Od jakiegoś czasu czuję taką dziwną pustkę w środku klatki piersiowej. Nie chodzi o jakiś konkretny ból, bardziej o uczucie, że jestem odcięty od ludzi nawet gdy jestem wśród nich. Siedzę na imprezie u znajomych i czuję się kompletnie sam. Szef mi powiedział żebym poszukał sobie psychologa, ale kolega wspomniał coś o czakrach i że to może być blokada czakry serca. Czy to w ogóle możliwe, że samotność wynika z czegoś takiego? Nie bardzo wiem od czego zacząć żeby to sprawdzić.
To co opisujesz brzmi bardzo znajomo. Uczucie bycia 'za szybą' wśród ludzi, niby jesteś, ale jakby nieobecny emocjonalnie - to jeden z klasycznych sygnałów, który może wskazywać na zablokowaną Anahatę. Ale zanim cokolwiek stwierdzę, chciałabym się dopytać: czy to samotność taka sucha, zimna, czy raczej tęsknota za bliskością? To ważne rozróżnienie, bo zastój w czakrze serca objawia się trochę inaczej niż jej niedoczynność.
Też tak miałam przez długi czas i u mnie rzeczywiście okazało się, że Anahata była mocno przymknięta. Ale szczerze? Sama samotność to za mało żeby od razu wskazać na tę czakrę. Mam pytanie do autora tematu: czy masz też jakieś dolegliwości fizyczne? Bóle w okolicach mostka, barków, może coś z oddechem? Bo blokada serca często chodzi w parze z napięciem w górnej części klatki piersiowej.
Ten opis - mur, brak odczuwania przy kontakcie z ludźmi - to już coś, z czym można pracować. To typowy zastój, nie tyle czakra zamknięta na zero, ile jakby otoczona pancerzem ochronnym. Często pojawia się po jakimś zranieniu emocjonalnym, nawet starym, z dzieciństwa. Czy było coś takiego, jakaś strata, zdrada, cokolwiek co mogło uruchomić ten mechanizm obronny?
Aha, bo mnie interesuje jeszcze jedno: jak reagujesz na czyjeś wzruszenie albo czyjś ból? Czy czujesz cokolwiek, czy też jakaś pustka? Pytam, bo przy niedoczynnej Anahacie ten 'mur' często blokuje odbieranie emocji innych ludzi, nie tylko własnych.
Słuchajcie, ja rozumiem że to forum ezoteryczne i mamy tu swoje przekonania, ale chcę powiedzieć wprost: to co opisuje kolega brzmi jak coś, co naprawdę warto przedyskutować z psychologiem równolegle. Blokada Anahaty i depresja, albo coś w tym stylu, mogą dawać identyczne objawy na poziomie odczuwania. Praca z czakrami może pomóc, ale nie zamiast, tylko razem. To moje zdanie i się go trzymam.
Ten wstyd który właśnie opisałeś - to też jest informacja. Wstyd za brak czucia to paradoksalnie znak, że coś tam jednak jest, że ta czakra nie jest całkowicie martwa, tylko zablokowana. Przy całkowicie martwej Anahacie człowiek by się nie wstydził, bo nie miałby nawet odniesienia do tego, jak powinno być. Klimcia, zgadzasz się z tym?
Wtrącę się, bo czytam i mam pytanie do bardziej doświadczonych. Jak w takim przypadku odróżnić blokadę Anahaty od blokady, powiedzmy, Vishuddhy? Też chodzi o relacje, też o kontakt z ludźmi. Sama miałam kiedyś coś podobnego i różni ludzie wskazywali różne czakry.
Przepraszam że się wtrącam, ale jak w ogóle sprawdzić samodzielnie która czakra jest zablokowana? Bo teraz dopiero zaczynam się tym interesować i nie wiem czy jest jakaś metoda dla osób bez doświadczenia.
Powiem szczerze, jestem tu bardziej z ciekawości niż z przekonania, ale to mnie zastanawia. Jak to jest z tym wahadełkiem - co ono właściwie mierzy? Skąd wiadomo, że obraca się 'przez czakrę' a nie po prostu od drżenia ręki?
Wracając do mojej sytuacji - zakładając że to faktycznie Anahata, to od czego w ogóle zacząć? Medytacja? Jakieś kamienie? Czytałem gdzieś o mantrach ale nie wiem czy jako facet powinienem się za to brać.
Co do mantry to śmieszy mnie to pytanie, bo energie czakr nie patrzą na płeć :). YAM to bija-mantra czakry serca i działa na każdego tak samo. Ale powiem ci szczerze, zanim zaczniesz cokolwiek odblokowywać, najpierw warto wiedzieć z czym masz do czynienia. Czy ten mur pojawił się nagle czy narastał latami?
I właśnie to jest kluczowe pytanie. Bo jeżeli narastało latami i ma korzenie w konkretnym wydarzeniu, to sama mantra może nie wystarczyć. Przy głębszych blokadach często potrzeba sesji z bioenergoterapeutą, żeby najpierw zobaczyć pole od zewnątrz. Kolega, napiszesz coś więcej o tej historii?
Okej, żeby odpowiedzieć na pytanie Begonii - to trwa mniej więcej od jakichś dwóch lat. Nie pamiętam żadnego konkretnego zdarzenia, które by to wywołało. Nie było żadnej dramatycznej historii, żadnego zerwania, żadnej tragedii. Po prostu w pewnym momencie zorientowałem się, że jestem coraz bardziej w tym bańce. Stopniowo.
Stopniowe narastanie bez wyraźnego punktu zapalnego to akurat ważna informacja, bo to inaczej pracuje niż blokada po konkretnym urazie. Pytanie - czy w tym czasie było może dużo stresu, duże zmiany, coś co wymagało od ciebie ciągłego 'trzymania się'? Bo Anahata potrafi się zamykać powoli właśnie w odpowiedzi na długotrwałe przeciążenie, nie tylko na gwałtowne zdarzenia.
To co mówi Begonia jest według mnie kluczowe dla doboru metody pracy. Przy stopniowym zamknięciu często wystarczą łagodniejsze techniki, bo nie ma jednej warstwy traumy do rozpuszczenia, tylko raczej ogólne zmęczenie i wycofanie energii. Emilek, a powiedz jeszcze - jak masz z ciałem fizycznie? Czy miewasz ściśnięcie w klatce piersiowej, coś w tym rodzaju?
Ten ucisk w klatce przy kontakcie społecznym to klasyczny sygnał Anahaty, który i tak próbuje coś poczuć, ale napotyka tę warstwę ochronną. Trochę jak drzwi, które ktoś naciska od środka - czujesz nacisk, ale drzwi się nie otwierają. Martwię się bardziej o jedno: czy ten stan wpływa jakoś na twoją pracę, funkcjonowanie na co dzień? Bo to ważne dla rozeznania jak głęboko sięga.
To że tu piszesz i szukasz odpowiedzi już jest jakimś krokiem, naprawdę. I to że czujesz wstyd, że 'powinienem czuć' - jak wcześniej zauważyła Paradoxa - to jest sygnał że coś tam żyje. Mam jedno konkretne pytanie: czy masz jakieś chwile, nawet rzadkie, kiedy coś przebija przez ten mur? Muzyka, przyroda, cokolwiek?
To jest bardzo istotna informacja i naprawdę dobra. Przy zwierzętach czakra serca nie musi się bronić, bo nie ma zagrożenia odrzucenia. Psy nie oceniają, nie zranią intencjonalnie - energia może przepłynąć bez aktywowania mechanizmu obronnego. To znaczy że sam kanał nie jest zepsuty, tylko zabezpieczony przed konkretnym typem kontaktu. To zupełnie inna sytuacja niż całkowite zamknięcie.
Słucham tego i myślę sobie - ja miałam coś podobnego z kotami lata temu. I właśnie poprzez pracę z tym ciepłem, które czułam przy zwierzęciu, mój bioenergoterapeutka powiedziała że to jest 'punkt wejścia' do czakry. Że można to rozszerzyć. Czy ktoś z was praktycznie z tym pracował, z rozszerzaniem tego rodzaju częściowego otwarcia?
Też mam pytanie przy okazji tej kotwicy emocjonalnej - czy do tego warto dołączyć kamień? Przy Anahacie mówi się o różowym kwarcu i zielonym awenturynie. Zastanawiam się czy trzymanie kamienia przy tej medytacji z kotwicą wzmacnia efekt, czy raczej nie ma to większego znaczenia.
Słucham tej rozmowy z dużym zainteresowaniem, ale mam pytanie do Klimci czy Begonii - ta cała kotwica emocjonalna i rozszerzanie otwarcia, skąd właściwie wiadomo że to 'działa przez czakrę' a nie po prostu że to normalne ćwiczenie emocjonalne, coś w stylu ekspozycji stopniowej? Nie zarzucam nic złego, po prostu ciekawa jestem jak wy to rozróżniacie.
Ale żeby nie zostawiać Emilka bez czegoś konkretnego - bo pytał od czego zacząć. Moja sugestia byłaby taka: zanim zaczniesz robić cokolwiek formalnego, przez tydzień notuj po prostu kiedy czujesz to ciepło, o którym mówiłeś przy psie sąsiadki. Tylko obserwacja, żadnej meditacji na siłę. To jest jak rozpoznanie terenu zanim zaczniesz budować. Dasz radę coś takiego zrobić?
Dobra, to opisuję tę metodę z kotwicą, bo kilka osób pytało. Zanim zaczniesz medytację nastawioną na czakrę serca, przez minutę albo dwie po prostu przypominasz sobie to ciepłe odczucie - w przypadku Emilka to byłby pies sąsiadki. Nie analizujesz, tylko czujesz. Potem, gdy to ciepło choć trochę się pojawia, przenosisz uwagę na okolice mostka i zostasz tam z tym odczuciem. Nie musisz nic wizualizować na siłę. Chodzi o to, żeby Anahata 'przypomniała sobie' jak to jest być otwartą, nawet przez chwilę. Efekt nie przyjdzie od razu i nie zawsze jest spektakularny - bardziej jak rozmrażanie niż wyłącznik.
Przy tej metodzie z kotwicą - wspominałaś różowy kwarc wcześniej. Czy trzymasz go przez całą tę medytację w dłoni, kładziesz na klatce piersiowej, czy to nie ma znaczenia? Pytam bo u mnie kwarc działał inaczej zależnie od pozycji i nie wiem czy to sugestia czy faktyczna różnica.
To co opisuje Granacik93 to jest właśnie ten moment, o którym mówią doświadczone bioenergoterapeutki - energia zablokowana w czakrze serca często niesie w sobie nieopłakane rzeczy. Ciało wie, co ma zrobić, jak dostanie przestrzeń. Emilek, mam pytanie - czy ty w ogóle pozwalasz sobie płakać, czy to też jest 'zamknięte'?
Nie płakałem chyba ze trzy lata. Nawet przy mamie, o czym wspominałem. Chciałem, czułem że powinienem, ale nic. Jak sucho. Granacik93, to co opisujesz brzmi dla mnie jak coś bardzo odległego.
