A czy ta asymetria lewo/prawo coś znaczy w czakrach? Bo w tarocie jest podział na aktywną i pasywną stronę, zastanawiałam się czy tu podobnie.
Dobra, obiecuję że umówię wizytę. Ale wracając do wahadła - bo tego jeszcze nie ruszyliśmy konkretnie. Jak wybrać wahadło dla kogoś kto zaczyna? Dominik wcześniej coś wspominał, ale nie rozwinął.
No właśnie chciałem do tego wrócić. Dla kogoś bez doświadczenia polecam wahadło drewniane albo kryształowe - małe, lekkie. Nie zaczynałbym od metalowych, bo są wrażliwsze na drżenie ręki i trudniej je czytać. Kryształ górski jest neutralny energetycznie, nie 'narzuca' własnych częstotliwości. Drewno jest po prostu wdzięczne w obsłudze. Długość sznurka to kwestia indywidualna - zacznij od jakichś 15-20 cm i sprawdź co ci odpowiada.
Obsydian przy Muladharze ma sens, ale Dominik dobrze mówi - to intensywny kamień i jako wahadło u kogoś kto dopiero kalibruje swoją wrażliwość może dawać nieczytelne sygnały. Kryształ górski jest jak czysta kartka - pokazuje to co jest, bez własnego komentarza. Marcel, jedno praktyczne pytanie: czy masz w domu cokolwiek co mogłoby posłużyć jako pierwsze wahadło do ćwiczeń? Nawet pierścionek na nitce wystarczy żeby zacząć kalibrację.
No i tu wychodzi to co mówiłam wcześniej o ideomotoryce - skoro pierścionek na nitce daje te same wyniki co kamień za 80 złotych, to trochę sugeruje, że mechanizm jest w ręce a nie w przedmiocie, nie? Nie mówię, że to złe, po prostu warto to mieć z tyłu głowy podczas interpretacji.
Dobra, to spróbuję z pierścionkiem już dziś wieczorem. Ale jeszcze jedno - jak właściwie trzymać wahadło nad czakrą korzenia? Rozumiem że przy korzeniu to jest okolica kości ogonowej, ale praktycznie to jak to wykonać? Leżeć? Siedzieć? Trzymać wahadło przed sobą?
przeważnie trzyma się wahadło na wysokości brzucha, siedząc lub stojąc, i pyta się o czakrę przez intencję - niekoniecznie dosłownie nad tym miejscem ciała. Ale słyszałem też o metodzie z partnerem, gdzie jedna osoba leży a druga skanuje. Na początku solową wersję polecam - mniej zmiennych.
O, to jest właśnie to co mi zajęło chwilę zanim zrozumiałem. Serio Marcel, to ważniejsze niż rodzaj wahadła. Ja kalibrację robiłem przez zadawanie prostych pytań na które znam odpowiedź - imię, wiek, płeć. I obserwowałem co wahadło robi dla prawdy a co dla fałszu. U mnie wyszło że koło w prawo to tak, koło w lewo to nie - ale to podobno nie jest u każdego tak samo.
U większości osób kierunki są stabilne, ale warto sprawdzić kalibrację na początku każdej sesji - to kwestia minuty i daje pewność. Zresztą sam stan skupienia wpływa na ruchy, więc nawet jeśli twoje 'tak' jest zawsze w prawo, to w dniu kiedy jesteś rozkojarzony wahadło może dawać słabsze sygnały. Marcel, wracając do ciebie - zanim zaczniesz diagnostykę czakr, pobaw się wahadłem przez kilka dni tylko na pytaniach kalibracyjnych. Nie śpiesz się do skanowania.
A czy typ ruchu coś znaczy poza kierunkiem? Bo gdzieś widziałam że koło to jedno, wahadłowanie w linii prostej to drugie, a elipsa to trzecie. Przy tarocie też patrzę na wiele warstw jednocześnie i zastanawiam się czy tu podobnie.
Tu muszę wejść z tym samym pytaniem co wcześniej - skoro to osoba trzymająca wahadło jest 'czujnikiem', to czy te interpretacje kierunków nie są po prostu tym czego się wcześniej nauczyliśmy i co podświadomie odtwarzamy? Serio pytam, nie atakuję. Bo to by oznaczało że ktoś kto nauczył się odwrotnych znaczeń dostanie odwrotne wyniki.
Mnie ta rozmowa o kalibracji trochę otrzeźwiła, bo myślałem że to prostsze. Ale z drugiej strony teraz jestem bardziej ciekawy niż przestraszony. Dobra - pierścionek, kilka dni kalibracji, zapisuję. A te mrowienia w nogach w tym czasie - jest coś co mogę robić równolegle, bez wahadła?
Jak najbardziej. Uziemienie - chodzenie boso po trawie albo ziemi, dosłownie, jeśli jest ku temu okazja. Albo prosta medytacja z wyobrażaniem sobie że z podstawy kręgosłupa rosną korzenie głęboko w ziemię. Brzmi banalnie, ale przy Muladharze właśnie o tę bezpośredniość chodzi. I daj znać czy mrowienia reagują na cokolwiek - to dobry sygnał diagnostyczny.
Ciekawa jestem jak to wyjdzie z tym wahadłem, bo nigdy sama nie próbowałam. Zawsze mi się wydawało że to wymaga jakiegoś specjalnego zmysłu którego nie mam. A tu słyszę że pierścionek na nitce i kilka dni ćwiczeń i gotowe. Może i ja spróbuję przy okazji.
Ale zaraz, bo mam pytanie które mi chodzi po głowie od jakiegoś czasu - czy to uziemienie działa na mrowienia fizycznie, tzn. w sensie czakry, czy to jest tylko relaksacja? Bo jak ktoś idzie do parku i się uspokaja, to może dlatego czuje się lepiej, nie przez żadną energię.
A właśnie, Konstancja - kamienie. Wcześniej wspomniałaś o hematycie zimą. Czy do czakry korzenia to jedyny kamień, czy jest więcej opcji? Bo czytałem coś o czerwonym jaspiszcie i turmalinie czarnym, ale nie wiem czy to wszystko jedno czy są różnice.
Czarny turmalin brzmi trochę poważnie jak na kogoś kto dopiero zaczyna. To znaczy - 'odpychanie energii' - to może być efekt uboczny albo coś może pójść nie tak? Pytam bo nie chcę sobie narobić problemów w drugą stronę.
O, to ciekawe. Czy lewa i prawa strona ciała mają jakieś osobne znaczenie w kontekście czakr? Bo gdzieś słyszałem że lewa to strona odbioru, prawa to dawanie albo coś w tym stylu. Nie wiem czy to nie jest jakiś mit.
Dobrze że Wisia to powiedziała, bo ja też o tym myślałam ale nie chciałam wychodzić na tę 'zrzędę od medycyny' znowu. Serio Marcel, asymetria i mrowienia od kolana w dół to coś co neurolog powinien ocenić. To nie znaczy że Muladhara jest zdrowa, ale jedno nie wyklucza drugiego.
A właściwie - czy ktoś z was miał sytuację gdzie lekarz i bioenergoterapia prowadzili równolegle i się uzupełniały? Pytam bo mam wrażenie że te światy zwykle istnieją osobno i rzadko ktoś świadomie łączy.
Przy okazji wracam do tego co Marcel powiedział o parku za rogiem - mam pytanie do Konstancji albo kogokolwiek kto to praktykuje: czy przy tej medytacji z korzeniami chodzi boso czy nie? Tzn. przez buty też 'przejdzie' ta energia czy kontakt ze skórą jest istotny?
W październiku to nie będzie najprzyjemniejsze, ale ok, przekonam się. Jedno mnie zastanawia - czy te mrowienia mogą się chwilowo nasilić kiedy zaczynam pracę z czakrą? Pytam bo nie chcę się przestraszyć jeśli coś poczuję mocniej.
To się zdarza i jest normalną reakcją, szczególnie na początku - energia zaczyna się ruszać w miejscu gdzie był zastój i to może dawać różne odczucia zanim się ustabilizuje. Ale - i to ważne - jeśli mrowienia narastają wyraźnie przez kilka dni bez żadnej poprawy, albo pojawia się ból, to jest sygnał żeby przyspieszyć wizytę u lekarza, nie czekać. Jedno nie wyklucza drugiego, ale ciało zawsze mówi pierwsze.
To co Konstancja napisała o nasileniu mrowieniu na początku - to mnie trochę niepokoi w kontekście Marcela, bo on jeszcze nie był u lekarza. Tzn. rozumiem że to normalna reakcja energetyczna, ale jak Marcel będzie mieć nasilone mrowienia i nie będzie wiedział czy to 'energia ruszyła' czy coś neurologicznego, to jak ma to odróżnić?
Słabości mięśniowej nie czuję, nogi działają normalnie. Mrowienie jest takie... zmienne. Raz mocniejsze, raz mniejsze. Może to dobry znak? Chociaż nie wiem czy powinienem to interpretować na swoją korzyść bo to wygodne.
To szczere z twojej strony że to zauważasz - że interpretujesz to co wygodne. Ale zmienność mrowieniu może być objawem różnych rzeczy, niekoniecznie energetycznych. Idź do lekarza zanim zaczniesz wyciągać wnioski, bo inaczej każdą zmianę będziesz czytał przez czakry i możesz coś przeoczyć.
Dodam tylko że zmienność objawów neurologicznych to też nic niezwykłego - niektóre stany są właśnie niestałe, zależne od pozycji ciała, temperatury, aktywności. Więc sama zmienność nie rozstrzyga. Marcel, powiedz - czy mrowienia nasilają się w jakiejś konkretnej pozycji? Na przykład przy siedzeniu, leżeniu, czy zupełnie losowo?
