Nasilenie przy siedzeniu i poprawa przy chodzeniu to klasyczny sygnał dla lekarza, Marcel. Serio, to jest konkretna informacja którą powinieneś mu powiedzieć. Nie mówię żeby zrezygnować z pracy z Muladharą, ale lekarz powinien wiedzieć właśnie to.
Ja mam głupie pytanie - czy praca z czakrą korzenia przez spacer boso nie jest jednocześnie czymś co pomaga przy problemach krążeniowych w nogach? Tzn. ruch plus kontakt z ziemią - jedno i drugie naraz?
Mam pytanie z trochę innej strony - Marcel wspomniał wcześniej o wahadle i że chce zacząć. Czy w ogóle ma sens diagnozowanie własnej czakry korzenia wahadłem jeśli jednocześnie się ma aktywne objawy fizyczne? Tzn. czy to nie zaburza odczytu, bo ciało jest już 'głośne'?
Właśnie o to mi chodziło wcześniej z tym wahadłem - od jakiego zacząć. Bo czytałem że są różne materiały i różne kształty, i nie wiem czy to ma znaczenie czy to jest marketing. Konstancja, ty używasz konkretnego rodzaju?
Używam kilku, ale dla kogoś zaczynającego - szczerze? Materiał ma mniejsze znaczenie niż myślisz. Ważniejszy jest ciężar i symetria. Coś niezbyt lekkiego, żeby drobne drżenie ręki nie kręciło nim od razu, i symetryczne żeby nie miało 'ulubionego' kierunku przez własną nierównowagę. Drewno, kamień, metal - wszystko może działać. Unikałabym tylko bardzo lekkich plastikowych.
A kształt ma znaczenie? Bo widzę że są stożkowe, kuliste, w kształcie łzy... i każdy sklep pisze że inny kształt do innego zastosowania. Nie wiem ile w tym prawdy.
To jak w takim razie wybrać ten 'swój'? Trzymasz w rękach w sklepie i czekasz na sygnał? Bo to brzmi trochę jak błędne koło - uczę się wahadłem ale żeby wybrać wahadło też potrzebuję intuicji.
Przy runach mam podobny problem z doborem zestawu, więc rozumiem. U mnie zadziałało tak: wziąłem coś zwykłego i tanie na start, żeby nie być przywiązanym do przedmiotu, tylko skupić się na nauce. Jak już wiedziałem czego szukam w odczuciach, wtedy wybrałem 'właściwe'. Może tak samo z wahadłem?
Ale wracając do sedna - Marcel, mam wrażenie że trochę odpłynęliśmy od twoich nóg. Czy od ostatniego postu zrobiłeś już konkretny krok w stronę lekarza? Bo kamień i wahadło mogą poczekać, a asymetria mrowieniu i nasilenie przy siedzeniu to są rzeczy do sprawdzenia raczej szybciej niż wolniej.
Dobrze że masz już termin, Marcel. Trzymam kciuki żeby lekarz coś sensownego powiedział, a nie zbył cię ogólnikami. Tylko pamiętaj żeby właśnie tak to przedstawić jak mówiłeś - asymetria, nasilenie przy siedzeniu, poprawa przy chodzeniu. Konkretnie.
Właśnie to - efekt ideomotoryczny to nie jest żaden sekret ani atak na wahadlarstwo, to po prostu fizjologia. Pytanie brzmi czy praca z wahadłem w ogóle coś daje ponad ten efekt, czy to jest tylko pętla potwierdzania własnych odczuć. I ja nie mówię że to złe - bo czasem uświadomienie sobie własnych odczuć jest właśnie tym czego potrzeba.
To ciekawe co mówicie o tym efekcie ideomotorycznym, bo właśnie to mnie powstrzymywało przed zakupem wahadła - bałem się że będę nim kręcił 'po swojemu'. Ale jeśli dobrze rozumiem, to może być i tak i nie przeszkoda, bo samo stawianie sobie pytań ma wartość?
Ale tu jest jedna różnica którą warto zauważyć - runy to system interpretacyjny, masz archetypy, znaczenia, możesz polemizować z wynikiem. Wahadło jako diagnoza czakry daje ci tylko kierunek obrotu i próbujesz z tego wyciągnąć medyczny wniosek. To trochę inny poziom ryzyka.
Hej, ale ja już mam umówioną wizytę, to jest ustalone. Nie planuję zastępować lekarza wahadłem. Piszę o tym bo to był mój oryginalny wątek w tej rozmowie - chciałem wiedzieć od czego zacząć naukę wahadełka jako takiego, nie jako diagnozy nóg.
Nigdy o tym nie myślałam, że najpierw kalibracja. Zawsze myślałam że się bierze wahadło i jakoś to samo wychodzi. To znaczy że na początku można dostać zupełnie mylące wyniki bo jeszcze nie wiesz jak twoje wahadło 'mówi'?
To wróćmy do moich nóg na chwilę, bo jest coś o czym jeszcze nie mówiłem. Odkąd chodzę więcej i te spacery boso w parku, mam wrażenie że też trochę spokojniej śpię. Nie wiem czy to fizyczne zmęczenie czy coś innego, ale to nie tylko nogi się zmieniają.
Ten spokojniejszy sen to nie jest coś co pojawiło się od razu. Pierwsze kilka spacerów boso to byłem zwykłe zmęczony i tyle. Ale potem coś się zmieniło - jakby mniej myśli przed zaśnięciem. Nie wiem jak to opisać inaczej. Nogi dalej miewają to mrowienie, ale jakby rzadziej.
Mnie bardziej zastanawia ten wątek ze snem który Marcel poruszył. To że spacer fizycznie wyczerpuje i człowiek lepiej śpi - to jest prosta fizjologia. Ale Marcel powiedział 'mniej myśli przed zaśnięciem', a to już jest inna kategoria. To sugeruje że coś się zmienia w poziomie lęku albo napięcia, nie tylko w mięśniach.
To ciekawe rozróżnienie, bo nigdy tak tego nie rozkładałem. Wisia88 a co jeśli ktoś ma kilka tych lęków naraz? To kilka czakr jednocześnie czy raczej coś spada kaskadowo od dołu?
Ale właśnie to jest problem z tym systemem - jak wszystko może być przyczyną wszystkiego, to jak w ogóle można powiedzieć że coś zdiagnozowałaś? Marcel ma mrowienie w nogach, może mieć korzeń, może mieć kaskadę, może mieć kilka czakr. Skąd wiemy które?
Pół roku to długo, ale z drugiej strony to jest jak nauka czegokolwiek - nie spodziewam się że w tydzień będę biegle. Mam pytanie praktyczne - czy to musi być specjalne wahadło czy naprawdę cokolwiek się nada na start? Gdzieś czytałem że kryształowe jest lepsze na czakry ale nie wiem czy to nie jest mit.
Z tego co wiem to na początku materiał mniej ważny niż waga i długość sznurka. Za lekkie wahadło jest niestabilne i drga od oddechu. Kryształ może być, ale metalowa kulka ze sznurka też zacznie kręcić. Ważniejsze żeby czuć się z nim komfortowo.
A Marcel - wracając do tych nóg, bo trochę nam uciekło - czy jak robisz te spacery boso to mrowienie pojawia się też wtedy, czy właśnie wtedy odpuszcza?
Odpowiadając Rajmundzie - właśnie wtedy odpuszcza. To jest ciekawe bo boso po trawie to mrowienie jakby się rozpuszcza, zostaje może lekkie ciepło ale to nieprzyjemne uczucie znika. Natomiast jak wracam do domu i siedzę, to po jakichś dwudziestu minutach wraca.
To jest bardzo ważna informacja. Kontakt z ziemią bezpośrednio łagodzi objaw - to jest klasyczny sygnał że coś w tym uziemieniu ma sens, przynajmniej na poziomie objawowym. Nie mówię że to wyklucza cyrkulację, ale ten mechanizm jest zbyt charakterystyczny żeby go zignorować. Marcel, jak długo chodzisz boso? Chwila czy dłużej?
Jakieś piętnaście, dwadzieścia minut. Raz próbowałem dłużej, z pół godziny, i efekt był wyraźniejszy - nogi były ciepłe jeszcze chwilę po wejściu do środka. Ale to robię może raz w tygodniu, nie codziennie.
Pół godziny raz w tygodniu to dosyć mało żeby ocenić czy to działa systemowo. To trochę jak z medytacją - jeden raz da ci chwilową ulgę, ale zmianę czujesz dopiero przy regularności. Zastanawia mnie czy próbowałeś codziennie, choćby przez tydzień.
