Emilek, to 'sucho' to bardzo trafne słowo. Pamiętam że mój terapeuta kiedyś powiedział, że przy głębszych blokadach Anahaty płacz wraca jako jeden z późniejszych etapów, nie pierwszy. Najpierw jest ciepło, potem jakiś ruch, dopiero potem łzy. Czy ktoś z was słyszał o podobnej kolejności?
Dwa spotkania to zdecydowanie za mało i rozumiem rozczarowanie. Zła pierwsza wizyta to nie znaczy że cała psychologia jest nieswoja. Ale nie będę naciskać, każdy idzie swoją drogą. Cieszę się że ta rozmowa coś daje.
Czytam ten wątek od jakiegoś czasu i mam jedno pytanie, które mnie uwiera. Wszyscy mówią o Anahacie, ale czy ktoś sprawdził jak wygląda Muladhara Emilka? Bo to co opisuje - wycofanie, brak bezpieczeństwa emocjonalnego, trudność z byciemwśród ludzi - to może być też korzeniowe. Zablokowana Muladhara bardzo często 'zamraża' wyższe czakry, bo nie ma fundamentu. Anahata reaguje na brak bezpieczeństwa zamknięciem.
To 'gość wszędzie' to klasyczny sygnał Muladhary, która nie jest co prawda zablokowana materialnie, ale energetycznie. Można mieć mieszkanie i pracę, a mimo to czuć się nieprzywiązanym do ziemi. To nie jest sprzeczność. Czy ktoś tu miał podobne doświadczenie z Muladharą przy jednoczesnym zamknięciu serca?
Dobra, to teraz mam pytanie z zupełnie innej strony. Skoro może być i Muladhara i Anahata jednocześnie - to skąd wiecie od czego zacząć? Czy jest jakaś zasada że zawsze od dołu do góry, czy to zależy od przypadku? Pytam bo przy takim opisie jak Emilka można by powiedzieć że trzeba pracować ze wszystkimi naraz i to brzmi przytłaczająco.
Promyczkaa pyta o zasadę od dołu do góry i to jest dobre pytanie, bo odpowiedź nie jest prosta. Generalnie w wielu tradycjach mówi się, że bez zakorzenionej Muladhary praca na wyższych czakrach jest jak budowanie na piasku. Ale widziałam też przypadki, gdzie człowiek miał tak mocno zablokowaną Anahatę, że to ona blokowała wszystko poniżej. Nie ma jednej reguły.
Czytam to i mam takie poczucie, że może faktycznie problem nie jest tylko w sercu. To co powiedziała Marzenka o byciu 'gościem wszędzie' jakoś do mnie trafiło bardziej niż cokolwiek wcześniej. Jakbym nie miał własnego miejsca w sensie... nie fizycznym, bo mieszkanie mam. Ale wewnętrznie.
Emilek, właśnie o to mi chodziło. Poczucie nieprzywiązania, bycia przejazdem w swoim własnym życiu - to jest coś innego niż samotność rozumiana jako brak relacji. To jest bardziej pierwotne. Czy to poczucie gościa jest od zawsze, czy pojawiło się w jakimś momencie?
Emilek, to co teraz opisujesz to brzmi jak coś bardzo głębokiego, zakorzenionego latami. Marzenka słusznie wskazuje na Muladharę, ale chcę dodać - to nie wyklucza pracy na Anahacie równolegle. Te dwie czakry w takim opisie mogą się wzajemnie wzmacniać w blokadzie. Muladhara nie daje poczucia 'gdzie jestem', a Anahata nie daje 'z kim jestem'.
A jak to uziemienie wygląda w praktyce przy Muladharze? Wiem, że mówi się o kontakcie z ziemią, chodzeniu boso, ale czy jest coś, co można robić na przykład zimą w mieście, gdy nie ma po prostu dostępu do trawy?
Ja do tej wizualizacji dodawałam kamień - czarny turmalin albo hematyt - trzymany w dłoniach lub pod stopami. Przy kamienicach i mieszkaniach to pomaga 'przeprowadzić' kontakt z ziemią symbolicznie. Emilek, masz jakiś kontakt z naturą w ogóle? Parki, spacery, coś takiego?
Emilek, 'dreptać z telefonem' to chyba połowa populacji 🙂 Ale to co mówisz - 'żeby coś robić' - to też jest sygnał. Jakbyś uciekał od bycia z sobą w ciszy. To niekoniecznie blokada czakralna, to może być też po prostu wzorzec unikania. Choć pewnie i jedno i drugie może grać razem.
Zgadzam się z Hanią i myślę że to ważne żeby tego nie rozdzielać. Ale wracając do pytania Promyczkaa o kolejność pracy - w tarota jak czytam ludzi z takim profilem co Emilek, często widzę właśnie tę dwuwarstwowość: brak zakorzenienia i zamknięte serce idą razem. Trudno powiedzieć co było pierwsze.
Przepraszam że wchodzę w środek, ale czytam ten wątek od dłuższego czasu i chcę tylko powiedzieć, że Emilek opisuje bardzo dokładnie to, co ja czułam przez lata. I że w moim przypadku właśnie to połączenie - trochę Muladhary, trochę Anahaty - zrobiło różnicę. Więc ta rozmowa idzie według mnie w bardzo dobrym kierunku.
Marzenka, to dobre pytanie. W kartach nie ma jednej 'karty startowej', ale przy takim profilu jak Emilek opisuje, szukam przede wszystkim tego, co blokuje w podstawie. Czwórka kielichów, Pustelnik, czasem odwrócony Cesarz - to są układy, które mi mówią 'człowiek jest odcięty od siebie, zanim jeszcze zacznie być odcięty od innych'. Serce zamknięte wtórnie, bo grunt nie trzyma. Więc zaczęłabym od rozmowy o tym, kiedy i gdzie ta osoba czuje się zakorzeniona - choćby przez chwilę.
Tak bardzo dziękuję że to napisałaś Paradoxa, bo to jest dokładnie to co mi kiedyś powiedziała moja bioenergoterapeutka i wtedy nie rozumiałam o co chodzi. Że serce zamknięte wtórnie. Teraz to słyszę i nareszcie do mnie dociera co miała na myśli.
Paradoxa, ta czwórka kielichów to akurat karta którą dość dobrze znam z własnych rozkładów i jakoś zawsze trochę ją omijałem myślami. Siedzący człowiek który patrzy w bok. Teraz jak to czytam to jest mi nieswojo, bo to faktycznie mogłoby być o mnie. Ale jak 'rozmowa o tym kiedy czuję się zakorzeniony' miałaby wyglądać w praktyce - masz na myśli coś w rodzaju prowadzonej medytacji, czy zwykłe zastanowienie się?
Emilek, ja bym tu dodała - nie musisz tego od razu rozwiązywać jako ćwiczenie. Możesz po prostu przez kilka dni obserwować. Kiedy w ciągu dnia poczułeś się choć trochę 'na miejscu'? Nawet przez pięć minut. To jest konkretna informacja, z której można coś wyciągnąć zanim w ogóle siądziesz do medytacji czy rozkładu kart.
Ale Marzenka, to 'obserwowanie przez kilka dni' brzmi prosto, a w praktyce jest dużo trudniejsze dla kogoś, kto latami chodził z telefonem żeby nie być z sobą. Czy nie ma sensu dać Emilkowi jakiś konkretny haczyk, na którym może zawiesić tę obserwację? Inaczej po trzech dniach człowiek mówi 'nie zauważyłem nic' i odpuszcza.
Właśnie o to chciałam zapytać bo Klimcia poruszyła coś co mnie ciekawi. Czy do tej pracy z Muladharą naprawdę potrzebny jest jakiś konkretny kamień, czy to jest po prostu dowolny fizyczny obiekt który działa jako kotwica? Bo czytałam o hematycie i turmalinie, ale mam też zwykły rzeczny kamień z wakacji i zastanawiam się czy to ma jakieś znaczenie materiałowe.
Dobra, ja rozumiem ten pomysł z kamieniem jako kotwicą uwagi, to ma nawet sens psychologicznie. Ale chcę wrócić do tego co powiedziała Paradoxa o kartach - czy tarot można traktować jako sposób diagnostyczne dla czakr? To trochę mieszanie systemów, nie?
Filomena, to jest chyba jedno z ważniejszych pytań w całej tej rozmowie. I nie mam na to dobrej odpowiedzi. Mnie bioenergoterapeutka powiedziała kiedyś, że właśnie dlatego warto pracować z kimś z zewnątrz - bo sama siebie nie zobaczysz tak samo jak ktoś bez twoich historii w głowie. Ale czy to rozwiązuje problem? Nie wiem. Ona też może trafić w nasze oczekiwania.
Zlata, to prawda że coś tu zaczęło mi bardziej zostawać. Nie wiem czy to potwierdzanie własnych myśli czy faktycznie trafienie w coś. Ale to zdanie o 'gościu we własnym życiu' jakoś siedzi i nie odpuszcza. Zapytam inaczej - czy praca z Muladharą może w ogóle zaszkodzić jeśli ktoś zaczyna bez żadnego przygotowania i robi to samodzielnie?
Emilek, generalnie praca z uziemieniem i korzeniem jest uważana za jedną z bezpieczniejszych, bo działa w kierunku stabilizacji a nie otwarcia. Ale 'bez przygotowania' to trochę nieostre pojęcie. Co masz na myśli - bez wiedzy, bez osoby prowadzącej, bez żadnej praktyki medytacyjnej wcześniej?
To że 'można coś poruszyć' to trochę mit który sprawia że ludzie się blokują przed jakimkolwiek działaniem. Proste ćwiczenia uziemiające, wizualizacja korzeni, siedzenie na ziemi z intencją - to nie jest otwieranie czegoś gwałtownie. To raczej jak delikatne rozciąganie po długim siedzeniu. Czego warto unikać na początku to forsowania górnych czakr, Ajny i Sahasrary, bez podstawy. Ale Muladhara na spokojnie? Myślę, że możesz.
Przepraszam że wchodzę, czytałam cały ten wątek i mam pytanie może trochę z boku, ale nie potrafię się powstrzymać - czy ta samotność o której Emilek mówił na początku, to poczucie bycia obserwatorem we własnym życiu, to nie mogłoby być też związane z Ajną? Takie jakby patrzenie z zewnątrz na siebie? Pytam bo sama to czułam i ktoś mi kiedyś powiedział że to może być nadczynność trzeciego oka przy zablokowanym sercu.
Julitka to co napisałaś o patrzeniu z zewnątrz na siebie, to ja to miałam bardzo długo i nie wiedziałam jak to nazwać. Naprawdę dziękuję że o tym napisałaś, bo myślałam że to tylko u mnie. U mnie zaczęło się zmieniać właśnie przy pracy z sercem, nie z trzecim okiem. Ale nie wiem czy u każdego tak samo.
