Ja próbowałm kiedyś prowadzić taki dziennik i na poczatku rzeczywiscie wszystko mi się mieszało. Ale po jakims czasie zaczełam widzieć, że pewne odczucia powtarzają się niezalezenie od tego co myślę. To chyba to miała na myśli Simma? Ze ciało jest szybsze?
No ale ile można czekać z tym dziennikiem zanim cokolwiek się ruszy? Tydzień, miesiąc? Pytam, bo jak długo obserwować, zanim ma to sens żeby zacząć coś aktywnie robić z czakrami.
Wracając do kwestii żyły, bo to nadal wisi w powietrzu: Igorek, napisałeś, że kilka nocy spałeś z głową w drugą stronę i nie czułeś różnicy. Ale jak wyglądały te noce pod względem snów, przebudzeń w środku, jakości wstawania rano?
Rzadkie pamiętanie snów to akurat też sygnał, który warto wziąć pod uwagę w kontekście Adżny. Nie mówię że to dowód, ale słaba łączność z fazą snów często idzie w parze z tym, że trzecie oko jest przytłumione. Bolesław, co ty na to?
Chyba zawsze miałem z tym problem, odkąd pamiętam. Rzadko kiedy coś zostaje rano. Może raz na kilka tygodni coś wyraźnego.
Raz na kilka tygodni to jednak coś. I właśnie te sny, które zostają, mogą być wartościowym materiałem do obserwacji. Czy je zapisujesz? Nawet jedno zdanie zaraz po przebudzeniu dużo zmienia, bo inaczej znikają.
Czytam ten wątek od początku i mam pytanie, bo jestem sceptyczna wobec całej tej diagnostyki przez objawy. Skąd wiadomo, że to czakra, a nie po prostu stres, zła dieta albo niedobór snu? Część objawów, które tu padają, pasuje do stu innych rzeczy.
To pytanie jest ważniejsze niż się wydaje. Medycyna konwencjonalna nie odpowie na pytanie o przepływ energii, bo to nie jest jej język. Ale też nie wyciągałbym z tego wniosku, że każdy niezdiagnozowany objaw to czakra. Igorek, wracając do ciebie: czy masz jakieś fizyczne dolegliwości, które powtarzają się i nie mają wyjaśnienia? Poza jakością snu.
Właściwie tak. Od lat miewam bóle głowy, głównie z tyłu głowy i w okolicach skroni. Neurologicznie czysto, nic nie wychodzi. Myślałem, że to napięciowe, ale zdarza się też bez wyraźnego stresu.
To już trzecia rzecz, która układa się w jeden obraz. Rzadkie sny, bóle głowy bez przyczyny, i ten problem z żyłą w sypialni, który chciałem jeszcze podrążyć. Igorek, ten ból głowy pojawia się konkretnie rano po przebudzeniu czy raczej w ciągu dnia?
Przy bólach głowy w okolicach skroni i tyłu głowy, bez podłoża neurologicznego, zawsze warto spojrzeć na Adżnę, ale też na napięcia w obrębie Vishuddhy, szczególnie jeśli ktoś dużo tłumi w komunikacji. Igorek, masz wrażenie, że swobodnie wyrażasz to co myślisz, czy raczej często urywasz?
To wcale nie brzmi banalnie. Właśnie to nakładanie się - Adżna i Vishuddha razem - daje taki obraz, gdzie intuicja jest, ale nie ma wyjścia, bo gardło ją blokuje. Jakbyś widział coś wyraźnie, ale nie możesz o tym powiedzieć. Czy masz poczucie, że często masz rację w ocenie sytuacji, ale potem się nie odzywasz?
Przepraszam, ale czy nie idziemy za daleko z tą interpretacją? Mamy: bóle głowy, rzadkie sny, nieśmiałość w pracy. Połowa ludzi to ma i nikt nie mówi o blokadach czakr. Nie chcę być złośliwa, ale skąd ta pewność, że to akurat Adżna, a nie po prostu introwertyzm?
Mnie to trochę kręci w kółko. Już od wielu postów rozmawiamy o tym czy można w ogóle diagnozować, a ja chciałabym wiedzieć co Igorek ma teraz konkretnie zrobić z tą Adżną. Czy jest jakaś medytacja, która daje efekty szybciej niż inne przy tym trzecim oku?
Wahadełko i skanowanie to nie jedyne drogi. Możesz sprawdzić przez ciało i kontekst. Przy niedoczynności Adżny dominuje mgła, trudność ze skupieniem, brak wyraźnych przeczuć. Przy nadczynności bywa odwrotnie: natłok obrazów, trudność z oddzieleniem własnych myśli od zewnętrznych impulsów, bezsenność, nadwrażliwość na światło. Igorek, które z tego jest ci bliższe?
Zdecydowanie to pierwsze. Mgła, trudność ze skupieniem, brak przeczuć. Bezsenności nie mam, światła nie odczuwam jakoś szczególnie. Raczej czuję się jakby coś było... niewyraźne przez cały czas.
Ja miałam podobnie, to uczucie niewyraźności, jakby szło się przez mgłę. U mnie pomagała medytacja z koncentracją na punkcie między brwiami, cicha, bez muzyki. Ale potrzebowałam kilku tygodni zanim cokolwiek poczułam. Czy Igorek w ogóle próbował już jakiejś medytacji ukierunkowanej na Adżnę?
To jest bardzo częsty problem przy Adżnie. Za dużo bodźców z zewnątrz to jakby próbować wytrenować ciszę przez słuchanie głośnej muzyki. Mam pytanie do Edka i Bolesława: przy niedoczynności Adżny, od czego sensowniej zacząć, od wizualizacji koloru czy od po prostu siedzenia w ciszy bez celu?
Czyli cisza najpierw, potem dopiero wizualizacja. Zgadzam się z Edkiem, ale dodam jedno: przy zamglonej Adżnie nawet sama cisza na początku może być trudna do utrzymania, bo umysł nie ma czego się uchwycić. Igorek, jak długo siedziałeś w tej ciszy zanim rezygnowałeś? Czy to były minuty, czy próbowałeś dłużej?
Trzy minuty to nie jest mało jak na początek, to po prostu jest dokładnie tyle ile potrzeba żeby poczuć jak trudna jest cisza. Większość osób rezygnuje właśnie w tym momencie, zanim cokolwiek zacznie się dziać. Ale pytanie do Bolesława, bo mnie samą to ciekawi: czy przy Adżnie jest jakiś minimalny próg czasu medytacji, od którego zaczyna to dawać efekty, czy to naprawdę tak różnie działa?
No dobra, systematyczność, regularność, to słyszę tu od początku wątku. Ale co to konkretnie oznacza, codziennie? Co dwa dni? Bo dla mnie to robi różnicę, mam różne dni i nie zawsze jestem w stanie.
Rano mi też lepiej wychodzi, szczególnie zaraz po przebudzeniu, zanim zaczną się myśli o dniu. Kiedyś czytałam że to jest czas kiedy Adżna jest naturalnie bardziej otwarta, coś z granicą między snem a jawą. Nie wiem czy to prawda, ale u mnie działało. Igorek, próbowałeś kiedyś meytować tuż po przebudzeniu, jeszcze w półśnie?
jakieś kilkanaście minut, zależy od dnia. Ale właśnie w tym czasie zamiast od razu wstawać, leżałam z zamkniętymi oczami i skupiałam się na tym miejscu między brwiami. Bez żadnej wizualizacji, po prostu uwaga tam. I to był moment kiedy po raz pierwszy naprawdę coś poczułam, takie lekkie mrowienie.
To ciekawe bo to co Fela opisuje to jest de facto hipnagogia, stan przejściowy między snem a jawą. I faktycznie w tym stanie bariera między świadomym a nieświadomym jest cieńsza. Edek, czy z twojej perspektywy to sensowne podejście dla kogoś z niedoczynną Adżną, czy raczej to bardziej technika dla osób które już mają jakiś kontakt z tą czakrą?
Czyli doradzamy komuś medytację między snem a jawą, bo tak otwiera się czakra trzeciego oka. A żyła wodna pod sypialnią, od której zaczął Igorek, to już w ogóle zniknęła z rozmowy. Mam wrażenie, że trochę pogubiliśmy wątek.
Jeśli o żyłę chodzi, to zostało mi właściwie jedno pytanie. Czy jeśli nie mogę się przeprowadzić, to praca z Adżną i tak ma sens, czy żyła będzie cały czas ten wysiłek niwelować?
To jest bardzo dobre pytanie i nie ma na nie prostej odpowiedzi. Żyła wodna jako zakłócenie geopatyczne działa ciągle, ale nie paraliżuje pracy z czakrą. Można to porównać do ćwiczenia w hałasie, trudniej, ale nie niemożliwe. Ważne żeby przynajmniej medytować poza strefą zakłóceń, czyli nie w tej sypialni.
