ok dzięki Ethereal, to mi trochę ulżyło bo naprawdę się spinałam na tych korzeniach i myślałam że coś robię nie tak. a to ciepło w stopach to ciekawe, bo ja właśnie coś takiego czuję pod koniec sesji ale myślałam że to po prostu za długo siedzę w jednej pozycji 😀 może to jednak ten sygnał o którym mówisz
wracając do Damianka i tej mieszanki ogólny lęk + konkretne scenariusze - chce dodac cos do tego co pisalem wczesniej o Muladharze i Ajnie wspolpracujacych. bo jest jeszcze trzecia czakra w tej ukladance ktora ludzie czesto pomijaja, czyli Manipura. jezeli te scenariusze finansowe sa mocno naładowane takim uczuciem ze 'nie dam rady', 'nie jestem wystarczajaco dobry' to tam tez moze byc cos zacisnietego. to jest czakra sprawczosci i kontroli w koncu
a tak na boku - ktoś tu wspominał o tej pracy z ciałem fizycznym, tupaniu po trawie i tak dalej. mam pytanie do bardziej doświadczonych, czy ta praca z ciałem to w ogóle można robić równolegle z medytacją ukierunkowaną na Muladharę, czy jedno przeszkadza drugiemu? bo ja zawsze robiłam osobno i nigdy nie próbowałam łączyć w jednej sesji
ale jak długo trzeba tupać zanim to zadziała bo serio pytam, godzinę, dziesięć minut? bo brzmi jakby to mogło być proste ale nie wiem od czego zaczeac i ile tego
mam pytanie do Damianka bo nie wiem czy ktoś to już poruszał - czy ten lęk finansowy pojawia się tylko wieczorem czy też w ciągu dnia, np. przy sprawdzaniu konta albo jak ktoś wspomni o pieniądzach? bo to może coś mówić o tym jak głęboko ta blokada jest zakorzeniona
hmm tak mysle. w ciagu dnia jest raczej spokojnie taki letarg normalnie funkcjonuje. ale jak wieczor to jakby jakas zmiana warty i ten lek wchodzi. albo wlasnie jak ktos wspomni o kredytach, podwyzkach, cenach, cokolwiek finansowego. wtedy nawet w srodku dnia potrafi mnie zlapac taki skurcz
to co Damianek opisuje z tym wieczornym zaostrzeniem to mi przypomina coś zupełnie nieezorycznego - po prostu wieczorem kortyzol spada, jesteśmy mniej w trybie 'działaj' i mózg ma przestrzeń żeby zacząć przetwarzać rzeczy których w ciągu dnia unikał. to nie musi być blokada czakralna, to może być zwykły mechanizm ruminacji lękowej. powiem to drugi raz bo czuję że to ważne - praca z czakrami może być pomocna, ale nie zamiast zrozumienia co się naprawdę dzieje
no Marowit ma rację ze warto to rozumieć od strony fizjologicznej ale ja bym nie stawial tego jako alternatywy. kortyzol, ruminacja, to sa MECHANIZMY przez które blokada sie przejawia, nie przyczyna. mój kuzyn mial identyczny schemat z tym wieczornym zaostrzeniem i bioenergoterapeutka mowila ze to właśnie wtedy Muladhara 'mówi najglosniej' bo nie ma juz zagłuszenia codzienną krzątaniną
czytam ten wątek od początku i mam podobny problem jak Damianek, też mam stabilną pracę, nie mam długów, a strach przed biedą potrafi mnie dosłownie sparaliżować. nigdy nie myślałam o tym w kontekście czakr tylko myślałam że po prostu jestem nerwowa. te wasze rozmowy o pamięci pokoleniowej to mnie zastanawia, bo u mnie dziadkowie przeszli wojnę i PRL i naprawdę nie mieli łatwo. czy to może być przekazane?
Cesarzyca, wlasnie o tym pisalem wczesniej. to bardzo prawdopodobne. ciało i energia przechowuja schematy ktore byly potrzebne do przezycia przez poprzednie pokolenia, a Muladhara jest pierwsza która to zatrzymuje bo to jej funkcja - przezycie bezpieczenstwo, zasoby. polecam poszukac czegoś o pracy z trauma pokoleniową, Hellinger, konstelacje rodzinne to może być trop
o, konstelacje rodzinne! właśnie chciałam to wymienić. Damianek, Cesarzyca, to może być naprawdę ciekawe jako uzupełnienie pracy z czakrami. bo konstelacje działają właśnie na tym poziomie co Bogdan mówi, takie dynamiki które nieświadomie powtarzamy po przodkach
no dobra, konstelacje to przynajmniej ma jakieś badania, jest tam element relacyjny i terapeutyczny który działa bez odniesienia do energii. ale łączenie Hellingera z czakrami to trochę jak mieszanie dwóch kompletnie różnych systemów i robienie z tego jednej zupy. każda z tych metod ma swój własny kontekst i swoje założenia, nie wszystko się dowolnie skleja
ja chcę wrócić do tej kwestii praktycznej bo trochę nam odpłynęło od tego co Damianek może konkretnie zrobić. Damianek, czy próbowałeś w ogóle jakiegoś kamienia do pracy z korzeniową? czarny turmalin który tu padał to jedno, ale jest też obsydian i czerwony jaspis, który jest IMO bardziej do pracy z tym lękiem egzystencjalnym niż z ochroną
Damianek, najprościej - trzymasz kamień w dłoni podczas medytacji albo kładziesz go na okolicę korzeniowej jeśli leżysz. czerwony jaspis jest naprawdę spokojny, nie taki 'uderzeniowy' jak obsydian który może być za mocny dla kogoś kto dopiero zaczyna pracę z tą energią. Orionka ma rację co do tego rozróżnienia
Damianek, co do kamieni to powiem ci jak ja to robię - czerwony jaspis trzymam w lewej dłoni podczas medytacji, bo lewa ręka odbiera energię. kładzenie na czakrę też działa ale wymaga leżenia, a to nie zawsze wygodne na początku. obsydian zostawiłabym na później, naprawdę, szczególnie że opisujesz dość silny lęk, bo obsydian potrafi 'wyciągnąć' dużo naraz i to może być przytłaczające zanim masz jakieś podstawy w tej pracy
a czy ten kamień trzeba jakoś wcześniej naładować czy oczyścić albo coś? bo słyszałem że jak się kupuje nowy kamień to on ma energię sklepu i poprzednich właścicieli i że trzeba go czyścić ale nie wiem jak i czy to konieczne czy można od razu używać
o, właśnie chciałam zapytać o to oczyszczanie bo zawsze robiłam solą ale ktoś mi kiedyś powiedziała że sól niszczy niektóre kamienie - to prawda? bo boję się że zrobiłam źle ze swoim różowym kwarcem
okej to zapamietam te lewa reke, dzieki Spinel. a czy jest jakas roznica miedzy trzymaniem kamieia a noszeniem go przy sobie przez caly dzien np. w kieszeni? bo zastanawiam sie czy mozna to robic w pracy zeby cos dzialalo na biezaco, czy to tylko do medytacji
Damianek, noszenie przy sobie przez dzień jak najbardziej ma sens, szczególnie czarny turmalin bo on działa bardziej jako taki 'bufor' na stres i negatywne energie w ciągu dnia. jaspis to spokojniejsza energia, bardziej do medytacji i skupienia. ja noszę turmalin w lewej kieszeni spodni od lat i naprawdę czuję różnicę kiedy go zapomnę 🙂 ale to nie zastąpi regularnej pracy medytacyjnej, jedno uzupełnia drugie
no to teraz będziemy doradzać który kamień do której kieszeni, rozumiem. Damianek, mam do ciebie pytanie na chwilę oderwane od litoterapii - czy rozmawiałeś z kimkolwiek o tym lęku? mam na myśli dosłownie rozmowę, z przyjacielem, rodziną, może psychologiem? pytam bo to o czym piszesz, ten schemat wieczornych ruminacji i reaktywność na finansowe tematy, to brzmi jak coś co naprawdę dobrze odpowiada na zwykłą rozmowę terapeutyczną. kamienie kamienie, ale nie chciałabym żebyś to odkładał
Marowit, nikt tu nie mowi zeby nie chodzic do psychologa. ale nie rozumiem dlaczego za kazdym razem kiedy ktos pisze o pracy z czakrami to trzeba wtracic 'a moze jednak terapeuta'. mozna robic i jedno i drugie, to nie sa wykluczajace sie rzeczy i chyba wszyscy to tutaj wiemy
Marowit doceniam ze o to pytasz, naprawde. bylem u psychologa jakis czas temu, przez kilka miesiecy. pomoglo mi zrozumiec skad to sie wzielo, tata mial ciagle problemy finansowe jak byłem maly i to zostawilo slad. ale mimo ze to rozumiem glowa to emocja zostaje. i wlasnie dlatego zaczalem szukac czegos co dziala bardziej na poziomie ciala i energii bo 'rozumiem ale czuje' to malo satysfakcjonujace
no właśnie, to co Damianek teraz powiedział to jest dla mnie klucz do calego watku. rozumie glowa ale cialo dalej trzyma ten strach. to jest dokladnie to co mówi somatic experiencing, Levine i cala ta szkoła pracy z trauma przez ciało. i to tez tłumaczy dlaczego Muladhara - to jest czakra ktora energetycznie odpowiada za dokładnie te warstwe, te pierwotna pamięć przetrwania zakorzeniona w ciele, nie w myślach
Damianek, to co powiedziałeś o 'rozumiem ale czuję' to jest naprawdę ważne. u mnie było podobnie z czymś zupełnie innym i właśnie ta praca z ciałem, z oddechem, z ruchem, dotarła tam gdzie samo gadanie nie docierało. nie wiem czy to przez czakry, przez układ nerwowy czy przez co, ale efekt był. więc myślę że jesteś na dobrym tropie szukając czegoś w tym kierunku
to co Damianek mówi bardzo mi bliskie, ja też 'wiem' ale nadal się boję. i ta rozmowa bardzo mi pomaga chociaż to nie mój wątek, przepraszam że się wcinam. chciałam zapytać czy ta praca z Muladharą ma jakiś typowy czas zanim zacznie się coś czuć, czy to jest kwestia tygodni, miesięcy? nie chcę zniechęcać się za wcześnie jeśli na początku nic się nie dzieje
czyli nie ma szans żeby to zadziałało szybko, w ciągu tygodnia czy dwóch? bo trochę liczyłem na coś szybszego haha. serio pytam bo mam podobny problem co Damianek i chciałbym wiedzieć z grubsza czego się spodziewać
wracajac do Damianka i tej praktycznej strony - bo trochę nam odpłynęło do ogólnych pytań. Damianek, skoro masz już jakiś obraz co do kamieni, to czy brałeś pod uwagę żeby pójść do bioenergoterapeuty chociaz na jedną sesję diagnostyczną? nie mówię o regularnych wizytach, ale jedna sesja z kimś doświadczonym może dać naprawdę dobry punkt startowy, szczególnie kiedy blokada ma takie emocjonalne tło jakie ty opisujesz
