A można dopytać jak w ogóle Igorek potwierdził tę żyłę? Bo wcześniej to się pojawiło, ale chyba nie rozmawialiśmy o tym szczegółowo. Czy to był radiesteta, wahadełko własne, coś innego?
Metr to może być za mało, zależy od szerokości samej żyły. Niektóre mają kilkadziesiąt centymetrów, inne więcej. Czy radiesteta mówił coś o tym jak szeroki jest ten pas zakłóceń?
I właśnie tu wracamy do tego, co Bolesław powiedział o medytacji poza strefą. Igorek, masz w domu inne miejsce do siedzenia niż ta sypialnia? Czy jest jakiś kąt w salonie albo cokolwiek z dala od tego miejsca, gdzie mógłbyś to wypróbować?
Mam salon, tak. Kąt przy oknie, z dala od sypialni. Właściwie nigdy tam nie medytowałem, bo odruchowo siadałem na łóżku. Spróbuję tam.
To spróbuj przez kilka dni i porównaj. Mnie ciekawi czy poczujesz jakąś różnicę już po pierwszej sesji w nowym miejscu, czy dopiero po czasie. Bo jeśli żyła faktycznie robiła swoje, to przeniesienie powinno coś zmienić w jakości skupienia.
Właśnie to. I tu wracamy do sedna tematu, bo Adżna reaguje bardzo subtelnie na jakość środowiska. Igorek, jak siadasz do medytacji, to masz w głowie jakiś konkretny punkt skupienia, obraz, dźwięk, czy po prostu próbujesz wyciszyć myśli?
to bardzo typowe. Samo pytanie 'czy dobrze to robię' jest sygnałem, że Manipura próbuje przejąć kontrolę nad procesem, który powinien się dziać inaczej. Adżna nie lubi bycia sprawdzana w trakcie. Czy ta myśl kontrolna pojawia się też poza medytacją, w innych sytuacjach?
O, to akurat rozumiem totalnie. U mnie to samo, siedząc i myślę 'no i co, coś czujesz, nie czujesz, może zrezygnuj'. I potem faktycznie kończę za wcześnie. Edek, to znaczy, że problem jest gdzie indziej, nie w Adżnie?
Ciekawi mnie czy ktoś tu miał doświadczenie z wizualizacją koloru przy tej czakrze i czy to faktycznie prościej działa niż samo skupienie na oddechu? Bo Igorek mówi, że mu nie wychodziło, ale może to kwestia podejścia, nie techniki samej w sobie.
Mnie wizualizacja koloru zupełnie nie szła na początku, widziałam jakąś szarość i już. Dopiero jak ktoś mi poradził żeby nie tworzyć obrazu aktywnie, tylko czekać czy coś samo się pojawi, to zaczęło działać. Coś w tym jest, że jak próbujesz za bardzo, to nic nie ma.
Brak obrazu nie musi oznaczać blokady, może być też po prostu brakiem wprawy w wizualizacji. To są dwie różne rzeczy i warto je rozróżnić. Halszeczka, a ty co słyszysz od osób które do ciebie przychodzą po wróżbach, czy mówią o takich trudnościach z Adżną?
To mnie ciekawi z innej strony. Czy radiesteta mówił coś konkretnie o tym jak się śpi od kiedy tam mieszkasz? Bo zaburzenia Adżny i problemy ze snem często idą w parze, i nie wiadomo co jest przyczyną, a co skutkiem.
To ważna informacja. Jeśli objawy były wcześniej, to żyła mogła tylko pogłębić istniejące rozregulowanie, a nie je wywołać. To trochę zmienia perspektywę, bo wtedy sama zmiana miejsca do spania nie wystarczy i praca z Adżną ma sens niezależnie od tego.
Czyli nie ma jednej odpowiedzi na pytanie z tytułu wątku kiedy medytacja zaczyna pomagać? Bo trochę tak wychodzi z tego co tu piszecie.
A jak w praktyce odróżnić to zaśmiecenie od strukturalnego zamknięcia? Bo słucham i rozumiem że to różne rzeczy, ale nie wiem jak bym to u siebie rozpoznała bez wizyty u kogoś doświadczonego.
O to chodzi, bo ja włąsnie mam tak że jak jestem na wakacjach to sny mi się urywają jak film, a potem wracam do domu i znów nic. Myślałam że to przez zmęczenie, ale może to właśnie to zaśmiecenie o którym mówicie?
To co opisujecie, Fela i Bernadka, bardzo mi przypomina coś co widzę u siebie i u osób które przychodzą na konsultacje. Adżna nie jest wyłączona, ona po prostu dostaje za dużo zakłóceń. Jak radio z sygnałem, który ginie pod szumem. I tu wracam do Igorka, bo żyła wodna może być właśnie takim stałym szumem w tle, nawet jeśli objawy były wcześniej.
To znaczy, że te objawy sprzed przeprowadzki mogły być z innych przyczyn, a teraz żyła je nakłada i wszystko się sumuje? Bo tak trochę rozumiem co piszecie, ale chcę się upewnić.
Dokładnie tak. I dlatego nie ma jednej odpowiedzi na pytanie co naprawić najpierw. Można pracować z Adżną poprzez medytację i widzieć efekty, nawet jeśli żyła zostanie. Ale jeśli żyła jest silna, to efekty mogą być mniejsze albo wolniejsze. To jak wietrzenie pokoju przy otwartym oknie na hałaśliwą ulicę.
Ale skoro radiesteta już był i wskazał żyłę, to czemu nie zacząć od prostej rzeczy, czyli zmiany miejsca spania? To chyba logicznie powinno być krok pierwszy, zanim w ogóle wchodzi się w medytację Adżny.
Igorek, a próbowałeś w ogóle choćby obrócić łóżko albo spać w innym miejscu eksperymentalnie przez kilka nocy? Ciekawi mnie czy zauważyłeś jakąkolwiek różnicę, bo to by dużo powiedziało.
Nie wiem czy to błąd, ale jakbym była na twoim miejscu, to bym chciała wiedzieć od razu czy zmiana miejsca coś daje, bo inaczej nie ma jak ocenić czy medytacja pomaga czy nie. Mieszasz dwie zmienne naraz.
To chyba sam odpowiedziałeś na swoje pytanie z tytułu. Medytacja zacznie bardziej pomagać jak usuniesz przynajmniej część zakłóceń. Nie mówię że to rozwiąże wszystko, ale przynajmniej będziesz wiedzieć z czym pracujesz.
Czytam ten wątek od dłuższego czasu i mam pytanie trochę z boku. Czy ktoś wie ile zazwyczaj trzeba regularnie medytować na Adżnę żeby zobaczyć pierwsze sygnały że coś się zmienia? Pytam bo sama zaczynam i nie wiem czego się spodziewać.
Dobra, czyli nie szukać efektu w trakcie samej medytacji, tylko obserwować co się dzieje potem. To trochę zmienia podejście, bo właśnie siadałam i czekałam aż coś poczuję na czole, a jak nic nie było to myślałam że nie idzie.
U mnie pomogło skupienie na oddechu zamiast na czole. Jak daję uwagę oddechowi, to jakby zapominam że czekam na coś z Adżną. I właśnie wtedy czasem coś czuję, jakby leciutkie mrowienie albo pulsowanie. Ale szczerze to nie wiem czy to naprawdę czakra czy po prostu skupiam uwagę na tej okolicy.
A jak długo mniej więcej trwa ta faza kiedy człowiek nie wie co jest czym? Pytam bo trochę nie lubię działać w ciemno i chciałabym mieć jakiś punkt odniesienia.
