Ale jeśli skanowanie jest tak zawodne to po co w ogóle to robić? Pytam naprawdę, bez złośliwości, bo trochę się gubie w tym co jest wiarygodne a co nie.
Poza tym samo ćwiczenie świadomości ciała ma wartość niezależnie od tego czy odczyty są 'prawdziwe'. Kładziesz ręce, skupiasz uwagę, oddychasz. To samo w sobie działa na relaksację i połączenie z ciałem. Efekty skanowania mogą być symboliczne, ale praktyka jest realna.
Właśnie wróciłam od mamy i się zameldowałam 🙂 Pierwsze pytanie które mi się nasuwa - czy powinnam w ogóle próbować skanować dopóki mieszkam w tamtej sypialni, czy to dosłownie bez sensu teraz?
Cieszę się że u mamy! Odpowiadając - myślę że przy żyle i chorobie jednocześnie faktycznie nie wyczytasz nic pewnego. Ale powiedz mi, jak długo masz te objawy które cię tu przyprowadziły? Bo jeśli od dawna, to żyła może mieć w tym swój udział niezależnie od tego czy jesteś teraz chora.
Przepraszam że wchodzę z boku, ale chcę dopytać Judytkę - czy to prawda że przy żyle wodnej pod sypialnią można nie czuć nic konkretnego przez lata, a potem nagle zaczyna działać? Bo czytałam coś takiego, ale nie wiem skąd to wziąć.
Ale czy to nie jest trochę tak że możemy tłumaczyć wszystko żyłą wodną jak już wiemy że jest? Bo jak ktoś mówi 'od dawna źle śpię' i nagle dowiaduje się o żyle, to nagle ta żyła staje się odpowiedzią na wszystko. Czy ktoś rozumie co mam na myśli?
Efekt potwierdzenia to realne zagrożenie, przyznaję. Ale tu mamy coś mierzalnego - można sprawdzić różdżką albo wahadełkiem gdzie przebiega żyła, można Micelę przenieść do innego miejsca i obserwować, można porownac skanowanie w obu miejscach. To nie jest tylko teoria, to da się testować.
Można poprosić kogoś kto nie wie o podejrzeniu żeby chodził z wahadełkiem bez sugestii. Albo zrobić to samemu zanim zobaczy się mapę hydrogeologiczną. Znam bioenergoterapeutę który właśnie tak pracuje - najpierw sam skanuje teren, potem dopiero rozmawia z klientem. Ale wróćmy do Miceli, bo chyba najważniejsze pytanie to ile nocy u mamy?
Planowałam ze cztery noce, może pięć. Ale teraz zastanawiam się czy to wystarczy żeby w ogóle cokolwiek odczuć, skoro jeszcze jestem trochę chora. Kiedy wygodnie byłoby spróbować skanowania po raz pierwszy? Po przeniesieniu czy dopiero po całkowitym wyzdrowieniu?
Poczekaj aż wróci ci pełna energia dzienna - to znaczy że się wysypiasz normalnie, jesteś w dobrym nastroju, ciało nie daje sygnałów zmęczenia. Dopiero wtedy zrób pierwsze skanowanie poza sypialnią z żyłą. A potem, jak już wrócisz do domu po jakimś czasie, zrób drugie. Różnica - jeśli jest - powie ci więcej niż jeden odczyt w izolacji.
To jest właśnie ten problem z samodzielnym startem. Dlatego zawsze mówię że lepiej zacząć przy kimś, żeby mieć jakiś punkt odniesienia od razu. Micela, czy rozważasz ten gabinet o którym wcześniej pisała Celestyna? Bo teraz gdy masz chwilę na spokój u mamy, to może dobry moment żeby poszukać kogoś lokalnie.
Wróciłabym do pytania Miceli sprzed kilku postów - jak w ogóle znaleźć kogoś rzetelnego. Bo to wyszło i nie dostała odpowiedzi. Jak wy sprawdzałyście terapeutów zanim poszłyście?
Dodam tylko że warto zwrócić uwagę czy terapeuta pyta cię o samopoczucie i historię, czy od razu 'diagnostykuje' bez słowa pytania. Dobry pyta, słucha, nie ogłasza od progu co masz. Miałam raz taką panią co zanim usiadłam powiedziała mi że mam blokadę Anahaty - i akurat miałam, ale ta pewność siebie bez żadnego wywiadu mnie trochę zmroziła.
Okej, to mam pytanie do Perydotki - ta pani co powiedziała o Anahacie zanim usiadłaś, to co potem zrobiłaś? Wyszłaś czy zostałaś? Bo ja w takiej sytuacji chyba bym się zmieszała i nie wiedziała jak zareagować.
Zostałam, ale już nie byłam w stanie się otworzyć. Cała sesja była do niczego, bo siedziałam ze ścisniętym żołądkiem i odpowiadałam jednosylabowo. Wyciągnełam z tego wniosek że pierwsze wrażenie terapeuty jest bardzo ważne - jak już na starcie czujesz że coś nie gra, to rzadko sie to naprawia w trakcie.
A jak ona w ogóle mogła wiedzieć o Anahacie zanim z tobą porozmawiała? Czy ona twierdziła że widzi aurę czy coś? Bo rozumiem że to możliwe według niektórych, ale to brzmi jak trochę zbyt pewne siebie.
To jest bardzo ważne rozróżnienie. Znam kilka osób z wyraźną intuicją i najlepsze z nich właśnie nie ogłaszają od razu co widzą, tylko prowadzą rozmowę tak żeby klient sam doszedł do pewnych rzeczy. To jest szacunek dla procesu. Micela, masz teraz czas żeby poszperać za kimś takim zanim wrócisz do siebie?
Mam trochę czasu, ale szczerze mówiąc nie bardzo wiem od czego zacząć szukać. Na forum mogę poprosić o polecenia, ale jak ocenić czy ktoś mi poleca znajomego czy naprawdę kogoś sprawdzonego? Nie znam tu jeszcze na tyle dużo osób żeby wiedzieć komu ufać.
Właśnie dlatego najlepiej jest poprosić o polecenie z opisem - nie tylko 'polecam Panią X', ale 'byłam u niej trzy razy, za pierwszym razem powiedziała mi to i to, sprawdziło się'. Konkrety są do weryfikacji, ogólne zachwyty nie.
To jest chyba moje ulubione pytanie w tym wątku. Bo z jednej strony rozumiem polecanie lekarza - można sprawdzić dyplom, specjalizację, podejście. A z drugiej jak tu weryfikować bioenergoterapeutę? Co miałoby świadczyć o tym że jest dobry?
To jest bardzo dobry wskaźnik. Dodałbym jeszcze - czy terapeuta jest zainteresowany tym co się dzieje między sesjami, czy tylko liczy kolejne wizyty. Dobra praca to nie uzależnianie klienta, tylko dawanie mu narzędzi do samodzielności.
To ciekawe że rozmawiamy już o tym jak znaleźć terapeutę, a Micela jeszcze nawet nie wie czy w ogóle chce iść. Micela, czy ty chcesz iść do kogoś czy wolisz spróbować sama najpierw?
Szczerze? Trochę się boję iść do kogoś obcego z tym wszystkim. Z żyłą, ze skanowaniem, z chorobą - to brzmi jak dużo do wyjaśniania. Myślałam żeby najpierw spróbować sama, a jeśli coś poczuję to wtedy szukać wsparcia. Ale nie wiem czy to ma sens logicznie.
Ma sens. Własne doświadczenie, nawet niedoskonałe, daje ci coś do opowiadania. Jak przychodzisz do terapeuty z 'nic nie czuję i nie wiem czy cokolwiek istnieje' to trudno zacząć. Jak przychodzisz z 'próbowałam tak i tak, czułam coś tu i tu, nie wiedziałam co z tym zrobić' - to jest rozmowa.
Wróciłam do wątku żeby zapytać - bo siedzę i myślę o tej żyle wodnej. Czy jeżeli Micela przespała się u mamy przez kilka dni i poczuje się lepiej, to czy to jest dowód na żyłę? Czy to po prostu normalne że przy chorobie po kilku dniach jest lepiej?
Dlatego właśnie mówiłam żeby Micela, jak wróci do domu, zrobiła to samo skanowanie w swojej sypialni. Nie po to żeby udowodnić żyłę, ale żeby mieć dwa punkty porównawcze. Poprawa sama w sobie nic nie dowodzi, ale różnica w odczuwaniu między dwoma miejscami może dać jakiś sygnał do przemyślenia.
Dobrze, to taki plan: wysypiać się tutaj, nauczyć się podstaw skanowania jak będę czuła się lepiej, a po powrocie do siebie porównać oba miejsca. Czy to brzmi rozsądnie czy omijam coś ważnego? I jeszcze nie wiem od czego zacząć z tym skanowaniem - dłonią zaczynam od Muladhary i idę w górę czy od Sahasrara w dół?
