Sylwunia, to co napisałaś o tym że zaczęło się zmieniać przy pracy z sercem a nie z Ajną - jak to wyglądało? Czy czułaś jakiś konkretny moment przełomu, czy raczej stopniowo? Bo ja w tej chwili czuję się trochę jak ktoś kto stoi przed kilkoma drzwiami i nie wie które otworzyć.
Emilek, u mnie nie było żadnego dramatu, żadnego 'aha' na raz. Raczej po kilku tygodniach zauważyłam że częściej siedzę w ciszy i mi to nie przeszkadza. Wcześniej musiałam mieć coś w tle, film, muzykę, cokolwiek. To była pierwsza zmiana. Potem zaczęłam płakać przy głupich rzeczach, przy reklamach, przy piosenkach - i to nie było złe, to było jakby coś zaczęło mieć szansę wyjść. Nie wiem czy to 'przełom', ale to była dla mnie informacja że coś drgnęło.
To co Sylwunia opisuje - ta zmiana progu płaczu - to bardzo typowy sygnał przy otwieraniu Anahaty. Nie w sensie chorobowym, tylko że ciało zaczyna przepuszczać to co wcześniej trzymało za murem. Emilek, czy ty w ogóle miewasz takie momenty? Że coś cię tknie i czujesz jakiś impuls emocjonalny, który zaraz tłumisz albo racjonalizujesz?
Właśnie to mi się podoba w tej rozmowie - że zaczęliśmy od samotności i Anahaty, a powoli wyłazi że to jest bardziej złożone. Emilek, mam jedno konkretne pytanie bo to może dużo wyjaśnić: ta samotność którą czujesz, jest gorsza kiedy jesteś sam czy kiedy jesteś z ludźmi?
To co Emilek opisuje z tą szybą - to jest coś na co zwróciłam uwagę jeszcze kilka postów temu. I teraz jak to zestawię z tym co mówił o telefonie, o szczelności przy ludziach - to mnie zastanawia czy to nie jest przede wszystkim kwestia kontaktu ze sobą. Nie w sensie że serce jest zablokowane na innych, ale że najpierw jest zablokowane na siebie samego.
Zgadzam się z Marzenką i chcę dodać jedną rzecz. Ta metafora z szybą którą Emilek opisuje - ja to słyszałam wiele razy w kontekście energetycznym i psychologicznym jednocześnie. Astrologia też to pokazuje w pewien sposób, na przykład mocno zaangażowany Saturn w domach osobistych. Nie mówię że to jedyne wytłumaczenie, ale wzorzec 'jestem obok zamiast w środku' to nie jest wyłącznie czakrowy temat.
Filomena, masz rację i sama to przerabiałam. W pewnym momencie miałam tyle 'diagnoz' z różnych systemów że czułam się bardziej skategoryzowana niż rozumiana. Wróciłam wtedy do podstaw i zaczęłam od jednej prostej rzeczy - od codziennego pytania jak się czuję w ciele. Bez nazw, bez przyporządkowania do czakr. I dopiero z tego coś wyrosło.
Granacik, a to brzmi jak coś co mogę zrobić. Ale jak pytasz siebie 'jak się czuję w ciele' to co potem z tą odpowiedzią robisz? Bo mam wrażenie że zapytam i usłyszę 'nie wiem' i na tym się skończy.
Na początku 'nie wiem' to jest uczciwa odpowiedź i ona też jest informacją - że kontakt jest słaby albo że gdzieś jest napięcie którego nie chcesz czuć. Nie trzeba tego od razu interpretować. Wystarczy że zapisujesz. Po kilku dniach sam zaczyna wychodzić jakiś wzorzec, na przykład że rano jest lepiej, a wieczorami jest ta pustka o której mówisz. I to jest już coś konkretnego.
Ja bym tu tylko dorzuciła żeby Emilek przy tym zapisywaniu zaznaczał też gdzie w ciele coś czuje, albo gdzie nic nie czuje. Bo właśnie ta 'dziura w klatce piersiowej' albo 'ciężar w brzuchu' to są rzeczy które potem można połączyć z czakrami, ale na początku wystarczy że w ogóle to zauważysz. Nie musisz wiedzieć co to znaczy, żeby to zaobserwować.
Właśnie to jest dobry punkt wejścia dla kogoś kto nie ma żadnej praktyki. Zamiast 'otwórz Anahatę' - po prostu połóż rękę na klatce piersiowej przed snem i poczuj czy jest tam ciepło czy chłód, ciężar czy lekkość. To nie jest medytacja, to jest tylko chwila kontaktu. Emilek, czy to brzmi wykonalnie?
Emilek, z mojego doświadczenia - na początku często nic się nie czuje i to nie jest zły znak. To jest po prostu punkt startowy. Wrażliwość na subtelniejsze sygnały ciała to coś co się ćwiczy, tak samo jak mięsień. U mnie przez pierwsze tygodnie była tylko myśl 'no leżę i mam rękę na piersi', nic więcej. A potem zaczęło się zmieniać.
Dokładnie tak jak Begonia mówi. Ja długo myślałam że 'nie czuję nic' znaczy że jestem zepsuta albo że to nie działa dla mnie. A potem okazało się że po prostu musiałam się nauczyć słuchać ciszej. I to 'nic' okazało się stopniowo czymś - takim delikatnym ciepłem które wcześniej było za słabe żebym je w ogóle zarejestrowała. Nie poddawaj się za wcześnie Emilek.
To dobre pytanie i zastanawiałam się nad nim sama. Dla mnie różnica była w tym, że zwykłe ciepło jest... mechaniczne jakoś. A to drugie ma jakiś charakter. Trudno to opisać inaczej niż że jedno jest jak temperatura, a drugie jest jak obecność. Ale szczerze - na początku nie rozróżniasz i nie musisz.
Właśnie - i tu jest pułapka dla osób które zaczynają. Zaczynają szukać 'właściwego' odczucia i przez to blokują wszystko. Emilek, jak będziesz kłaść rękę na klatce i pytać 'czy to to?' - to raczej nic się nie wydarzy. Lepiej kłaść i nie pytać. Po prostu być.
I żeby nie odbiegać za daleko od Emilka - bo właśnie tu jest sedno. On opisuje samotność kiedy jest z ludźmi. I teraz ta praca z ciałem, o której mówiłyśmy, jest o tym żeby zobaczyć czy ten mur jest w klatce piersiowej, czy może gdzie indziej. Bo lokalizacja może dużo powiedzieć.
Właśnie myślę o tym co Hania napisała. Jak siedzę i wyobrażam sobie to spotkanie towarzyskie - to czuję coś w górze brzucha. Nie w klatce. Czy to coś zmienia w interpretacji?
Emilek, górny brzuch to Manipura - czakra splotu słonecznego. Odpowiada za poczucie własnej siły, za to jak się czujesz wśród innych ludzi, czy jesteś sobą czy się kurczysz. To by tłumaczyło tę szybę - nie tyle zamknięte serce, co brak poczucia że możesz być sobą w grupie. Czy masz z tym coś wspólnego?
To co Klimcia powiedziała o pustym pokoju - to jest ładny obraz. Ale praktycznie - jak Emilek ma pracować z Manipurą? Jakie są proste wejścia, nie wielkie rytuały, tylko coś co można zacząć od zaraz?
Słucham was i mam dziwne wrażenie że ta rozmowa dotyczy mnie bardziej niż myślałem kiedy pisałem ten pierwszy post. Myślałem że zapytam o samotność i Anahatę i dostanę parę ćwiczeń. A tu okazuje się że to jest o czymś innym. Trochę to dziwne uczucie.
Emilek, a to że to wychodzi stopniowo i że to jest 'dziwne uczucie' - to jest chyba lepszy znak niż gdybyś dostał gotową listę ćwiczeń i poszedł zadowolony. Bo znaczy że coś naprawdę zobaczyłeś.
I wiesz co - ta samotność którą czujesz wśród ludzi, i to kurczenie się które opisałeś, i ta szyba - to są różne opisy tego samego. Nie trzy różne problemy. Więc nie musisz się czuć przytłoczony że jest tego dużo.
Mam pytanie do bardziej doświadczonych - czy to jest częsty wzorzec? Że ktoś przychodzi z jedną czakrą w głowie, a okazuje się że serce i splot są powiązane i jedno napędza drugie? Czy to jest raczej wyjątek?
Poczekajcie - to znaczy że ta samotność którą czuję, może być objawem czegoś nadaktywnego, a nie zablokowanego? Myślałem że blokada równa się brak, nie nadmiar.
Emilek, niekoniecznie jedno albo drugie. Ale to co opisujesz - ta szyba, ten dystans - brzmi raczej jak zamknięcie niż nadmiar. Nadaktywna Anahata to często coś przeciwnego: za dużo emocji, przejmowanie się wszystkimi dookoła, zatracanie własnych granic. A ty mówisz że czujesz mało, nie za dużo.
Tak, to prawda. Raczej mało. Jakby gasło za szybą. Ale to co Marzenka napisała o Manipurze, która nie przepuszcza - to mi siedzi w głowie. Więc zanim cokolwiek zrobię z sercem, powinienem sprawdzić to co niżej?
Właśnie. I nie chodzi o jakąś ścisłą kolejność, tylko o to żeby nie omijać podłoża. Możesz pracować z oboma, ale jeśli całą uwagę dasz Anahacie, a splot zostanie jak był - to jak otwierasz okno w zamkniętym pokoju. Coś tam wieje, ale powietrze się nie wymienia.
