Cześć, mam taki temat, który chodzi mi po głowie od jakiegoś czasu. Byłem w związku współuzależnionym przez ponad cztery lata - pełna fuzja, zatracenie siebie, ratowanie partnera kosztem siebie. Zerwałem to ostatecznie pół roku temu i od tamtej pory staram się pozbierać do kupy. Trafiłem do terapeuty, ale też zacząłem się interesować czakrami, bo kilka osób mi powiedziało że przy współuzależnieniu mocno ucierpiała czakra serca. Czuję w tej okolicy takie dziwne ściśnięcie, jakby coś tam było zaciśnięte. Moje pytanie jest właściwie szersze - czy sama praca z Anahatą wystarczy w takiej sytuacji, czy to jest coś bardziej systemowego? Czy ktoś miał podobne doświadczenia?
To bardzo trudny temat i dobrze, że go poruszasz. Współuzależnienie to nie jest prosta blokada w jednej czakrze - z tego co obserwuję i czego doświadczyłam sama, to zazwyczaj cały system jest rozregulowany. Anahata cierpi, ale korzenie też. Jak masz problem z granicami - a przy współuzależnieniu to jest clue - to Muladhara często jest bardzo przymknięta, bo nie ma poczucia bezpieczeństwa w byciu sobą. Mam pytanie do Ciebie: czy masz też jakieś odczucia w okolicach splotu słonecznego? Bo to jest miejsce gdzie siedzi poczucie własnej wartości i autonomia, i przy takich związkach Manipura bywa mocno zdołowana.
To wybudzanie o czwartej to klasyk przy rozregulowanej Ajnie albo przy ogólnym przestymulowaniu układu energetycznego. Ale ten opis 'wciągania' w okolicach splotu słonecznego to brzmi dla mnie jak niedoczynność Manipury - właśnie ta pustka, brak mocy własnej. Przy współuzależnieniu dosłownie oddajesz swoją siłę sprawczą drugiej osobie, więc ten obszar bywa wypalony. Masz w ogóle dostęp do pracy z wahadełkiem albo ktoś bliski mógłby ci zeskanować pole? Samo opisywanie objawów to jest start, ale diagnoza czakr dałaby więcej informacji.
Wtrącę się tutaj - mam trochę inną perspektywę. Przy współuzależnieniu dużo się mówi o Anahacie, ale moim zdaniem korzeniówka jest priorytetem numer jeden do pracy. Współuzależnienie wynika z tego, że człowiek nie czuje się bezpieczny sam w sobie, bez tej drugiej osoby. To jest czysta Muladhara - brak ugruntowania w sobie. Dopóki to nie jest przepracowane, to praca z czakrą serca może być trochę budowaniem na ruchomym piasku. Ty próbujesz otworzyć serce, a fundament krzyczy żeby mu dać poczucie bezpieczeństwa.
Ten opis 'nie wiem co chcę' to jest właśnie Manipura, a nie tylko emocje. Centrum woli, sprawczości, swojego 'ja chcę'. Przy współuzależnieniu to centrum bywa kompletnie zagłuszone, bo przez lata funkcjonowałeś w trybie 'czego chce tamta osoba'. To bardzo specyficzne zniszczenie. I powiem wprost - sama praca z czakrami to za mało jeśli mechanizm nadal działa w głowie. Terapia którą masz to dobry ruch. Energia i psychika idą razem, nie zastępują się nawzajem.
Zgodze sie z Opalinka - te rzeczy razem powinny iść. Ja kiedys miałam podobną sytuacje, związek bardzo zaborczy, i próbowałam tylko z czakrami robić, medytacje, kamienie, ale gdzieś w środku te wzorce nadal żyły. Dopiero jak połączyłam z rozmowami z kimś (nie terapeuta, ale takim counselorem) to zaczęło się ruszać. Pytanie tylko czy ty masz dostęp do kogoś kto sie zna na pracy z ciałem energetycznym i jednocześnie na tym psychologicznym? Bo to jest złoto jak się taką osobę znajdzie.
Dokładnie to co Zywilka mówi, plus dodam - jest coś co się nazywa somatyczne podejście do traum i to bardzo dobrze idzie razem z pracą czakrową. Ciało pamięta, nie tylko umysł. Przy współuzależnieniu ciało też jest zaprogramowane na bycie w trybie czujności, na skanowanie co czuje ta druga osoba. Dlatego pewnie to wybudzanie się w nocy - układ nerwowy nadal jest na warcie. Miłosz, czy masz jakieś odczucia fizyczne w ciele które powtarzają się regularnie? Nie tylko te czakrowe miejsca, ale ogólnie?
Okej, bo trochę słucham tej dyskusji i chcę powiedzieć coś może mniej popularnego. Praca z czakrami jest dobra, ale wątpię żeby sama diagnostyka energetyczna i kamienie wystarczyły przy tak głęboko zakorzenionym wzorcu jak współuzależnienie. To jest coś co powstaje latami, często zaczyna się w dzieciństwie. Czakry to jeden poziom opisu tego co się dzieje, ale jeśli nie ma zmiany w przekonaniach, w tym jak człowiek myśli o sobie i relacjach, to moim zdaniem energia wraca do starych torów. Nie neguje sensu pracy energetycznej - sam to robię - ale nie chciałbym żebyś miał poczucie, że jak odblokujesz Anahatę to wszystko się samo poukłada.
Czytam z uwagą bo sam mam podobne pytania, choć mój kontekst jest nieco inny. Chciałem zapytać czy ktoś próbował używać biometru do mierzenia stanu czakr? Czytałem gdzieś że takie urządzenia mogą obiektywnie pokazać poziom energii, zastanawiam się nad kupnem.
Słuchaj, to że terapeuta pilnuje żebyś nie uciekał w ezoterykę zamiast pracować z trudnymi rzeczami - to jest naprawdę dobry znak co do tego terapeuty. Sama kiedyś miałam pokusę żeby medytować zamiast odczuć pewne rzeczy, i to jest pułapka. Praca z czakrami powinna iść obok, a nie zamiast. Mam do ciebie ostatnie pytanie na dziś - czy masz jakiś konkretny punkt startowy dla tej pracy energetycznej, czy dopiero szukasz jak zacząć?
Dodam jeszcze jeden wątek zanim skończymy ten krąg. Praca z Anahatą przy współuzależnieniu ma pewną pułapkę, o której rzadko się mówi. Otwieranie czakry serca u kogoś, kto dopiero co wyszedł z takiego związku, może czasem prowadzić do... chęci ponownego wejścia w relację. Bo czakra otwiera się, energia zaczyna płynąć, i pojawia się tęsknota za bliskością. Dlatego równoległa praca z Maladhara i Manipurą - budowanie fundamentu i własnej siły - jest tak ważna. Żebyś otwierał serce z miejsca siły, a nie z miejsca pustki. To jest moim zdaniem kluczowa różnica.
To co napisała Eliksira o pułapce otwierania Anahaty mnie zatrzymało. Bo faktycznie - jakieś trzy tygodnie po rozstaniu miałem taki moment, że byłem gotowy zadzwonić i powiedzieć że wróćmy do siebie. I to nie było z miłości, to było z bólu. Czy to właśnie ten mechanizm miałaś na myśli?
Dokładnie ten. Otwarta Anahata bez zakorzenionej Muladhary to jak otwarte okno przy burzy - wszystko wlatuje. Ból za byłym partnerem, gotowość na nawet toksyczny kontakt byleby nie czuć tej pustki. Dlatego kolejność ma znaczenie. Najpierw ziemia, potem serce.
Dodam do tego co Aurelek mówi - ja mierzyłam to u siebie wahadełkiem co jakiś czas i to naprawdę daje jakiś obraz zmian. Nie twierdzę że jest nieomylne, ale jak widzisz że obrót nad korzeniówką zaczyna się stabilizować, to taki praktyczny sygnał. Miłosz, czy ty w ogóle próbowałeś jakiejś diagnostyki wahadełkiem albo odczuciem dłoni?
Nie, właściwie nie. Wahadełko mam gdzieś w szufladzie, żona kiedyś mi dała, ale nigdy poważnie do tego nie podchodziłem. A odczuwanie dłonią - nie wiem jak. Czy ktoś może wytłumaczyć od czego zacząć?
Mogę spróbować opisać jak to robię. Kładziesz dłoń kilka centymetrów nad daną okolicą ciała, zamykasz oczy i czekasz na odczucie - ciepło, mrowienie, albo właśnie ta 'dziura', takie poczucie pustki pod dłonią. Przy Anahatie często jest albo mocne ciepło gdy czakra pracuje intensywnie, albo chłód gdy jest zamknięta. Ale to wymaga trochę ciszy wewnętrznej żeby w ogóle to poczuć.
Właśnie dlatego pytałem wcześniej o biometr - bo taka diagnostyka odczuciem dłoni jest bardzo subiektywna, prawda? Rozumiem że macie doświadczenie i to działa, ale dla kogoś nowego jak Miłosz to może być trudne do zinterpretowania. Biometr dawałby jakieś obiektywniejsze dane.
O! To jest bardzo ważne co właśnie powiedziałeś. Szukasz potwierdzenia z zewnątrz że jesteś na dobrej drodze. I wiesz co - to jest dokładnie ten sam mechanizm co we współuzależnieniu. Szukanie walidacji na zewnątrz, bo w środku nie ma jeszcze tego poczucia że 'wiem, czuję, ufam sobie'. To nie jest zarzut, to jest obserwacja.
To uderzyło. Naprawdę.
Dobra, ale wróćmy do Miłosza i do meritum. Bo mamy tu sytuację gdzie on jest sześć miesięcy po rozstaniu, w terapii, odczuwa blokadę w klatce i pustkę w splotu słonecznego, ma problem z wyrażaniem siebie - co ja bym teraz zaproponował jako pierwszy krok praktyczny. Nie filozofię, ale konkret. Co wy byście powiedzieli?
Konkretnie? Uziemienie codziennie, choćby pięć minut boso na trawie albo ziemi jeśli jest taka możliwość. Mantry LAM rano, najlepiej głośno. I jedna prosta rzecz - codziennie odpowiedz sobie pisemnie na pytanie 'czego ja dzisiaj chcę'. Nie czego inni chcą, nie co powinieneś - tylko ty. To bezpośrednia praca z Manipurą.
Przepraszam że wchodzę, czytam ten wątek od początku i dużo się tu uczę. Mam pytanie do Eliksiry - to codzienne pytanie 'czego chcę' - co jeśli odpowiedź jest 'nie wiem' albo jest pusta? Bo czytam Miłosza i trochę się odnajduję, to jest frustrujące gdy się nie wie.
To brzmi wykonalnie. Zaczne od jutra. A co z samą Anahatą - czy powinienem teraz w ogóle unikać bezpośredniej pracy z nią, czy to za wcześnie?
Miłosz, nie unikałabym Anahaty - ale zrobiłabym to inaczej niż bezpośrednia praca. Zamiast kierować uwagę wprost na klatkę, możesz pracować przez ruch - coś prostego, spacer, rozciąganie klatki piersiowej. Ciało często wpuszcza tam energię kiedy nie 'naciskasz'. Jak sądzisz, czy jesteś w stanie teraz poczuć różnicę między tym co czujesz w klatce a tym co czujesz niżej, w brzuchu?
Chyba tak? W klatce jest taka ściśnięta twardość. A w brzuchu raczej ta pustka o której pisałem. To są naprawdę inne odczucia, teraz jak tak siedzę i sprawdzam.
Nie kontrwskazane. Ostrożniej i ze wsparciem. Jeśli Miłosz jest w terapii - a jest - to ma kotwicę. Ale sam w domu, medytacja serca, bez doświadczenia... to nie jest czas na forsowanie tego miejsca. Różnica między 'praca wydobędzie się sama przez stabilność' a 'siądziesz i skupisz się na bólu w klatce' jest spora.
Zgadzam się z Opalinką w kwestii forsowania, ale chcę doprecyzować jedno. Kiedy mówiłam o kolejności - nie miałam na myśli że Anahata jest zakazaną strefą. Mówiłam że fundament najpierw. Są ćwiczenia z Anahatą które są bardzo łagodne i w niczym nie przypominają 'wchodzenia w ból'. Na przykład medytacja życzliwości - metta - jest skierowana na serce ale nie wywołuje tej lawiny bo zaczyna od siebie, od prostego 'obym był spokojny'. Miłosz, czy coś takiego słyszałeś już?
