Mam pytanie, które mnie ostatnio nurtuje. Zaczęłam uczyć się skanowania czakr dłonią, ale teraz jestem przeziębiona i zastanawiam się, czy w ogóle powinnam to robić w trakcie choroby. Czytałam gdzieś, że podczas choroby pole energetyczne jest osłabione i można sobie zrobić krzywdę albo wyniki skanowania będą mocno przekłamane. Ale z drugiej strony pomyślałam, że może właśnie teraz jest dobry moment, żeby sprawdzić, która czakra odpowiada za tę słabość? Czy ktoś z Was próbował kiedyś skanować siebie będąc chorym i co z tego wyszło?
To jest naprawdę dobre pytanie, bo dużo osób o tym nie myśli. Z mojego doświadczenia - przy zwykłym przeziębieniu sama diagnostyka raczej nie zaszkodzi, ale wyniki naprawdę będą przekłamane. Kiedy byłam chora na grypę, całe pole czułam jako jakiś jeden wielki zastój, nie mogłam nic sensownie odróżnić. Jakbym skanowała przez watę. Nie masz wtedy punktu odniesienia, bo twój 'normalny' baseline jest zaburzony. Co innego, gdybyś chciała robić intensywną pracę z blokadami, ale samo skanowanie diagnostyczne - myślę, że bezpieczne, tylko niezbyt miarodajne teraz.
Zgadzam się z Judytką co do tego przekłamania, ale ja bym jednak poczekała z aktywną pracą energetyczną. Jak chorujesz, organizm i tak walczy na wielu frontach i nie ma co go dodatkowo rozgrzebywać. Kiedyś byłam chora i zrobiłam sobie dłuższą mediację na Manipurę bo chciałam wzmocnić odporność - efekt był taki że zamiast lepiej czuć się na drugi dzień, to miałam takie kołatanie i uderzenia gorąca że myślałam że mi się stan pogorszył. Może koincydencja, może nie. Ale od tamtej pory przy chorobie daję sobie spokój.
Przy mnie wtedy chyba Anahata była jakoś odczuwalnie inna niż reszta, ale szczerze nie wiem czy to blokada przebijała się przez szum, czy po prostu wtedy dużo płakałam bo byłam chora i sama w domu, i to po prostu emocje tak działały na pole sercowe. Nie chcę ci tu dawać fałszywych nadziei, że jak coś mocno wyczujesz w chorobie to będzie miarodajne. Ale wiesz, możesz spróbować tylko dla obserwacji, z założeniem że to nie jest diagnoza, tylko notatka do weryfikacji póżniej.
Słuchajcie, mam pytanie z boku bo jestem tu nowy w temacie czakr. A skąd w ogóle wiecie, że 'skanujecie' czakry a nie po prostu wyczuwacie temperaturę skóry albo własne bicie serca pod dłonią? Serio pytam, nie złośliwie. Bo to przeziębieniowe doświadczenie Perydotki z kołataniem i gorącem - to mogło być po prostu stan zapalny i gorączka, nie?
Niestety nie prowadziłam żadnych notatek wcześniej, to taki mój błąd. Dopiero zaczynam i nie miałam jeszcze nawyku zapisywania. Ale to co mówi Celestyna o tym termometrze rozgrzanym ma sens, przemawiało do mnie. Czyli rozumiem, że konsensus jest taki: nie zaszkodzi, ale nie diagnozuj na tej podstawie niczego poważnego?
Ja bym tu powiedziała coś innego niż reszta. Choroba to często moment kiedy blokady wychodzą na wierzch właśnie dlatego, że ciało jest osłabione i mechanizmy obronne słabną - w tym te energetyczne. Więc paradoksalnie możesz wtedy zobaczyć więcej niż normalnie. Oczywiście nie polecam intensywnej pracy, ale samo skanowanie? Ja robiłam i wyniki były naprawdę wyraźniejsze niż zazwyczaj.
A ja mam pyanie bo nie bardzo rozumiem - jak się 'kalibruje' tą wrażliwść dłoni? Celestyna wspomniał o kalibracji, ale jak to wygląda w praktie? Czy to coś czego można się nauczyć czy trzeba mieć naturalne predyspozyje?
Bardzo dziękuję za tę dyskusję, bo sam miałem dokładnie to samo pytanie! Byłem chory ostatnio i właśnie próbowałem skanować, ale nic konkretnego nie czułem, teraz rozumiem dlaczego. Judytka, ta wata to świetne określenie, u mnie dokładnie tak było. Mam jeszcze pytanie - czy w takim razie jest jakiś minimalny czas po chorobie, który powinniśmy odczekać zanim wrócimy do diagnostyki?
A ja mam pytanie może trochę z innej strony - bo czytałam że na stan czakr wpływa też geomancja, czyli np. żyły wodne pod domem. Czy jak ktoś śpi na żyle wodnej to też może mieć zaburzenia w odczytach? Trochę na zasadzie podobnej do choroby - że środowisko zaburza pole? Pytam bo sama zastanawiam się nad tym u siebie.
To co Saturnella mówi o żyłach wodnych jest faktycznie rozważane w geobiologii i część bioenergoterapeutów bierze to pod uwagę. Ale to trochę osobny temat od skanowania podczas choroby. Żeby nie odpływać za daleko - z praktycznego punktu widzenia zarówno choroba jak i niekorzystne promeniowanie geopatyczne mogą zaburzać pole i dawać fałszywe odczyty. Micela, wracając do twojego pytania - doszłaś już do jakiegoś wniosku czy czekasz na więcej opinii?
Chyba jednak poczekam aż wyzdrowieję, to wydaje się rozsądne. Ale Saturnella mnie zaciekawiła tą żyłą wodną, bo mój partner mówił ostatnio że podobno też przez nasz dom coś takiego przebiega. Czy to jest w ogóle coś co można sprawdzić samemu, bez specjalisty?
Wracając trochę do meritum - bo mnie ciekawi jedno. Micela pytała czy skanowanie podczas choroby jest bezpieczne, i ustaliliśmy że raczej nie zalecane bo zaburzone odczyty. Ale czy samo skanowanie bez ingerowania, bez odblokowywania czegokolwiek, może jakoś zaszkodzić? Ja zawsze myślałam że odczyt to tylko obserwacja, nie interwencja. Czy ktoś ma inne zdanie?
Przepraszam że wracam do pytania Saturnelli, ale naprawdę mnie zastanowiło. Czy żyła wodna pod sypialnią może blokować czakry permanentnie? Bo jak tak, to może niektóre problemy z energią nie wynikają z naszych blokad psycho-emocjonalnych tylko po prostu ze środowiska? I czy wtedy te same metody działają?
To co mówi Gracja mnie bardzo zastanawia, bo jeśli żyła wodna faktycznie wpływa na pole to może moje problemy z czakrami częściowo stąd właśnie? Chociaż z drugiej strony jak sprawdzić co jest przyczyną a co skutkiem. Partner mówił o tej żyle jakiś czas temu, ale nie wiedział jak to zweryfikować. Czy jest jakiś sposób inny niż zaproszenie różdżkarza?
Bardzo dziękuję za to rozróżnienie Celestyna między skanowaniem a działaniem, to mi dużo wyjaśniło! Ale mam pytanie do Monisi - te blokady przy anginie w Vishuddha, to czułaś je wahadełkiem, dłonią czy jakoś inaczej? Bo zastanawiam się właśnie która metoda byłaby mniej podatna na zniekształcenia przy chorobie.
A propos żył wodnych - znam osobę która zaprosiła różdżkarza i po jego wizycie przestawiła łóżko. Podobno sny się poprawiły i ogólne samopoczucie. Ale czy to żyła, efekt placebo od samego działania, czy po prostu łóżko stało w lepszym miejscu przy oknie - nie da się tego rozdzielić. To ten sam problem co z czakrami przy chorobie.
Mam jeszcze jedno pytanie do bardziej doświadczonych - czy jeśli ktoś cały czas mieszka na żyle wodnej, to jego 'normalne' skanowanie jest już zaburzone, czyli nigdy nie wie że to zaburzone? Trochę jak ten termometr który sam jest gorący.
Chyba trochę odpływamy od tematu skanowania podczas choroby, chociaż te żyły wodne to też ciekawe. Ale chciałem się zapytać - czy ktoś próbował skanować siebie po chorobie i porównywał z tym co czuł podczas? Byłoby fajnie zobaczyć czy różnica jest rzeczywiście tak wyraźna jak sugerujecie.
Wracając do pytania Gracji o ten termometr który sam jest gorący - to jest naprawdę trafna analogia i właśnie dlatego polecam żeby pierwszą sesję kalibracyjną robić u kogoś z zewnątrz. Bioenergoterapeutka może skanować ciebie w neutralnym miejscu, bez żyły, bez twojego pola które jest już 'przestawione'. Wtedy masz punkt odniesienia.
To co mówi Celestyna ma sens, ale mam pytanie praktyczne - jak znaleźć bioenergoterapeutę który naprawdę coś umie, a nie kogoś kto po prostu weźmie pieniądze? Bo trochę się boję tej weryfikacji.
Ale czy bioenergotreapeuta też nie może być 'przestawiony' jeśli sam mieszka na żyle albo ma własne zaburzenia? Przepraszam za głupie pytanie, ale skoro my sami możemy mieć przekrzywiony punkt odniesienia to ktoś inny też chyba może?
Dobry terapeuta skanuje wiele osób i może porównywać. Ty skanujesz tylko siebie, czyli nie masz żadnej próbki porównawczej. To jest fundamentalna różnica którą ciągle pomijamy w tej rozmowie.
Mnie zastanawia jedno - cała ta rozmowa o żyle wodnej zaczęła się od pytania czy skanowanie podczas choroby jest bezpieczne. I teraz mamy sytuację gdzie Micela ma dwa czynniki naraz, żylę i chorobę, i nie wiadomo co na co wpływa. Czy to w ogóle jest rozplątywalne?
Prześpię się u mamy kilka nocy, to już postanowione 🙂 Ale wracając do skanowania podczas choroby - Judytka mówiła że po chorobie odczyty wracają do indywidualnych. Ile czeka się zwykle po wyzdrowieniu zanim skanować? Dzień, tydzień?
Ja zwykle czekałam aż poczuję się w pełni sobą, nie jakieś kalendarzowe X dni. Przy lżejszym przeziębieniu to kilka dni, przy grypie dwa tygodnie potrafiło minąć zanim odczyty mi się ustabilizowały. Ciało wie lepiej niż kalendarz.
Słucham tej rozmowy od dawna i mam jedno pytanie do Celestyny - czy mówisz że skanowanie czakr dłonią jest w ogóle mniej ważne niż obserwacja siebie w codziennym życiu? Bo mam wrażenie że coraz bardziej tak to brzmi.
