Próbowałem dziś rano różdżki na sobie, chciałem sprawdzić jak chodzi nad brzuchem kontra nad nogami. Nad brzuchem wyraźniejszy ruch, nad goleniami prawie nic. To znaczy że u mnie korzeń jest w gorszym stanie niż splot?
Niekoniecznie od razu gorzej, ale różnica w amplitudzie może wskazywać na zastój energii w dolnej części. Golenie i stopy to bardzo ważny obszar dla Muladhary, bo to dosłownie punkt kontaktu z ziemią. Jak długo skanowałeś każde miejsce?
A jak w ogóle odróżnić własne drżenie od sygnału różdżki? Bo ja jak trzymam wahadełko to też się ruszam i nie wiem co to ja, a co to 'naprawdę'.
Słuchajcie, mam pytanie które trochę kłóci się z kierunkiem tej rozmowy. Skoro tyle osób tutaj ma problemy z korzeniem związane z finansami, to czy ktoś kiedyś robił sobie układ tarota specjalnie pod diagnostykę czakr? Nie wróżbę finansową, tylko właśnie żeby zobaczyć gdzie jest blokada?
Ja kiedyś trafiłam na taki układ i wyciągnęłam rewers Cesarza na pozycji korzenia. Wtedy nie wiedziałam co z tym zrobić, ale w kontekście tej rozmowy to nagle brzmi inaczej.
To dziwne że ta rozmowa o tarcie mi pomaga bardziej niż bezpośrednie pytanie o korzeń. Może dlatego że widzę jak te stany u innych wyglądają z zewnątrz a u siebie tego nie widzę.
Próbowałem różdżki na goleniach jeszcze raz, tym razem usiadłem i oparłem łokieć o kolano żeby nie drżał. Faktycznie ruch był inny, jakiś spokojniejszy i bardziej jednostajny. Ale dalej słabszy niż nad brzuchem. Czy to może znaczyć że mam problem z uziemieniem a nie samą Muladharą?
To ciekawe rozróżnienie które robisz. Uziemienie i Muladhara to nie jest dokładnie to samo, masz rację że można je rozdzielić. Czakra korzenia to bardziej jakość, a uziemienie to praktyka utrzymywania kontaktu z tą energią. Ale zanim pójdziemy dalej - jak się czujesz w ciele kiedy siedzisz boso na ziemi albo chodzisz po trawie? Masz w ogóle taki kontakt na co dzień?
To co pisze Okultysta jest bardzo typowe dla miejskiego korzenia, jeśli można tak to nazwać. Brak fizycznego kontaktu z ziemią przez całe tygodnie to coś co zaburza przepływ od dołu. Kamienie mogą tu trochę pomóc jako substytut - turmalin czarny albo hematyt w kieszeni to nie magia, ale jest coś w noszeniu czegoś co pochodzi z ziemi bezpośrednio. Ktoś tu próbował tej drogi?
Zgubiony kamień to osobna tradycja interpretacyjna, ale nie ciągnijmy tego wątku, bo odejdziemy za daleko od korzenia. Natomiast to co powiedziała Iwetka o intencji pasywnej kontra aktywnej jest ważne w kontekście pytania Okultysty. On pyta czy robi coś źle z różdżką, ale może pytanie powinno brzmieć nie 'co robię' tylko 'z jakim nastawieniem to robię'.
Szafirowa dotknęła czegoś co mnie też zastanawia od dłuższego czasu. Tylko że ja bym to postawiła inaczej - nie 'czy to prawda' ale 'czy to zmienia coś w moim zachowaniu'. Bo jak wracam do tej rozmowy w pracy którą opisałam wcześniej - nie wiem czy korzeń był naprawdę zablokowany, ale wiem że mówienie sobie że pracuję nad korzeniem dało mi ramę do działania. Czy to wystarczy?
Chcę tu trochę przyhamować bo widzę że rozmowa robi się bardzo filozoficzna. Niedziela i Rajmundaa mają rację że ramy są pomocne. Ale jeśli chodzi o praktyki które naprawdę coś robią z korzeniem w kontekście finansów - co konkretnie ludzie tutaj zmienili w działaniu, nie tylko w myśleniu? Bo medytacja i kamienie to jedno, ale Muladhara to też czakra konkretnych działań w świecie materialnym.
Dobrze że to wyszło wprost. Z mojego doświadczenia korzeń lubi bardzo przyziemne rzeczy, i to nie jest metafora. Regularne jedzenie o stałych porach. Spanie i wstawanie o podobnej godzinie. Jedna mała rzecz finansowa załatwiona w tygodniu, nawet głupia - przelew, przejrzenie rachunków, założenie słoika na oszczędności. To buduje poczucie bezpieczeństwa dosłownie, a nie tylko energetycznie.
To co mówi Runiarka o myciu naczyń jako medytacji jakoś mi zostało. Nigdy tak nie myślałam o codziennych czynnościach. Ale mam pytanie - mówisz że robisz jedną małą rzecz finansową w tygodniu. Co to może być, jak ktoś ma bardzo duży bałagan w finansach i nie wie nawet od czego zacząć?
Słucham tego i myślę że mam właśnie ten problem co opisuje Runiarka. Mam na koncie powiadomienia których nie otwieram od pewnego czasu. Dosłownie nie wchodzę do aplikacji bankowej. I teraz jak to słyszę, to brzmi jak klasyczny objaw lęku z korzenia, tak? Czy ja to dobrze interpretuję?
Nie spieszyłbym się z tą interpretacją. Unikanie aplikacji bankowej to może być lęk z korzenia, ale może też być po prostu zły nawyk albo zwykła prokrastynacja. Zanim ktoś powie 'masz blokadę Muladhary' - jakie inne rzeczy też odkładasz, nie tylko finansowe?
Hubert ma rację że nie każde odkładanie to Muladhara. Ale jest coś charakterystycznego dla korzenia - kiedy odkładasz konkretnie te rzeczy które dają poczucie bezpieczeństwa i stabilności. Dentysta, finanse, formalności. Jak odkładasz wyłącznie rzeczy przyjemne to inna bajka, jak odkładasz właśnie te 'fundamentowe' to już ciekawe.
To co mówi Niedziela pasuje do tego jak ja rozumiem różnicę między czakrami dolnymi a górnymi w ogóle. Dolne są o przetrwaniu i bezpieczeństwie, górne o sensie i połączeniu. Dlatego kiedy coś się dzieje w finansach, w pracy, w podstawowym bezpieczeństwie - to ciągnie Muladharę, nie Anahata ani Vishuddha. Chyba że strach dotyczy relacji, wtedy serce.
Dobra ale wracając do praktycznego - ja właśnie mam problem finansowy i chcę coś zrobić. Medytacja i mycie naczyń to piękne ale co z tym że za miesiąc mogę mieć problem z czynszem? Czy są jakieś konkretne afirmacje albo rytuały które ludzie tu robili i coś po tym się zmieniło w realnej sytuacji?
Ten paraliż przed działaniem przy jednoczesnej wiedzy co robić - to jest coś co znam z własnego doświadczenia i co moim zdaniem jest bardzo korzeniowe. Nie brak pomysłów, tylko zamrożenie. Mnie wtedy pomogło coś bardzo fizycznego, nie medytacja - dosłownie wyjście boso na balkon na pięć minut. Głupie, ale coś uruchamiało.
A czy zamiast hematytu można użyć czegoś innego? Mam tylko kwarc różowy i jaspis czerwony, hematytu nie mam. Czy jaspis czerwony też jest dla korzenia? Gdzieś czytałam że tak, ale nie jestem pewna.
Przepraszam że wracam do różdżki, bo właśnie próbowałam po tym co tu czytam. Usiadłem, wzialem kilka głębokich oddechów, próbowałem nie myśleć o efekcie z góry. I tym razem coś poczułem nad samym dołem brzucha, ale nie wiem jak opisać - nie tyle drganie co jakieś... ciepło i lekki opór. Czy to w ogóle może być co trzeba czy tylko sugestia?
Ciepło i opór przy skanowaniu dłonią to są klasyczne sygnały obecności energii, niekoniecznie blokady. Blokadę często opisuje się jako zimno, 'dziurę', albo właśnie brak reakcji. Ciepło może oznaczać aktywną czakrę. Mam pytanie - czy to ciepło było raczej przyjemne czy jakieś nieprzyjemne lub intensywne?
Dobre porównanie z herbatą. Nie przeceniałbym pierwszych odczytów, ale też nie odrzucał. Zanotuj to co czujesz przy kolejnych próbach i patrz czy jest jakiś wzorzec. Jedno odczucie to za mało żeby cokolwiek stwierdzić, pięć czy dziesięć sesji zaczyna już coś mówić.
Dzięki Iwetka, to dobrze wiedzieć o jaspisie. A czy kamień trzeba jakoś przygotować zanim zacznie się go używać do pracy z czakrą? Słyszałam coś o oczyszczaniu, ale nie wiem czy to konieczne czy tylko opcjonalne.
Wracam do tego co pisał Hubert o notowaniu - czy jest jakiś sposób żeby notować odczucia z różdżki, żeby potem coś z tego wynikało? Bo jak piszę 'ciepło nad dolną częścią', to nie wiem co z tym dalej zrobić żeby porównywać.
Dobry kierunek. Ja robiłam tabelkę - data, godzina, samopoczucie ogólne przed sesją, które miejsce, jaki rodzaj odczucia i czy coś się działo w życiu w tym czasie. Po kilku tygodniach naprawdę widać wzorce. Na przykład u mnie ciepło nad splotem słonecznym pojawiało się zawsze kiedy miałam jakieś napięcie w pracy. Bez notatek nigdy bym tego nie połączyła.
