Zgadzam się z Wiolka88. Świadomość to punkt startowy, nie meta. Znam osoby które analizują swoje blokady latami i nic nie zmieniają, bo zatrzymują się na rozumieniu. I znam takie które zaczęły ćwiczyć pranajamę bez głębokiej analizy i coś puściło. Chyba nie ma jednej drogi.
A można zapytać głupie pytanie? Co to jest pranajama w kontekście pracy z gardłem - bo słyszałam już to słowo kilka razy w tym wątku i nie wiem czy to coś specyficznego dla Vishuddhy czy ogólne ćwiczenie oddechowe.
Ojej, dziękuję za to wyjaśnienie o pranajamie, bo ja też nie byłam pewna! Chcę zapytać o coś trochę z boku - czy przy pracy z wahadłem nad sobą samą można w ogóle uzyskać wiarygodny wynik jeśli chodzi o gardło? Bo mi się wydaje że moje własne napięcia mogą wpływać na ruch wahadła nad moją czakrą gardła. Kiedy myślę o tym obszarze od razu się spięłam.
Wróćmy jeszcze do tego wątku tarczycy i medycyny który był na początku, bo trochę odpłynęliśmy. Mnie ciągle zastanawia jedna rzecz - czy ktoś tu ma doświadczenie z tym, że po pracy energetycznej z gardłem zmieniło się coś konkretnego w badaniach tarczycy? Nie pytam o cuda, pytam o obserwacje - czy ktoś to śledził równolegle?
No i właśnie to mnie zatrzymuje przy całej tej dyskusji. Rozumiem że energetyka i medycyna to dwa różne poziomy i nie muszą się wykluczać, ale kiedy ktoś mówi 'wyrównały mi się wyniki TSH po medytacjach', to ja naprawdę potrzebuję wiedzieć co jeszcze się zmieniło. Bo tarczyca to nie jest coś co reaguje na wizualizację w próżni. Albo ja czegoś nie rozumiem i chętnie bym to zrozumiała.
Pelcia, a czy ktokolwiek tu twierdził że wizualizacja zastępuje leczenie? Bo czytam wątek i nie widzę takiej tezy. Mówimy raczej o tym że praca z Vishuddhą może wspierać, nie że leczy. To spora różnica i wydaje mi się że trochę dyskutujemy z argumentem którego nikt nie postawił.
Ja myślę że obie macie rację po trochu. Dreamweaver przytoczyła cudzą historię i sama przyznała że nie wiadomo co tam właściwie zadziałało. Ale to pytanie jest ważne - co z tymi z nas które mają potwierdzone problemy z tarczycą i pracują równolegle energetycznie? Czy ktoś to świadomie łączył i obserwował siebie?
Ja łączyłam, ale z innego powodu niż tarczyca - miałam kłopoty z głosem, takie chrypki bez powodu, i zaczęłam pracować z gardłem energetycznie równolegle do laryngologa. Lekarz nie znalazł nic fizycznego, więc trochę z rozpędu trafiłam do medytacji. Nie wiem co zadziałało, ale chrypki minęły. Tyle mogę powiedzieć.
mniej więcej miesiąc zanim chrypki przestały wracać regularnie. Robiłam Ujjayi który Kinia opisała wcześniej, plus wizualizację niebieskiego światła w gardle. Głupkowato brzmi jak to piszę, ale serio pomagało mi się skupić na tym miejscu.
Nie brzmi głupkowato, brzmi jak ukierunkowana uwaga na konkretny obszar ciała - i to samo w sobie może mieć efekt, niezależnie od tego jak to nazwiemy. Mam pytanie do Pankracego - bo wróciłam do początku wątku - ty masz jakieś konkretne objawy fizyczne przy gardle, poza tym napięciem w trudnych rozmowach?
o tym ucisku w gardle słyszałam już od kilku osób w różnych wątkach. U mnie tez to bylo, i lekaz też nic nie znalazł. Ciekawa jestem czy ten ucisk masz zawsze czy tylko w konkretnych sytuacjach - bo to może mieć znaczenie przy diagnostyce Vishuddhy.
To co mówisz o tym porannym ucisku bez powodu - to ciekawe. Bo sytuacyjny ucisk łatwo wytłumaczyć emocjami, ale ten 'bez powodu' jest osobny. Może to właśnie ten warto zbadać energetycznie, bo nie ma oczywistego wyzwalacza emocjonalnego. Brygida - a ty miałaś coś podobnego? Bo pamiętam że pisałaś o tym spiętym gardle.
Przepraszam że wchodzę, ale chcę się upewnić że dobrze rozumiem - jak się skanuje dłonią czakrę gardła u siebie samej? Fizycznie zbliżam dłoń do gardła i czekam na jakieś odczucie? Bo to brzmi dość prosto ale zakładam że jest jakiś haczyk.
Mam może naiwne pytanie, ale czytam ten wątek od jakiegoś czasu i nie rozumiem jednej rzeczy - jeśli ktoś ma realne problemy z tarczycą, leki, kontrole co kilka miesięcy, to czy praca energetyczna w ogóle ma tu sens? Pytam serio, nie złośliwie. Mam wrażenie że to dwie różne skale problemu.
Bo czytałam o kilku takich historiach i mnie to niepokoi. Nie wiem, może za bardzo generalizuję na podstawie paru skrajnych przypadków.
Zgadzam się z Pelcią. Granica 'równolegle versus zamiast' jest rzeczywiście cienka i łatwa do przekroczenia, szczególnie kiedy ktoś jest zmęczony leczeniem, efektami ubocznymi leków, długim procesem. Ale to jest problem z motywacją i stanem emocjonalnym człowieka, nie z metodą. Wahadło czy medytacja nad gardłem nikomu tarczycy nie wyleczą i nie zaszkodzą - zaszkodzi decyzja o odstawieniu leków bez konsultacji.
Dobra, to wracając do tematu bo trochę odpłynęliśmy - mam pytanie konkretnie o tę diagnostykę. Czytałem gdzieś o czymś co nazywało się 'praca z bezwładem wahadła' i nie do końca rozumiem co to znaczy. Czy to jest odrębna technika czy po prostu opis mechanizmu działania wahadła?
to dobre pytanie i trochę zależy kogo pytasz, bo różne tradycje różnie to opisują. Ale w skrócie - bezwład wahadła to tendencja do kontynuowania ruchu który już się zaczął, czyli jeśli podświadomie 'chcesz' żeby wahadło kręciło się w daną stronę, ono będzie to robić przez sam impuls mięśniowy, nie przez żadną energię. 'Praca z bezwładem' to według mnie ćwiczenie się w rozpoznawaniu tego efektu i minimalizowaniu go. Ale Otylka pewnie to lepiej wyjaśni.
To jest właśnie ta granica która mnie zawsze interesuje - gdzie kończy się sugestia własna a zaczyna rzeczywisty odczyt. Jak ty to u siebie rozróżniasz, jeśli w ogóle?
Bardzo dziękuję za to wyjaśnienie, bo to jest dokładnie mój problem - ja zanim zacznę diagnostykę to już mam teorię co jest nie tak. I pewnie bym potwierdzała tę teorię każdym sposóbm jakiego bym użyła. Czy jest jakiś sposób żeby to obejść? Nie wiem, może zacząć od obszaru który mnie nie boli?
Ale to brzmi jak nauka od tyłu, nie? Czyli żeby nauczyć się diagnozować problem, najpierw ćwiczysz na braku problemu. Jak potem wiesz że umiesz coś wykryć, skoro nigdy nie wiedziałaś że tam coś jest?
Ale to zakłada że 'neutralny' obszar rzeczywiście jest neutralny energetycznie, prawda? Co jeśli ktoś ma ogólnie zaburzone pole i nie ma na sobie żadnego neutralnego miejsca do kalibracji? Pytam bez ironii, serio mnie to zastanawia.
To ciekawe co mówisz o kalibracji zewnętrznej. Wróćmy na chwilę do tego bezwładu wahadła - czy rozumiem dobrze, że 'praca z bezwładem' to de facto ćwiczenie się w tym żeby nie wnosić do odczytu swojej projekcji? Czyli bardziej psychologiczna technika niż energetyczna?
myślę że obie te rzeczy się nie wykluczają. Nawet jeśli przyjmiesz model czysto psychologiczny - podświadomość przetwarza sygnały z ciała, których świadomość nie łapie. Wahadło może być sposobem na wydobycie tego co już wiesz, tylko nie wiesz że wiesz. Przy tarczycy i gardle to szczególnie ciekawe bo napięcie w tej okolicy jest bardzo fizycznie odczuwalne, tylko często go nie zauważamy.
To co Faddi mówi o napięciu które jest, ale go nie zauważamy - to mi bardzo pasuje do mojego doświadczenia z chrypkami. Lekarz nic nie znalazł, ale jak zaczęłam robić Ujjayi i skupiać uwagę na gardle, to zauważyłam że przez większość dnia byłam tam napięta i w ogóle tego nie rejestrując. Nie wiem czy to 'energetyczne' czy 'fizyczne', ale to napięcie było realne.
Czytam ten wątek od dawna i chciałam tylko napisać że ten argument Wiolki bardzo mi pomógł to sobie poukładać. Bo ja też się zawsze blokowałam na pytaniu 'ale czy to naprawdę energia czy ciało' - a może to po prostu nie musi być albo-albo.
To co Genowefka napisała na końcu - że nie musi być albo-albo - to chyba jest klucz do całej tej rozmowy. Bo ja zacząłem ten wątek właśnie z tym pytaniem, czy energetyczne i medyczne mogą się pokrywać, i chyba odpowiedź brzmi: mogą, i to bez sprzeczności. Ale wracając do tego bezwładu wahadła - czy dobrze rozumiem, że ćwiczenie się w neutralności to jest właśnie 'praca z bezwładem'? Bo Faddi mówił że to i psychologia i energia, a ja ciągle nie wiem jak to wygląda w praktyce.
