Mam wrażenie, że to temat, który rzadko jest dobrze opisany nawet w tych grubszych książkach o czakrach. Chodzi mi o różnicę między blokadą a tym, co niektórzy terapeuci nazywają 'traumatyzacją czakry'. Ostatnio byłam na sesji u bioenergoterapeutki i ona powiedziała mi, że moja Anahata nie jest zablokowana w klasycznym sensie, tylko 'wciśnięta do środka' po długim, trudnym związku. I zaczęłam się zastanawiać, czy te dwa stany w ogóle się różnią diagnostycznie. Bo wahadełko nad sercem kręciło się, owszem, ale jakoś... płasko, bez energii, jakby przez grzeczność. Czy ktoś z was rozróżnia te dwa stany w praktyce? I co to w ogóle znaczy, że czakra jest traumatyzowana, a nie tylko zamknięta?
To jest bardzo dobre pytanie i cieszę się, że ktoś je w końcu zadał wprost. Sama przez lata pracowałam z tym intuicyjnie i doszłam do wniosku, że blokada to trochę jak ściana, a trauma energetyczna to bardziej jak dziura przykryta czymś cienkim. Wahadełko może reagować podobnie, ale gdy skanujesz dłonią, czujesz różnicę w jakości. Przy blokadzie jest opór, twardość, ciepło albo zimno, ale pole jest spójne. Przy traumatyzacji jest takie... puste miejsce, jakby pole uciekało od dotyku. Ale powiedz mi więcej o tej sesji. Ta bioenergoterapeutka mówiła coś o tym, skąd pochodzi ta 'wciśnięta' energia? Czy weszła w temat tego związku, czy skupiła się tylko na polu?
Dwie sieci? Pierwsze słyszę w takim ujęciu. Słyszałam o nadi - kanałach energetycznych w systemie jogicznym, głównie Ida, Pingala i Sushumna - ale żeby dzielić to na 'nadające' i 'obronne', to brzmi jak jakiś autorski system tej terapeutki albo coś z bardzo konkretnej tradycji. Ciekawa jestem skąd ona to bierze. Faustynka, czy ona pracuje w jakimś konkretnym nurcie? Polarity, czy coś bardziej zachodniego?
Wchodzę tu, bo to mnie dotyczy i nie wiedziałam nawet jak to nazwać. Miałam naprawdę ciężkie doświadczenie rok temu i od tamtej pory czuję właśnie coś takiego, co Joasia opisała jako 'puste miejsce'. Nie ból, nie blokada w sensie, że coś mnie gniecie, tylko... brak. Jakby fragment mnie przestał nadawać. Myślałam, że to depresja, ale lekarz nic nie znalazł. Czy to co opisujecie może być właśnie taka traumatyzacja czakry, a nie 'zwykła' blokada?
Podejdę do tego od strony, którą znam, bo jestem tu raczej od horoskopów, ale literatura energetyczna też mnie ciągnie. Jeśli chodzi o te dwie sieci, to może chodzić o rozróżnienie między ciałem eterycznym a ciałem astralnym w teozoficznym ujęciu. Ciało eteryczne to matryca fizyczności, a astralne to pole emocji i przeżyć. Trauma według tej koncepcji 'uderza' najpierw w astralne, a potem jako wtórny efekt zaburza eteryczne. Stąd mogłoby wynikać to, co opisuje ta terapeutka jako dwie sieci. Ale to moje domysły na podstawie literatury, nie osobista praktyka. Ewunia, czy Ida i Pingala mogłyby pasować do tego podziału jako przykład?
Przepraszam, że wejdę nagle, ale chcę się upewnić, że dobrze rozumiem. Czakra zablokowana to jest coś, co można odblokować medytacją i kamieniami, tak? A ta traumatyzowana to jest coś poważniejszego, do czego potrzeba terapeuty? Bo jak słucham tej rozmowy, to mi się wydaje, że robi się coraz bardziej skomplikowane. Czy nie można po prostu zacząć od medytacji i zobaczyć, czy coś drgnęło?
Nie za bardzo ogarniam te wszystkie pojęcia, ale mam jedno proste pytanie, bo sama to trochę przeżyłam. Jak rozpoznać, że to jest stan traumatyzowanej czakry, a nie po prostu zły nastrój, który trwa dłużej? Bo niby wahadełko mogę wziąć do ręki, ale co mi powie, jeśli nie wiem, jak interpretować co widzę?
nie próbowałam, trochę się boję, że nic nie poczuję i będę stała jak głupia z ręką nad brzuchem. Czy to jest coś, czego się uczy, czy jedni to czują a inni nie?
Ja odpowiem Drakonie, bo sama miałam to samo. Długo nic nie czułam, a potem na pewnej medytacji prowadzonej przez nauczyciela nagle było mrowienie. Myślę, że to kwestia wyciszenia, a nie talentu. Ewunia pytała, czy coś próbowałam robić - próbowałam afirmacji, trochę medytacji, ale te techniki skierowane wprost na Manipurę dawały mi taki dziwny efekt, że po nich czułam się gorzej niż przed. Właśnie dlatego zainteresowałam się tym tematem.
To co mówi apolonia o pogorszeniu po bezpośredniej pracy z daną czakrą jest bardzo ważne i myślę, że to jeden z wyznaczników traumatyzacji, a nie zwykłej blokady. Przy blokadzie bezpośrednia praca może być niewygodna, ale rzadko pogarsza. Przy traumatyzowanym polu często jest odwrotna reakcja. Czy po tych medytacjach był to stan emocjonalny, fizyczny, czy obydwa?
Słucham tej rozmowy i chcę dodać coś od siebie, bo ćwiczę od kilku lat i miałam podobny pattern z Muladharą. Bezpośrednia praca dawała mi napady lęku zamiast ulgi. Moja mentorka powiedziała wtedy, żebym pracowała z uziemieniem przez ciało, nie przez wizualizację czakry. Spacery boso, ogród, kontakt z ziemią. Dopiero po kilku tygodniach tego mogłam wróci do klasycznej medytacji na czakrę korzenia. Może to samo dotyczyłoby splotu słonecznego? Pytanie do bardziej doświadczonych - czy jest jakaś fizyczna metoda uziemienia dedykowana Manipurze?
Czytam tę rozmowę od początku i mam takie podstawowe pytanie, bo dopiero zaczynam. Skąd w ogóle wiadomo, że to trauma wpłynęła na czakrę, a nie czakra była słaba przed traumą i dlatego trauma tak uderzyła? Czy to możliwe, że najpierw jest słaba czakra, potem przyciąga trudne doświadczenie?
Akurat o tych dwóch sieciach czytałem coś w kontekście Kabały, tam jest pojęcie dwóch rodzajów przepływu w drzewie życia - jeden zstępujący, jeden wstępujący. Czy to może być to, o czym mówiła ta terapeutka? Nie pasuję tego do czakr, bo to trochę inny system, ale może ktoś zna jakieś skrzyżowanie tych tradycji?
Właśnie, bo to jest problem z tym całym tematem - że różne szkoły używają różnych nazw na podobne rzeczy albo tych samych nazw na różne rzeczy. 'Traumatyzowana czakra' to może być to samo co gdzie indziej 'pęknięcie w polu' albo 'kokon obronny'. Nie wiem. Ale wracając do Faustynki i jej pytania o dwie sieci - czy ta terapeutka mówiła cokolwiek o tym, co się dzieje, kiedy sieć 'obronna' się aktywuje? Co wtedy czujesz?
To co opisujesz, Faustynko, to jest bardzo konkretny obraz i myślę, że niezależnie od tego, jak ta terapeutka to nazywa, opisuje coś realnego. To 'owijanie' czakry - widziałam takie opisy w pracach z ciałem energetycznym po traumie. Pytanie, które mam do ciebie: czy ta szyba dotyczy wszystkich czakr, czy tylko konkretnych obszarów ciała?
Ja mam do Joasi pytanie, bo słucham i trochę się gubię. Czy ta 'szyba' to jest to samo co blokada, o której mówi się w standardowych opisach czakr, czy coś innego? Bo jak czytam opisy zablokowanej czakry serca, to zawsze jest o tym, że człowiek nie potrafi kochać i jest zamknięty, a to co opisuje Faustynka brzmi jakby bardziej... poważnie?
Przepraszam, że znowu pytam o podstawy, ale nie rozumiem jednej rzeczy. Jeśli czakra jest 'odizolowana', to wahadełko nad nią w ogóle nic nie pokaże? Czy pokaże coś innego niż przy blokadzie? Bo jak mam szukać tego u siebie, to chciałabym wiedzieć, czego szukać.
Chcę dopytać Aldonę o tę chłodną bańkę, bo chyba wiem, o czym mówi. Kiedy ktoś próbował skanować moje pole po tym co przeszłam, powiedział prawie dokładnie to samo. Że nie ma oporu, ale jest coś jakby dystans, jakby ręka nie może się do tego miejsca zbliżyć. Aldono, jak długo pracowałaś z Muladharą, zanim poczułaś, że to się zmienia?
Słucham tej rozmowy i zastanawia mnie jedna rzecz. Mówicie o odizolowanej czakrze, zamkniętym obiegu, chłodnej bańce. Ale czy to ma jakieś przełożenie na poziomie astrologicznym? Pytam, bo często widzę korelacje między słabymi czakrami a pozycjami planet w natalu, szczególnie Saturn i jego aspekty do osobistych planet mogą dawać dokładnie ten wzorzec zamknięcia i odcięcia, który opisujecie.
No dobrze, ale co konkretnie znaczy 'stabilizowanie systemu jako całości'? Bo słyszę dużo metafor, a chciałabym wiedzieć, co się robi w praktyce. Czy to są konkretne ćwiczenia, czy siedzenie i oddychanie, czy co?
Wracam do tematu tych dwóch sieci, bo zrobiłem mały research. W systemie tantry kaszmirskiej jest pojęcie 'kavacha', dosłownie tarcza lub pancerz energetyczny, który może się formować wokół czakr w odpowiedzi na zagrożenie. To nie jest ta sama struktura co nadi, ale może być tym, o czym mówiła ta terapeutka. Komuś to coś mówi?
Wracam do tematu tych dwóch sieci, bo zrobiłem mały research. W systemie tantry kaszmirskiej jest pojęcie 'kavacha', dosłownie tarcza lub pancerz energetyczny, który może się formować wokół czakr w odpowiedzi na zagrożenie. To nie jest ta sama struktura co nadarmana, o której mówiła terapeutka Faustynki. Kavacha to raczej celowy, wywołany rytualnie pancerz ochronny, a to co opisujecie wydaje się czymś automatycznym, odruchowym. Może jednak mówimy o różnych zjawiskach pod podobnymi nazwami?
Pytałam ją o to przy okazji. Mówiła, że kształciła się w kilku systemach jednocześnie - była i tantra, i szkoła Brennan, i coś z psychologii somatycznej. Sama przyznaje, że jej język jest syntetyczny, że nie jest ortodoksyjnie z żadnej tradycji. Powiedziała wprost, że używa takich pojęć, które pomagają jej opisać to, co czuje podczas skanowania. Więc może to nie jest kavacha w ścisłym sensie, tylko jej własna nazwa na podobne zjawisko?
To akurat jest uczciwe podejście z jej strony, że to powiada wprost. Gorzej kiedy praktycy mieszają terminologie i twierdzą, że to jest jeden spójny system. Barbara Brennan zresztą też czerpała z wielu źródeł i stworzyła własny język - 'obrony strukturalne', 'spliting' energetyczny. Jej uczniowie często mylą jej terminologię z klasyczną terminologią wedyjską. Pytanie do całego wątku: czy dla praktycznej pracy z blokadą po traumie w ogóle ma znaczenie, jak to nazwiemy? Czy nie ważniejszy jest efekt?
Ja tam myślę, że trochę ma znaczenie, bo jak nie wiem, z czym mam do czynienia, to nie wiem, co robić. Inaczej podchodzi się do blokady, a inaczej do tego 'zamkniętego obiegu' o którym mówiła Aldona. Nie?
To co mówi Aldona bardzo do mnie trafia. Jak próbowałam sama wizualizować światło w miejscu, gdzie czułam ten chłód, to robiło mi się gorzej, nie lepiej. Fizycznie - taki ucisk w klatce i chciało mi się płakać, ale bez łez. Myślałam, że źle to robię. A może po prostu nie powinnam była tego ruszać?
To jest bardzo dobre pytanie, apolonia, i myślę, że większość z nas się z tym borykała. Bo 'daj sobie czas' brzmi jak nic nie rób, a to frustrujące kiedy coś czujesz. Ja zawsze pytam w takich sytuacjach: czy jest coś, co mogę robić, co nie będzie bezpośrednio ruszać miejsca traumy, ale wspierać całość? I zwykle się okazuje, że tak.
