ale ta zmiana perspektywy dużo zrobiła. Zamiast walczyć z blokadą, zaczęłam jej słuchać.
Słuchać blokady? Jak to praktycznie wygląda? Bo rozumiem ideę, ale zupełnie nie wiem jak do tego usiąść.
