Siedzę nad tym pytaniem od jakiegoś czasu i nie mogę nigdzie znaleźć sensownego wyjaśnienia. Czy zastój energii i blokada to jest to samo, czy jednak coś innego? Bo u mnie wahadełko nad Manipurą obraca się, ale bardzo leniwie, małe kółeczka. Czy to już blokada, czy jeszcze tylko zastój? I czy w ogóle ma to znaczenie dla wyboru metody pracy?
Dobre pytanie, bo ja też przez długi czas myślałam, że to synonimy. Ale jak rozmawiałam z bioenergoterapeuta, to ona mi powiedziała, że to jednak nie to samo. Zastój to taki stan przejściowy, energia płynie, ale bardzo wolno. Blokada to już coś bardziej utrwalonego, energia jest jakby zatkana w jednym miejscu. Ale szczerze? Sama nie jestem pewna, czy to rozróżnienie jest powszechnie przyjęte, czy każdy praktyk ma własną definicję.
No właśnie tu zaczyna się problem z całą tą terminologią. Różne szkoły, różni nauczyciele, różne nazwy na to samo albo te same nazwy na coś innego. Zastój, blokada, zaciśnięcie, stagnacja, przytłumienie - każdy używa jak chce. Zanim w ogóle dyskutujemy o różnicy, to może warto ustalić, z jakiego systemu ktoś wychodzi?
nie ma. I to jest uczciwa odpowiedź, nawet jeśli niewygodna. Możesz porównywać doświadczenia, ale zawsze trzeba najpierw ustalić, co kto rozumie pod danym słowem. Inaczej rozmawiasz z kimś i myślisz, że mówicie o tym samym, a macie na myśli zupełnie różne stany.
U mnie było tak, że czakra serca długo miała ten zastój, energja niby płynęła, ale czułam ciężkość i jakby coś przyklejało mi ręce do klatki gdy medytowałam. Dopiero po dłuzszej pracy z afirmacjami i kamieniami (różowy kwarc przede wszystkim) zaczęło się to ruszać. Blokade rozpoznałam dopiero potem jak porównałam oba stany - blokada była bardziej bólowa, zastój to był taki emocjonalny marazm.
Mam wrażenie, że zastój energii to coś, z czym można sobie poradzić samodzielnie, ale blokada to już wymaga głębszej pracy, może nawet kogoś z zewnątrz? Czy się mylę w tym założeniu?
Niekoniecznie. Znam przypadki bardzo głębokich blokad, z którymi ktoś pracował samodzielnie latami i skutecznie. I znam przypadki pozornie drobnych zastojów, które bez zewnętrznej pomocy ciągnęły się miesiącami. Głębokość problemu nie zawsze idzie w parze z potrzebą pomocy z zewnątrz. Zależy też bardzo od czakry i od tego, co za tą blokadą stoi - jeśli coś emocjonalnego i trudnego, to praca samemu może być po prostu nieefektywna, bo mózg będzie się bronił.
To ciekawe co mówi Szeptucha, bo ja właśnie zauważyłem, że za każdym razem gdy próbuję pracować nad Muladharą, po kilku dniach przerywam z jakiegoś powodu. Czy to właśnie mogłoby być to, o czym mówi? Że jakby coś mi nie pozwala?
Wracając do pierwotnego pytania o różnicę między zastójem a blokadą - mam taką roboczą zasadę u siebie: jeśli wahadełko obraca się w jakimkolwiek kierunku (nawet małym ruchem), to mówię o zastoju. Jeśli wahadełko w ogóle się nie rusza albo kręci się chaotycznie bez konkretnego kierunku, to traktuję to jako blokadę. Nie wiem czy to jest 'oficjalna' metoda, ale u mnie sprawdza się jako punkt wyjścia do diagnozy.
tak to interpretuję. Chaotyczny ruch to dla mnie sygnał rozregulowania albo nadczynności - energia jest, ale nie wie gdzie iść. Blokada absolutna to brak ruchu. Ale zaznaczam: to moja własna metoda, wypracowana przez lata, nie czytałem nigdzie żeby ktoś to tak samo opisywał.
Właśnie to jest wartościowe - że Runolog uczciwie zaznacza, że to jego własna interpretacja. Bo jest masa ludzi, którzy podają takie rzeczy jako absolutną prawdę, a to jest tylko ich model roboczy. Modele robocze są potrzebne, ale trzeba wiedzieć, że to model, nie objawiona wiedza.
A wracając do tego, co mówiła Szeptucha o sabotowaniu własnej pracy - czy jest jakiś sposób, żeby to odróżnić od zwykłego braku motywacji? Bo ja naprawdę nie wiem, czy przerywam pracę z Muladharą bo coś mi nie pozwala, czy po prostu jestem leniwy.
To co opisuje Domowik jest dość klasycznym sygnałem. Ja przez długi czas interpretowałem to jako brak dyscypliny, a potem zobaczyłem wzorzec - zawsze przerywałem przy konkretnym materiale. Nie chcę tu budować teorii, ale warto obserwować, czy opór jest losowy czy powtarzalny.
Notatki to bardzo dobry pomysł, ja też prowadzę dzienniczek energetyczny. Ale chciałam wrócić do tematu, bo mi się wydaje, że wciąż nie rozstrzygnęliśmy jednej rzeczy - czy blokada zawsze poprzedzona jest zastojem? Znaczy, czy to jest jakiś proces, że najpierw zastój, a potem twardnieje w blokadę?
Właśnie miałam teraz podobną myśl. Przy głębokich traumach wydaje mi się, że blokada może przyjść nagle, jakby zamknięcie na zasadzie mechanizmu obronnego. Nie wiem czy cokolwiek tam stagnuje wcześniej, czy po prostu system energetyczny zatrzaskuje drzwi.
Tak, zdecydowanie. Przy czymś, co ma długą historię, wolę pracować powoli i warstwami. Przy czymś nagłym czasem efekt jest szybszy, bo to nie jest jeszcze wbudowane w strukturę. Ale tu muszę się zatrzymać, bo rozmawiamy już sporo o blokadach, a zastój jako osobny temat trochę uciekł.
Moim zdaniem zastój to po prostu słabsza wersja blokady i nie ma sensu traktować ich jak dwóch różnych zjawisk. Wystarczy jedna technika, na przykład praca z kryształami dopasowanymi do koloru czakry, i obydwa stany się wyrównują.
Przepraszam, że wejdę w tę wymianę, ale mam wrażenie, że to jest właśnie ten moment, gdzie różne szkoły się rozchodzą. Czy ktoś mógłby powiedzieć - czy jest jakikolwiek sposób empiryczny, żeby sprawdzić, która metoda działa lepiej? Czy to zawsze będzie subiektywne?
To co powiedziała Fluorytka.1 chyba najlepiej podsumowuje to, dlaczego w ogóle zacząłem ten wątek. Chciałem wiedzieć nie tylko jak to nazwać, ale jak to odróżnić w praktyce, żeby nie strzelać na oślep. Nadal nie mam pełnej odpowiedzi, ale rozumiem już, że brak jednolitej definicji to nie jest błąd, tylko po prostu stan rzeczy w tej dziedzinie.
Sewer76, to co napisałeś na końcu bardzo mnie trafiło - że chodzi o to żeby nie strzelać na oślep. I właśnie to jest według mnie sedno całego rozróżnienia. Zastój możesz trochę zaniedbać i on sam się troche ruszy jak zaczniesz dbać o przepływ ogólnie. Blokada wymaga celowej pracy. Nie wiem czy to uproszczenie, ale u mnie tak to funkcjonuje.
No i tu wracamy do sedna tematu. Zastój reaguje na ogólną zmianę trybu życia i praktykę, blokada często nie odpowiada na nic, dopóki nie zaadresujesz jej bezpośrednio. To jest chyba najlepszy praktyczny test, który znam. Próbujesz ogólnych metod przez jakiś czas i patrzysz, czy cokolwiek drgnęło.
A czy to uczucie zaciskania przy trudnych sytuacjach to nie jest po prostu reakcja nerwowa? Szczerze pytam, bo sam nie umiem odróżnić, kiedy coś jest energetyczne, a kiedy po prostu ciało reaguje na stres.
Właśnie dlatego ciężko mi się rozmawia z ludźmi spoza tej tematyki - oni słyszą 'czakra' i odcinają się, a tymczasem sama korelacja między napięciem w danym obszarze ciała a tym, co dzieje się emocjonalnie, jest czymś, co każdy może zaobserwować bez żadnej wiedzy ezoteycznej. Ale wracając do Alojzego - czy próbowałeś testować wahadełkiem? Ciekawa jestem, czy tam byłoby inne odczytanie niż to co czujesz dłonią.
Wahadełko raczej pokazuje kierunek i amplitudę obrotu, co można interpretować jako stopień aktywności czakry, ale już sam wniosek 'to blokada versus zastój' to jest kwestia interpretacji osoby, która pracuje. Przynajmniej tak to rozumiem - Szeptucha, czy to dobry opis?
Moim zdaniem za bardzo komplikujecie diagnostykę. Jak czakra jest przymknięta, to to widać. Wahadełko, skanowanie dłonią, kolor który odpycha - to wystarczy do pracy. Nie potrzebujesz wiedzieć, czy to zastój czy blokada, żeby dobrać kryształ.
Zgadzam sie z Czarownica. Kiedyś pracowałam z ametystem na Ajnę przez kilka miesięcy i coś tam się robiło, ale centralny problem zostawał. Dopiero kiedy zaczełam robić afirmacje ukierunkowane i medytację na konkretne przekonania, poczułam że coś naprawdę pęka. Kryształ był jakby wsparciem, nie główną pracą.
To ciekawe co mówi Wikusia66, bo sugeruje, że kryształ może działać na zastój, ale blokada potrzebuje pracy na poziomie przekonań albo emocji. Czy tak to rozumiecie? Bo jeśli tak, to jest chyba najbardziej praktyczny klucz do rozróżnienia, który padł w całej tej dyskusji.
