Zastanawiam się od jakiegoś czasu nad czymś, co nie daje mi spokoju w praktyce. Kiedy próbuję zdiagnozować blokadę czakry u siebie albo u kogoś, to zawsze pojawia się to samo pytanie: czy ta blokada jest 'energetyczna' jako pierwsza i dopiero potem daje objawy emocjonalne, czy odwrotnie - tłumiona emocja tworzy zablokowanie w polu energetycznym? Bo to zupełnie zmienia podejście do pracy z tym. Jeśli ktoś ma na przykład zablokowaną Anahatę i czuje się odcięty od ludzi, to czy praca z samą czakrą wystarczy, czy trzeba jednocześnie grzebać w tych emocjach? Macie jakieś obserwacje własne albo z pracy z innymi?
To jest właśnie to pytanie, przy którym się nie da dać prostej odpowiedzi. Z mojego doświadczenia te dwie rzeczy są tak splecione, że szukanie, co było pierwsze, to trochę jak z jajkiem i kurą. Pracowałem z kilkoma osobami przy Manipurze i za każdym razem, kiedy ktoś miał wyraźny zastój tam, to i emocje były 'zamrożone' w tym samym miejscu. Ale co ciekawe - u niektórych praca czysto energetyczna, bez dotykania emocji wprost, wystarczyła, żeby emocje same zaczęły się ruszać. U innych trzeba było odwrotnie.
Przepraszam, że się wtrącam, ale może ktoś mi wyjaśni - jak to w ogóle rozróżnić podczas diagnozy? Czy wahadełko na przykład pokaże coś innego, jeśli blokada jest 'czysto emocjonalna' niż jeśli jest energetyczna? Sama dopiero zaczynam pracować z wahadełkiem nad czakrami i nie do końca wiem, czego szukać.
Moim zdaniem samo stawianie tego pytania 'co było pierwsze' jest pewnym błędem myślowym. To nie jest sekwencja, to sprzężenie zwrotne. Ciało subtelne i ciało emocjonalne wzajemnie się karmią - tłumisz gniew przez lata, Manipura dostaje coraz gęstszy zastój, a gęsty zastój sprawia, że jeszcze trudniej wyrazić i przetworzyć kolejny gniew. To się kręci w kółko. Pytanie, które ma sens praktyczny, to: od której strony łatwiej wejść w tym konkretnym przypadku, z tą konkretną osobą.
Czytam i mam pytanie, może trochę z boku - a czy możliwa jest sytuacja, że ktoś ma blokadę emocjonalną, która nie jest w ogóle zapisana w czakrach? Pytam, bo mam koleżankę, która chodzi na terapię i terapeuta mówi, że ma bardzo wyraźne blokady emocjonalne, a ja skanowałam jej pole dłonią i czakry wydawały mi się całkiem w porządku. Może po prostu źle skanowałam?
Interesujące, co mówi Pawelek, bo ja to trochę łączę z tym, co wiem o astrologii - niektóre konfiguracje w natalu dosłownie opisują, które czakry będą miały 'wrodzone' trudności. Saturna ciasno aspektującego Wenus widzę prawie zawsze przy zablokowanej Anahacie, i to niezależnie od historii emocjonalnej danej osoby. Jakby sama struktura energetyczna była ustawiona w pewien sposób od urodzenia.
Ja mam może głupie pytanie, ale skoro mówimy o blokadach emocjonalnych - czy silna tęsknota, np. za kimś, kogo się straciło, może tworzyć wyraźną blokadę w Anahacie? Pytam bo od jakiegoś czasu czuję dosłownie fizyczny ucisk w klatce piersiowej, nie kardiologiczny bo byłem sprawdzany, ale taki jakby zacisk.
Mam podobne doświadczenie do Mateo. Jakiś czas temu przeszłam przez trudne rozstanie i przez długi czas miałam dokładnie taki sam ucisk plus dosłownie nie mogłam głęboko oddychać. Próbowałam wtedy medytacji na Anahatę z YAM mantrą i powiem szczerze, że przynosiło ulgę, ale tylko tymczasowo. Dopiero kiedy zaczęłam też rozmawiać z bliską osobą o tym wszystkim, to coś zaczęło realnie odpuszczać. Jakby trzeba było obu rzeczy jednocześnie.
To, co opisuje Konstancja, jest moim zdaniem bardzo ważną obserwacją. Mantry i medytacja mogą rozluźnić pole, stworzyć przestrzeń - ale jeśli emocja nadal nie ma ujścia w relacji, w słowach, w ciele fizycznym, to wraca. Energia pójdzie znowu w to samo miejsce, bo tam jest 'zapis'. I w drugą stronę też działa - sama rozmowa, psychoterapia bez żadnej pracy z ciałem czy polem, bywa że intelektualizuje, ale nie oczyszcza.
A jak rozpoznać, że blokada już 'odeszła'? Tzn. czy wahadełko to pokaże od razu, czy dopiero po jakimś czasie? Bo mam wrażenie, że czasem po medytacji czuję się lepiej, ale po kilku dniach wszystko wraca do punktu wyjścia.
Słucham tej dyskusji i chcę dodać jedną rzecz, bo mi umykało to przez długi czas w mojej własnej praktyce: jest różnica między blokadą a wzorcem. Blokadę możesz stosunkowo szybko usunąć - energetycznie, mantrą, kamieniem, czymkolwiek. Wzorzec to jest coś głębszego, strukturalnego, i on będzie odtwarzał blokadę dopóty, dopóki sam nie zostanie przepracowany. I tu właśnie emocje i energia krzyżują się najmocniej - wzorzec ma wymiar i emocjonalny i energetyczny jednocześnie.
To, co powiedziała Ulka, bardzo do mnie trafia. Bo kiedy próbowałam sobie odpowiedzieć na pytanie 'od kiedy mam ten ucisk w klatce', to okazało się, że tak naprawdę mniej więcej od zawsze, a rozstanie tylko to wyostrzyło. Czy to znaczy, że przez cały ten czas pracowałam z objawem, a nie ze źródłem?
A skąd mam wiedzieć, czy to co czuję w klatce to właśnie taki wzorzec, czy jednak blokada po konkretnym zdarzeniu? Pytam serio, bo nie mam żadnego punktu odniesienia - nie robiłem nigdy niczego z czakrami wcześniej.
Hmm. Chyba jakieś dziesięć lat temu, jeszcze przed pewną relacją, to rzeczywiście nie pamiętam, żebym miał takie napięcie. Więc może to jednak blokada, a nie wzorzec? Tylko że ta relacja skończyła się już jakiś czas temu, a ucisk nadal jest.
Przepraszam, że wchodzę trochę z boku - słucham tej rozmowy o wzorcach i blokadach i zastanawiam się, czy to w ogóle jest coś, co da się samodzielnie przepracować? Bo mam wrażenie, że im więcej czytam, tym bardziej mi się wydaje, że bez kogoś z zewnątrz trudno to w ogóle zobaczyć.
A czy taki terapeuta pracujący z czakrami będzie skuteczniejszy niż psycholog w przypadku tego rodzaju głębszych wzorców? Pytam, bo trochę nie wiem, do kogo w ogóle się udać, jeśli czuję, że coś siedzi głęboko.
To ciekawe, co mówi Bazylka, bo ja miałem odwrotne przekonanie - że praca z czakrami jest niejako 'nakładką' na to, co i tak powinno się przepracować psychologicznie. Czy ktoś tu uważa, że praca energetyczna może zastąpić terapię, czy raczej zawsze jest uzupełnieniem?
Właśnie to mnie zawsze zastanawia w tej dyskusji - gdzie przebiega granica między blokadą emocjonalną a energetyczną, jeśli obie manifestują się identycznie? Tzn. skąd wiemy, że pracujemy z czymś realnym, a nie tylko z przekonaniem, że pracujemy?
Wolchw, to jest pytanie, które ja sobie zadaję od dawna i szczerze - nie mam dobrej odpowiedzi. Jedyne, co mam, to obserwacja: jeśli coś się zmienia - w ciele, w emocjach, w tym, jak reagujesz na sytuacje, które wcześniej cię blokowały - to coś działa. Czy to placebo, czy energia, czy emocja puszczona przez oddech przy medytacji, nie wiem. Efekt jest.
Mam wrażenie, że to pytanie Wolchwa o granicę jest trochę prowokacyjne, ale w dobrym sensie. Bo jeśli przyjmiemy, że ciało subtelne i emocje to różne aspekty tego samego systemu, to pytanie 'która warstwa' staje się drugorzędne. Ważniejsze jest to, przez którą warstwę masz w danym momencie dostęp.
To co mówi Pawelek jest dla mnie bardzo konkretne. Ja zdecydowanie jestem bardziej w ciele niż w emocjach - nie zawsze wiem, co czuję, ale bardzo wyraźnie czuję, gdzie to jest w ciele. I chyba dlatego mantry i medytacja dawały mi taką ulgę, bo wchodziły przez fizyczność oddechu i wibrację, nie przez analizę. Tylko że jak Poludnica mówiła wcześniej - to nie wystarczyło na dłużej.
To co napisała Konstancja na końcu - że mantry wchodziły przez ciało, a nie przez rozum - to mnie uderzyło. Bo ja mam odwrotnie. Siedzę, śpiewam YAM, i cały czas jestem w głowie, analizuję, czy dobrze śpiewam, czy to działa. Mam wrażenie, że właśnie ta analiza mnie blokuje. Czy to znaczy, że mantry po prostu nie są dla mnie?
Właśnie to jest ciekawy punkt. Bo my tu cały czas rozmawiamy o tym, jak dotrzeć do blokady - przez ciało, przez emocję, przez mantry, przez terapię - ale może samo pytanie 'co mnie blokuje' już jest częścią procesu. Choć mam wątpliwość: czy świadomość blokady wystarczy, żeby coś ruszyło?
Właśnie taki głębszy oddech miałam po pierwszej sesji z różańcem na Anahata. Nawet nie wiedziałam wtedy za bardzo co robię, po prostu leżałam z kamieniem i w pewnym momencie poczułam, że żebra jakby się rozeszły. Nie wiedziałam, czy to fizyczne, czy wyobrażone, ale coś się zmieniło. I to było zanim cokolwiek 'zrozumiałam'.
To co mówi Konstancja o niepewności co do przyczyny jest uczciwe i rzadkie. Chcę zapytać coś trochę z boku tej rozmowy: czy ktoś próbował kiedyś porównywać - robić dwa tygodnie tylko z kamieniem, potem dwa tygodnie tylko z medytacją bez kamienia - żeby zobaczyć, co rzeczywiście zmienia? Albo to za bardzo analityczne podejście do czegoś, co nie lubi analizy?
Wolchw, moim zdaniem nie zmienia. Ale tu właśnie jest ta granica, o której jest ten wątek - blokada emocjonalna i energetyczna mogą być wywoływane tymi samymi mechanizmami, przez te same przekonania, i obie reagują na interwencję. To, że nie wiem, w której 'warstwie' siedzi problem, nie przeszkadza mi pracować z nim skutecznie.
Słuchajcie, ja dalej mam ten problem z praktyczną stroną tego wszystkiego. Powiedzmy, że akceptuję, że mam blokadę w czakrze serca po tej relacji. Od czego w ogóle zacząć, jeśli nie czuję ciała tak wyraźnie jak Konstancja i nie mam intuicji, żeby skanować? Żadna z tych metod, które tu padają, nie wydaje mi się dostępna dla mnie.
