Dobra, to żeby nie zgubić wątku - Judytka mówiła żebym zaczęła od dłoni, ale nie wiem czy chodzi o trzymanie dłoni nad ciałem, czy przy ciele, czy w jakiejś konkretnej pozycji. I czy to się w ogóle różni od skanowania wahadełkiem? Bo mam wrażenie że to dwie różne rzeczy, ale może się mylę.
Różne rzeczy, ale można zacząć od dłoni bo nie potrzeba żadnego przyrządu. Trzymasz dłoń kilka centymetrów nad ciałem i przesuwasz powoli wzdłuż linii czakr. Nie szukasz konkretnego odczucia, po prostu notuj co czujesz - ciepło, chłód, mrowienie, pulsowanie, miejsca gdzie nic nie czujesz. To ostatnie jest równie ważne jak odczucie. Wahadełko to osobna sprawa, może być uzupełnieniem ale nie zastąpi własnego odczucia dłonią.
Ja mam inne pytanie, trochę z boku - czy Micela w ogóle powinna próbować skanować siebie sama skoro jest chora? Pytam szczerze, bo wróciłam do tytułu tego wątku i to było właśnie o tym. Chora osoba skanuje siebie - czy coś może pójść nie tak?
Zgadzam się z Perydotką co do podstawowego rozróżnienia. Dodam tylko że kiedy jesteś chory, twoja percepcja może być zmieniona - i to w dwie strony. Możesz być bardziej wrażliwy niż zwykle, bo ciało jest otwarte, albo możesz mieć zakłócenia przez sam stan zapalny czy gorączkę. Dlatego notuj, ale nie wyciągaj zbyt mocnych wniosków z tego co poczujesz teraz.
To znaczy że to co poczuję teraz u mamy może być nieprawdziwe? Czy raczej że powinnam to porównać z tym co poczuję jak wyzdrowieję?
Raczej to drugie. Dane z jednego skanowania, szczególnie w niestandardowych warunkach, to za mało żeby cokolwiek z nich wnioskować. Dwa punkty porównawcze to minimum - tutaj i w domu, albo chora i zdrowa. Najlepiej oba.
Ale czy w takim razie da się w ogóle sprawdzić żyłę wodną bez profesjonalnych przyrządów? Bo czytałam że różdżkarze to robią, ale też czytałam że badania tego nie potwierdzają. Pytam bo nie wiem co o tym myśleć.
Trochę lepiej, ale trudno mi powiedzieć czy to przez miejsce czy przez to że po prostu się wyspałam i mama mi gotuje. Pewnie oboje. Próbowałam wieczorem położyć dłoń na klatce piersiowej - Anahata - i czułam tam jakby ciepło i lekkie pulsowanie. Nie wiem czy coś to znaczy czy po prostu serce bije 🙂
Ciepło i pulsowanie w okolicach Anahaty to dobre odczucie - niekoniecznie znaczy blokadę, może też znaczyć że czakra jest aktywna. Czy to ciepło było przyjemne czy nieprzyjemne? I czy pulsowanie było rytmiczne czy nieregularne? To są ważne niuanse.
Nadczynność i blokada to nie sa przeciwieństwa - blokada gdzieś niżej może powodować że energia zalega w Anahacie i ta czakra pracuje intensywniej niż powinna. Dlatego samo odczucie w jednym miejscu nic nie mówi bez spojrzenia na całość. Czułaś coś jeszcze w innym miejscu, np. w okolicach splotu słonecznego?
Nie czułam nic wyraźnego niżej, może minimalnie coś w okolicach splotu słonecznego, ale tak słabo że nie wiem czy to odczucie czy wyobraźnia. W Muladharze - nic. Czy to może oznaczać niedoczynność korzenia? I czy to w ogóle pasuje do tego co mówiłaś o energii zalegającej wyżej?
Tak, i dlatego pytanie o żyłę wodną w sypialni staje się tutaj znowu aktualne. Jeśli korzeniowa jest przygaszona, to lokalizacja gdzie śpisz - gdzie spędzasz dużo czasu w pozycji horyzontalnej blisko ziemi - może mieć znaczenie. Nie twierdzę że żyła jest winna, ale powiązanie jest logiczne.
Micelio, wracając do twojego odczytu - napisałaś że w Manipurze czułaś coś słabo, ale nie jesteś pewna czy to nie wyobraźnia. Czy to 'coś' było raczej ciepłem jak w Anahacie, czy innym rodzajem odczucia? Bo zupełnie różne odczucia to różne informacje.
Mrowienie to ciekawy sygnał - u mnie zawsze oznaczało próbę aktywacji, coś jakby czakra chciała się uruchomić ale nie ma wystarczająco energii. Ale uwaga, to moje subiektywne skojarzenie z własnych obserwacji, nie twierdzę że tak jest zawsze. Czy mrowienie było symetryczne - po obu stronach ciała - czy raczej po jednej stronie?
Wróćcie do tematu z tytułu bo mam pytanie które mi chodzi po głowie - Micela skanuje się u mamy, nie w swojej sypialni. Czyli nawet jeśli żyła coś robi w jej mieszkaniu, to teraz jej to nie dotyczy. Czy skany robione tu i tam będą porównywalne jako dane?
Ja przy skanowaniu trzymam czasem czerwony jaspis przy sobie - podobno pomaga z uziemieniem i czyni odczucia z korzeniowej wyraźniejszymi. Ale nie wiem czy to prawda czy mi się wydaje że pomaga. Może ktoś bardziej doświadczony powie?
Chcę się tu trochę nie zgodzić. Kamień przy skanowaniu nie zmienia tego co jest - on pomaga poczuć to co i tak tam jest. Jak okulary nie zmieniają tekstu, tylko pozwalają go zobaczyć. Więc ten argument o 'czystości porównania' nie do końca mnie przekonuje.
To jest w sumie uczciwa odpowiedź. Ale wracając do Miceli i jej porównania - jeśli raz użyje kamienia a raz nie, to nie porównuje tych samych warunków. Więc albo za każdym razem z kamieniem, albo za każdym bez. Ważna jest spójność.
Micelio, a niezależnie od kamieni i metod - czy już próbowałaś wahadełkiem? Wcześniej w wątku pojawiało się skanowanie dłonią, ale może właśnie wahadełko dałoby ci inny rodzaj informacji, coś bardziej konkretnego niż odczucia które trudno opisać?
Micelio, wahadełko to dobra opcja uzupełniająca, ale nie zastąpi ci wrażeń z dłoni przy skanowaniu czakr - one dają inny rodzaj informacji. Wahadełko powie ci bardziej 'tak/nie', dłoń powie ci 'jak'. Masz już jakieś odczyty z dłoni które możesz porównać - nie zaczynałabym teraz od zera z nową metodą podczas choroby.
Zatrzymajmy się na chwilę - Micela skanuje się podczas choroby, u mamy, pytała też o żyłę wodną w swojej sypialni. Które z tych trzech zmiennych w ogóle da się teraz zbadać, a które trzeba odłożyć na później? Bo mam wrażenie że wątek się trochę rozłazi.
Też tak myślę. Micelio, czy w ogóle twoja mama wie co robisz? Pytam bo środowisko skanowania też coś znaczy - czy ona jest otwarta na te tematy, obojętna, czy może trochę sceptyczna? Cudzа energia w pomieszczeniu to nie jest obojętna zmienne.
Obojętność jest w porządku, gorszy jest aktywny sceptycyzm albo wyśmiewanie. Neutralne środowisko to całkiem dobra podstawa. Nie potrzebujesz kogoś kto kibicuje, żeby skan miał sens.
Mam pytanie trochę z boku - dlaczego w ogóle ważne jest gdzie i przy kim się skanuje? Jeśli skanujemy siebie, to nasze pole energetyczne jest z nami, nie zostaje w sypialni przy tej żyle wodnej. Czy to nie powinno być przenośne?
Micelio, a jak teraz się czujesz fizycznie, lepiej niż na początku tego wątku? Pytam bo całe to planowanie skanów porównawczych zakłada że za kilka dni będziesz w innym stanie zdrowia - i to też jest zmienna o której mało mówiłyśmy.
To jest dobra wątpliwość i uczciwa. Może zamiast porównania 'skan u mamy kontra skan w domu' - zrób seria skanów przez kilka dni jak już wróciś, żeby zobaczyć czy Muladhara zmienia sie razem z twoim zdrowiem albo zostaje taka sama. To też jest informacja.
A wracając do kwestii żyły wodnej w sypialni - myślę że najrozsądniej jest potraktować ją jako hipotezę do sprawdzenia, nie jako fakt. Seria skanów o której mówi Perydotka, robiona po powrocie do domu, powie więcej niż cokolwiek co możemy tu spekulować. Żyła albo się pokaże w danych albo nie.
