Ale chwileczkę - to że chodzenie boso po trawie poprawia krążenie to jest zwykła fizjologia, mięśnie pracują inaczej, stymulacja podeszwy poprawia przepływ. Nie trzeba od razu zakładać że to Muladhara.
Mam pytanie może naiwne - czy jest jakiś sposób żeby odróżnić czy efekt spaceru boso to fizjologia czy energia? Bo nie wiem jak to w ogóle rozgraniczyć.
A wracając do tego wahadła - Marcel pytał o konkretny rodzaj, i trochę nam to uciekło. Sam się zastanawiam nad wahadłem i nie wiedziałem że długość sznurka robi taką różnicę. Te 20-25 cm które Dominik wspominał, to od czego do czego się mierzy - od palca do środka wahadła?
Czyli jak rozumiem, nie ma jednego 'właściwego' wahadła dla początkującego? Bo widziałem w sklepie zestawy gdzie jest kilka różnych i cena potrafi być kosmiczna. Zastanawiam się czy nie zacząć po prostu od czegoś własnoręcznie zrobionego.
Zaczęłam od guzika na nitce, serio. Potem przez chwilę używałam srebrnego łańcuszka z pierścionkiem. Specjalne wahadło kupiłam dopiero po kilku miesiącach i szczerze - różnica w wynikach była minimalna, większa różnica była w tym że lepiej trzyma kąt. Nie przepłacaj na początku.
Ale czy to nie jest trochę problem że wynik wahadła zależy w dużej mierze od drobnych nieświadomych ruchów ręki? Bo gdzieś czytałam że to się nazywa efekt ideomotoryczny - ciało odpowiada na to czego się spodziewasz, nie na jakiś zewnętrzny sygnał.
Rozumiem, tylko teraz mam wątpliwość - skoro wahadło wymaga tyle nauki żeby być wiarygodne, to może na początku lepiej skupić się na czymś innym? Konstancja, jak ty zaczęłaś pracę z Muladharą zanim w ogóle miałaś wahadło?
Zaczęłam od obserwacji ciała i od prowadzenia notatek. Codziennie wieczorem przez może miesiąc zapisywałam kiedy mrowienie, kiedy zimno, co robiłam, co czułam, czy byłam zestresowana. Wzorce zaczęły wychodzić same po jakichś trzech tygodniach. Wahadło doszło później, ale te notatki dały mi więcej niż niejedna sesja diagnostyczna.
A u mnie akurat na odwrót - w stresie to mrowienie się nasila, nie zimno. Chociaż może to jest to samo tylko inaczej się manifestuje? Nie wiem, nie mam z czym porównać.
Czekaj, czyli można mieć jednocześnie i nadczynność i niedoczynność w tej samej czakrze? Bo to jakoś nie pasuje do tego jak to zazwyczaj opisują w tych popularnych książkach.
No dobra, ale wtedy jak w ogóle wiesz że to czakra, a nie po prostu kiepskie krążenie i napięte mięśnie? Serio pytam, bez złośliwości - bo opis Konstancji jest logiczny, ale równie dobrze pasuje do fizjologicznego wyjaśnienia.
Byłem u lekarza, wspominałem gdzieś wcześniej - nic nie wykazał. Krążenie w normie, kręgosłup też w porządku na zdjęciach. Stąd zacząłem szukać w inną stronę.
A, nie wiedziałem że już to zrobiłeś. To faktycznie zmienia sytuację. Lekarze nic nie znaleźli a objawy są - w takim razie szukanie w kierunku energetycznym ma więcej sensu niż myślałem.
To ciekawe że właśnie ten brak diagnozy medycznej jest dla niektórych punktem wejścia do pracy z czakrami. Marcel, masz jakieś odczucie kiedy to zaczęło się zmieniać, jak długo już tak masz?
Jakieś dwa lata, może trochę więcej. Stopniowo się nasilało. Początkowo myślałem że to kwestia siedzącego trybu życia, zacząłem ćwiczyć, trochę pomogło ale nie zniknęło całkowicie.
Dwa lata to sporo. Pytanie czy pamiętasz co się działo w twoim życiu wtedy gdy to się zaczęło? Zmiany, stres, coś co wywróciło poczucie stabilności? Pytam bo Muladhara bardzo silnie reaguje na poczucie bezpieczeństwa, i często objawy fizyczne wychodzą znacznie później niż emocjonalne źródło blokady.
Hmm. Wtedy właśnie zmieniałem pracę i przeprowadzałem się. Nie miałem dobrego okresu finansowo przez kilka miesięcy. Ale to już minęło i sytuacja jest teraz stabilna, a mrowienie zostało.
To akurat jest bardzo typowe - ciało i pole energetyczne 'zapamiętują' wzorzec nawet gdy stresująca sytuacja minęła. Trochę jak z napięciem mięśniowym który zostaje długo po tym jak stres się skończył. Dlatego sama poprawa sytuacji zewnętrznej nie zawsze wystarczy.
Nie, to jest właśnie ta luka. Robiłem trochę uziemienia, raz spróbowałem wizualizacji z jakiegoś nagrania na YouTube, ale bez żadnej systematyczności. Nie wiedziałem od czego zacząć żeby to miało sens.
To może zacznijmy od czegoś konkretnego zamiast teorii. Masz te dwadzieścia minut raz w tygodniu na trawę - zmień to na pięć minut dziennie z prostą wizualizacją. Stoisz boso, wyobrażasz sobie że z podeszew stóp rosną korzenie w ziemię, i przy każdym wydechu przepychasz oddech w dół do stóp. Brzmi prosto bo jest proste. Efekt wymaga czasu ale jest mierzalny, bo możesz to samo co Rajmunda - obserwować i zapisywać.
Dobra, to spróbuję tej wizualizacji z korzeniami. Ale mam pytanie praktyczne - czy to ma znaczenie na jakiej trawie stoisz? Bo mam dostęp do parku, ale też do własnego balkonu z trawą w skrzynkach. Czy to jest ta sama jakość kontaktu z ziemią?
Szczerze? Skrzynka balkonowa to zdecydowanie słabszy kontakt niż grunt. Chodzi o to że energia uziemienia działa najlepiej gdy jesteś bezpośrednio połączony z ziemią, nie przez ceramikę, plastik i kilka pięter betonu. Park będzie lepszy. Ale mam do ciebie inne pytanie - jak te mrowienia się zachowują kiedy siedzisz z nogami uniesionymi, np. na sofie? Czy to zmienia cokolwiek?
Hmm, nie zwracałem na to uwagi. Wydaje mi się że jest podobnie, ale nie jestem pewien. Jutro sprawdzę świadomie i dam znać.
A ja się zastanawiam nad tym co Konstancja mówiła wcześniej o korzeniach - tych wyobrażonych. Czy to musi być wizualizacja korzeni drzewa, czy można sobie wyobrazić cokolwiek co daje poczucie zakorzenienia? Bo u mnie obrazy drzew jakoś nie chcą wychodzić, kompletnie jestem niewizyjna.
Mantra i wizualizacja to różne kanały, ale nie wykluczają się. Słyszałem że dla jednych lepiej działa dźwięk, dla innych obraz. Konstancja, ty pracujesz z oboma naraz czy raczej wybierasz jedno na daną sesję?
Kompletnie nowe. Nigdy nic nie robiłem głosem, trochę mnie to krępuje szczerze mówiąc. Bardziej bym poczuł się komfortowo z cichą wizualizacją na razie.
Tak, właśnie. Trochę zgubiliśmy ten wątek. Chciałbym mieć jakiś sposób żeby samemu sprawdzać stan czakry, a nie tylko siedzieć i zgadywać. Wahadełko wydało mi się najprostszą opcją dla kogoś bez doświadczenia.
