Przepraszam że może głupio zapytam, bo nie znam się za bardzo na czakrach, ale słucham tej rozmowy i zastanawiam się - czy nie jest tak że po prostu tarczyca to tarczyca, a reszta to nakładamy na to nasze interpretacje? Jak można odróżnić że coś jest naprawdę energetyczne od tego że po prostu mamy chorobę i tyle?
To co Otylka mówi o wyprzedzaniu - to jest dla mnie jedno z ważniejszych spostrzeżeń w tym wątku. Mama miała przez lata problemy z wyrażaniem siebie, i dopiero po latach pojawiły się problemy z tarczycą. Nie mówię że to na pewno połączone, ale... ta kolejność zastanawia.
A przy okazji kamieni - czytałem ostatnio o czymś co nazywa się pracą z bezwładem wahadła i zupełnie nie rozumiem co to jest. Coś innego niż zwykłe wahadełko? Ktoś się z tym spotkał?
bezwład wahadła to inaczej ideomotoryka - zjawisko, gdzie bardzo małe, nieświadome ruchy mięśni dłoni wprawiają wahadło w ruch. Część praktyków uważa, że właśnie przez te mikroruchy podświadomość sygnalizuje to, czego nie dostrzega świadomy umysł. Inni traktują to czysto energetycznie. W kontekście diagnostyki czakr - oba podejścia prowadzą do podobnej praktyki, różni je tylko interpretacja.
Tylko że to rodzi kolejne pytanie - jeśli wahadło pokazuje moje przekonania, to co jeśli mam błędne przekonanie o własnej czakrze? Mogę nieświadomie 'zakręcić' wahadło tak jak chcę, żeby zobaczyć, nie tak jak jest. Jak to w ogóle kontrolować?
Ale wracając do tej tarczycy i czakry gardła - bo jakoś odpłynęliśmy - czy ktoś tutaj rzeczywiście miał potwierdzone medycznie problemy z tarczycą i jednocześnie pracował energetycznie? I co z tego wyniknęło? Bo to jest chyba sedno całego tematu, a gadamy o wahadłach.
Ja czytałam że stres jest jednym z wyzwalaczy chorób autoimmunologicznych w tym Hashimoto. I jeśli medytacja redukuje stres, to może mechanizm jest właśnie przez to - niekoniecznie bezpośrednio energetyczny, ale efekt jest. Może to jedno i to samo opisane inaczej?
Właściwie Dreamweaver i Balbinka trafiają w coś ważnego. Ja nie staram się udowodnić że czakra to coś nadnaturalnego. Mówię że wzorzec energetyczny - czyli jak ktoś reaguje, jak oddycha, jakie napięcia trzyma w ciele - jest widoczny wcześniej niż zmiana laboratoryjna. I praca z nim coś zmienia, czy to przez stres, przez świadomość, przez ciało. Mechanizm może być przyziemny.
Wracając do tego bezwładu wahadła - bo mam wrażenie że to ważne dla diagnostyki - czy to znaczy że ktoś kto jest bardzo sceptyczny i 'nie chce' żeby wahadło się kręciło, może nieświadomie je blokować? Tzn. ideomotoryka działa w obie strony?
tak, to jest znany problem nawet w badaniach nad efektem ideomotorycznym. Oczekiwania wpływają na mikruchy. Dlatego część badaczy robiła eksperymenty z zawiązanymi oczami - żeby wyeliminować tę zmienną. Przy diagnostyce czakr to trochę trudniej zawiązać oczy samemu sobie 🙂
A czy kamień można trzymać przy gardle zamiast wahadła? Bo jakoś bardziej mi odpowiada taki bezpośredni kontakt niż obserwowanie jak coś się kręci.
To mi się kojarzy z tym co Pankracy pisał o mamie na początku wątku - ona nigdy nie mówiła czego chce, i teraz ma problemy z tarczycą. Jeśli to wzorzec a nie przypadek, to ciekawe czy praca z wyrażaniem siebie - niekoniecznie nawet medytacja, po prostu ćwiczenie mówienia czego chce - miałaby jakiś wpływ na fizyczną stronę.
To uczciwe pytanie, Pankracy. Ja też się z tym zmagałam. Wzorzec emocjonalny i choroba mogą współistnieć bez żadnego związku - po prostu tak się złożyło. Ale czy próbowałeś kiedyś zapytać mamę, czy ona sama czuje jakiś związek między tym jak funkcjonuje a tym jak się czuje fizycznie? Czasem sami pacjenci to widzą, tylko nikt ich nie pyta.
Właśnie, bo to co opisujesz z mamą - to brzmi jak coś, co mogłaby sama potwierdzić albo zanegować. Ona w ogóle jest otwarta na takie rozmowy? Bo mam wrażenie że całe to rozważanie 'czy to przypadek czy wzorzec' można trochę skrócić pytając źródła.
To 'pewnie stres' to ciekawe, bo stres to dla wielu ludzi takie bezpieczne słowo - wyjaśnia wszystko bez wchodzenia w szczegóły. Ale stres skąd, z czego, jaki? Mam znajomą która mówiła to samo, a jak zaczęłyśmy rozmawiać głębiej, to okazało się że od lat nie powiedziała mężowi nic trudnego. Dosłownie nic.
To 'odkorkowało' jest bardzo wymowne. Ja mam podobne doświadczenie z wizualizacją na Vishuddhę - fizyczne uczucie jakby coś puszczało w okolicach szyi. Nie wiem czy to czakra, mięsień czy wyobraźnia, ale za każdym razem to samo miejsce.
Chyba nie umniejsza - nawet jeśli to mechanizm uwagi, to relaksacja miejscowa ma znaczenie. Czytałam że napięcie mięśni gardła i szyi może wpływać na tarczycę przez ukrwienie i unerwienie. Więc świadome rozluźnianie tego obszaru, cokolwiek je powoduje, może mieć sens fizjologiczny.
To trochę przypomina mi to co mówiłam wcześniej o łańcuszku - emocje, napięcie, fizjologia. Czyli może nie trzeba w ogóle mówić o energii żeby uzasadnić pracę z czakrą gardła przy problemach z tarczycą? Sama relaksacja szyi jest warta zachodu.
A wracając do kamienia przy gardle - czy jest jakaś konkretna pozycja w jakiej to robić? Leżeć, siedzieć? I jak długo trzymać? Pytam bo próbowałam z akwarynem ale nie byłam pewna czy robię to 'dobrze'.
Wracam do tego co Pankracy napisał o mamie i narracji którą przykładamy - myślę że to jest ważny trop. Bo jeśli diagnozujemy czakry na podstawie historii życia, to łatwo o potwierdzenie swojej tezy. Każdy może powiedzieć 'aha, w dzieciństwie się bałem, więc Muladhara' albo 'nie wyrażałem siebie, więc Vishuddha'. Gdzie jest granica między trafną obserwacją a dopasowywaniem?
Wracam do tematu bo przez weekend próbowałem trochę poeksperymentować. Robiłem tę wizualizację z niebieskim światłem w okolicach gardła i rzeczywiście czułem coś ciepłego w tamtym miejscu. Ale nie wiem czy to czakra, czy po prostu skupiłem się na tym miejscu tak mocno że zaczęłem je czuć - co zresztą Faddi wcześniej tu sugerował. Chciałem też spytać o ten bezwład wahadła, bo czytałem gdzieś takie pojęcie w kontekście diagnostyki czakr. Co to właściwie jest?
Bezwład wahadła to taka potoczna nazwa na zjawisko, kiedy wahadełko 'kontynuuje' ruch, który wcześniej wykonywało. Czyli jeśli trzymasz je nad jedną czakrą i ono kręciło się w kółko, a potem przesuwasz do kolejnej - może przez chwilę nadal kręcić się tak samo, nie reagując od razu na nowe miejsce. Doświadczone osoby uczą się to odróżniać od właściwej odpowiedzi. Ale - pytanie do ciebie: czy ty w ogóle pracujesz z wahadełkiem, czy dopiero o tym czytasz?
to pytanie które słyszę bardzo często i szczerze - nie ma jednej odpowiedzi. Jedni łapią to szybko, inni miesiącami ćwiczą i nigdy nie są pewni. Mnie zajęło długo zanim przestałam się zastanawiać czy to ja poruszam wahadłem. Ale to chyba nie jest najważniejsze na tym etapie. Jak długo siedzisz z tym tematem wahadła kontra gardło - chodzi ci bardziej o diagnostykę czakry czy o zrozumienie co się dzieje z mamą?
Dobry punkt, Hortensja_66. Bo te dwa wątki trochę się mieszają i nie wiem czy Pankracy sam wie co go bardziej ciągnie. Pankracy - bo jak chodzi o matkę, to wahadło i tak nie da ci odpowiedzi, skoro skanujesz siebie a nie ją.
O, to jest ciekawe co piszesz o tym oporze przy mówieniu wprost. Ja miałam coś podobnego - taki fizyczny ścisk w gardle zanim miałam powiedzieć coś trudnego. Nie przy każdej rozmowie, tylko przy konkretnych sytuacjach. Wiesz kiedy u ciebie to się pojawia - zawsze, czy tylko w pewnych okolicznościach?
To co opisujesz brzmi bardzo specyficznie - relacyjnie, nie ogólnie. Zastanawiam się czy to nie jest bardziej kwestia dynamiki z konkretnymi osobami niż stan samej czakry. Vishuddha ma związek z wyrażaniem siebie, jasne, ale jeśli to odpala się tylko przy bliskich - to może wchodzi też Anahata, serce? Strach przed reakcją kogoś ważnego to trochę inna sprawa niż czakra gardła sama w sobie.
Ja bym powiedziała od serca, bo gardło to często efekt, nie przyczyna. Ale też - i to chyba ważne - czy samo rozgryzione 'skąd' nie wystarczy? Mam na myśli że świadomość mechanizmu już coś zmienia, bez specjalnego ćwiczenia.
