Przepraszam, że przerywam, ale wróćmy na chwilę do tego, co powiedział Czarek o dwóch różnych sieciach. Bo na początku tego wątku Faustynka pytała właśnie o to - czym się różnią i które są 'bardziej niebezpieczne'. I trochę zgubiliśmy ten wątek. Czy ktoś może to jakoś podsumować co wiemy do tej pory?
Okej, to jest metafora, którą rozumiem. Ale jak ten żołnierz się dowie, że można skończyć? Co jest tym sygnałem dla energetycznej struktury ochronnej, że już jest bezpiecznie?
Mam wrażenie, że to co opisuje Joasia bardzo koresponduje z tym, co w procesach astrologicznych obserwuję przy trudnych tranzytach Saturna przez IV dom. To daje podobny wzorzec - izolacja wewnętrzna jako odpowiedź na zagrożenie, które minęło, ale zostało zapisane w strukturze. Nie twierdzę, że astrologia to wyjaśnia, ale te wzorce się pokrywają.
Szczerze? Po pierwszych dwóch sesjach czułam się gorzej, nie lepiej. Większy niepokój, takie rozedrganie. Terapeutka mówiła, że to normalne, że jak system zaczyna się ruszać po długim czasie, to najpierw jest dezorganizacja. Ale to było trudne, bo człowiek liczy, że po sesji będzie lepiej, a tu gorzej. Teraz, po kilku sesjach, jest... inaczej. Nie mogę powiedzieć, że świetnie, ale ta szklana szyba jakby straciła trochę grubości.
To co opisujesz, to dezorganizacja przed reorganizacją, i zgadza się z tym, co znam. Ale mam do ciebie konkretne pytanie: ta praca na sesjach jest tylko energetyczna, czy terapeutka dotyka też warstwy emocjonalnej, psychologicznej? Bo zastanawiam się, czy przy tym co opisujesz od początku, sama praca energetyczna wystarczy.
Terapeutka dotyka obu warstw, ale nie jednocześnie. Najpierw praca energetyczna, potem rozmowa o tym, co się pojawiło. Ona to nazywa 'integracja po sesji'. Czy to odpowiada na twoje pytanie, Aldona? Bo mam wrażenie, że pytasz o coś konkretniejszego.
Tak, pytam właśnie o to, czy ta integracja przez rozmowę wystarczy, czy może przy czymś tak głębokim jak trauma potrzeba kogoś z wykształceniem psychologicznym po drugiej stronie. Nie mówię, że terapeutka robi coś źle. Po prostu się zastanawiam, gdzie są granice.
Byłam u psychologa dwa lata temu, ale skończyłam, bo czułam, że utknęłyśmy. Mówiłyśmy o tym samym w kółko. Teraz wróciłam tylko do tej pracy energetycznej. Ale co masz na myśli, Joasia, mówiąc 'kręcił się w kółko'? Jak to wyglądało?
Chodziło mi o sytuacje, gdy sesja energetyczna otwierała coś, co potem nie miało gdzie 'lądować'. Emocje się pojawiały, ale bez kontekstu, bez narracji, więc ciało znowu to zamykało. I po tygodniu wracało się do punktu wyjścia. To trochę jakbyś otwierała okno w zimie bez ogrzewania w środku.
To znaczy, że żeby ta praca energetyczna miała sens, musi iść razem z psychoterapią? Czy można coś osiągnąć jednym podejściem?
A jak w ogóle rozpoznać, że sesja energetyczna 'otworzyła coś', co nie wylądowało? Jakie są objawy? Bo to brzmi jakby można było nie wiedzieć, że coś się dzieje.
Ja po tej jednej sesji miałam trzy dni, gdzie byłam jakby nie swoja. Jakbym patrzyła na siebie z zewnątrz. I właśnie ten ucisk, o którym wcześniej pisałam. Nie wiedziałam, czy to dobry znak czy zły. Nadal nie wiem.
To może być chwilowa dysocjacja jako reakcja na głębszą pracę i nie jest automatycznie złym znakiem, ale też nie jest czymś, co powinno trwać długo. Jeśli to było kilka dni i samo przeszło, to jedno. Ale jeśli wraca regularnie po sesjach, to jest coś, o czym koniecznie powiedz osobie prowadzącej. Mam pytanie do apolonii: jak długo trwało to uczucie?
Chcę się tu zatrzymać, bo widzę, że rozmowa idzie w stronę, która mnie trochę niepokoi. Opisujemy objawy, które w pewnych kontekstach mogą wymagać konsultacji nie tylko z terapeutą energetycznym, ale z psychiatrą lub psychologiem klinicznym. Dysocjacja, ucisk bez przyczyny przez kilka dni, niemożność ekspresji emocjonalnej - to są rzeczy, które należy ocenić profesjonalnie. Nie mówię, że praca energetyczna tu nie pomaga. Mówię, że nie powinna być jedyną odpowiedzią.
one nie są sprzeczne. Sygnały bezpieczeństwa dla ciała to jedno. Ocena kliniczna stanu psychicznego to drugie. Oba mogą iść razem. Ale martwi mnie, że apolonia przez kilka dni miała stany dysocjacyjne i nie powiedziała osobie prowadzącej sesję. To jest właśnie ta sytuacja, o której mówiłem.
Zgadzam się z Tobiaszem, choć wiem, że to trochę chłodne spojrzenie na coś, co dla wielu z nas jest bardzo osobiste. Zastanawiam się jednak nad czymś innym: mówiliśmy o dwóch sieciach energetycznych i o tej strukturze ochronnej wokół czakry. Czy ta struktura ochronna, kiedy długo działa, może wpływać też na sąsiednie czakry? Pytam, bo przy tym wzorcu, który obserwuję astrologicznie, zazwyczaj nie jest zablokowana jedna czakra, ale cały odcinek.
Terapeutka mówiła, że Manipura jest u mnie 'spłaszczona' - tak to określiła. Nie zablokowana, ale jakby ze zmniejszoną amplitudą. I łączyła to właśnie z tą izolacją Anahat - że kiedy czakra serca jest od dłuższego czasu odcięta, to czakra splotu słonecznego traci część swojego 'napędu', bo nie ma z czego czerpać. Czy to ma sens z waszego doświadczenia?
To ma sens i widziałam podobne wzorce u siebie. Jak Anahata była mocno zablokowana, to Manipura rzeczywiście traciła coś w rodzaju motywacji. Wszystko co wymagało wyjścia na zewnątrz, inicjatywy, graniczyło z niemożliwością. Ale wróćmy do pytania Czarka - czy przy pracy z Anahatą tamte same się regulują, czy każdą trzeba osobno?
I właśnie dlatego zastanawiam się, czy nie warto by wrócić do pytania Faustynki z początku wątku, bo trochę odpłynęłyśmy. Ona pytała o różnicę między czakrą zablokowaną a traumatyzowaną - i teraz, po tej całej rozmowie o Anahacie, Manipurze i tej strukturze ochronnej, mam poczucie, że to wcale nie jest to samo. Czy ktoś to kiedyś próbował odróżnić w praktyce?
To jest właśnie sedno. Blokada to dla mnie coś, co można mniej więcej zlokalizować i przepracować metodycznie. Ale czakra traumatyzowana to jakby blokada, która ma korzenie głębiej i reaguje inaczej na próby otwarcia. Zamiast ustępować, potrafi się kurczyć lub wywoływać te właśnie stany, o których mówiliśmy - dysocjację, zalanie emocjami. Chociaż nie wiem, czy każda pracownik z czakrami rozróżnia te dwa pojęcia. Faustynko, twoja terapeutka używała tych słów zamiennie czy oddzielnie?
Oddzielnie i bardzo świadomie. Mówiła wprost, że 'zablokowana' to nie znaczy 'traumatyzowana', i że praca z nimi wygląda inaczej. Zablokowaną można delikatnie otwierać od razu. Przy traumatyzowanej najpierw buduje się to, co ona nazywała 'kontenerem' - jakiś rodzaj stabilności wokół czakry zanim się w ogóle zacznie dotykać samego centrum. Ale szczerze, nie do końca rozumiem, jak to wygląda w praktyce.
a to 'budowanie kontenera' - to ona robiła to w trakcie sesji czy ty miałaś coś ćwiczyć sama między sesjami?
To ciekawe, bo słyszałam odwrotne podejście - że przy blokadach zaczyna się od góry, od Sahasrary i sprowadza energię w dół. A tu wychodzi, że przy traumie logika jest zupełnie inna. Skąd terapeutka wiedziała, że Faustynka potrzebuje akurat tego, nie tamtego?
Przepraszam, że wchodzę z podstawowym pytaniem, ale - jak w ogóle odróżnić diagnostycznie, że to trauma, a nie zwykła blokada? Bo słucham tej rozmowy od dłuższego czasu i cały czas mam wrażenie, że to rozróżnienie jest kluczowe, ale nikt nie powiedział, jak je zrobić samodzielnie.
To co Ewunia mówi bardzo do mnie trafia, bo ja też miałam takie momenty, że chciałam po prostu 'przebić' coś na siłę. Skończyło się na tych trzech dniach wyłączenia, o których pisałam wcześniej. Teraz myślę, że może właśnie to był sygnał, że dotknęłam czegoś, co było traumą, nie zwykłą blokadą.
Chcę dorzucić jedną obserwację do tej rozmowy, bo ona krąży wokół czegoś ważnego. Opisujecie mechanizm, który w psychologii nazywa się 'oknem tolerancji' - przestrzenią, w której możliwe jest przetwarzanie trudnych treści bez przytłoczenia lub odcięcia. Przy traumatyzowanej czakrze to okno jest bardzo wąskie. Stąd ta reakcja apolonii i Ewuni. To nie jest ezoteryczna metafora - to opisuje realny stan układu nerwowego. Dlatego między innymi ostrożność w tej pracy ma sens neurologiczny, nie tylko energetyczny.
Słucham tego i mam pytanie do Joasi, bo ona pracuje z ludźmi - czy przed sesją w ogóle pytasz kogoś o historię traumy? I czy to zmienia jak pracujesz z polem?
